Serwis używa cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zapoznaj się z polityką prywatności.
zamknij   

szukaj

2021-07-31 15:45:57

Fregaty Miecznik na dobrym kursie?

     W obecności szefa MON Mariusza Błaszczaka 27 lipca br. w Gdyni pomiędzy Inspektoratem Uzbrojenia (IU) a Konsorcjum w składzie: Polska Grupa Zbrojeniowa S.A. (PGZ), PGZ Stocznia Wojenna Sp. z o.o. (PGZ SW) i Remontowa Shipbuilding S.A. (RSB) uroczyście zawarta została umowa na budowę trzech okrętów klasy fregata kr. Miecznik. To decyzja na którą Marynarka Wojenna czekała praktycznie od dwóch dekad, kiedy to jako rozwiązanie pomostowe (tymczasowe) w 2000 i 2002 roku przyjęto do służby używane, pozyskane od Amerykanów fregaty rakietowe ORP Gen. K. Pułaski i ORP Gen. T. Kościuszko. Czy zawarty kontrakt to już przełom, czy raczej początek długiego szlaku pełnego raf i min, a może jedynie propagandowy pokaz?

F-100-Navantia

Pierszym potencjalnym partnerem polskiego Konsorcjum w programie Miecznik może być hiszpańska Navantia, producent m.in. fregat typu Alvaro de Bazán (F-100). Fot. Navantia.

Do trzech razy sztuka?

  Program Miecznik uznaje się obecnie za najbardziej priorytetowe zadanie związane z odbudową Marynarki Wojennej (MW). Fazę analityczno-koncepcyjną tego zadania rozpoczęto w 2013 roku. Początkowo planowano, że w jego zakresie zamówione zostaną trzy okręty obrony wybrzeża (OOW) z odbiorami w latach 2017-2019. W trakcie prowadzonych analiz uznano, że zakup jednostek tej klasy warto połączyć z zamówieniem okrętów patrolowych kr. Czapla i oba typy zbudować w oparciu o zunifikowany kadłub, ale z różnym wyposażeniem.

  Pierwsze postępowanie na budowę obu typów jednostek rozpoczęto 30 czerwca 2015 roku. Do negocjacji zaproszono Polską Grupę Zbrojeniową S.A, która w odpowiedzi złożyła wstępną ofertę. Niestety, 28 września 2016 roku procedurę unieważniono, formalnie ze względu na konieczność ponownej oceny występowania podstawowego interesu bezpieczeństwa państwa, a nieoficjalnie m.in. z powodu trudnej sytuacji głównego wykonawcy okrętów tj. Stoczni Marynarki Wojennej S.A., znajdującej się w stanie upadłości likwidacyjnej.

  Na skutek analiz prowadzonych w latach 2017-2018 i po publikacji przez Biuro Bezpieczeństwa Narodowego Strategicznej Koncepcji Bezpieczeństwa Morskiego doszło do redefinicji Wymagań Operacyjnych (WO) na Miecznika i 12 grudnia 2018 roku IU wystosował do PGZ S.A. nowe zaproszenie do negocjacji warunków zamówienia. Jednak i tym razem prowadzone (drugie) postępowanie w 2019 roku zostało anulowane, bez formalnego podania przyczyn.

  W udzielonej we wrześniu 2020 roku odpowiedzi na interpelację poselską MON poinformowało, że w ramach omawianego programu po redefinicji WO planuje się już nie zakup OOW, ale okrętów wielozadaniowych klasy fregata, ze zdolnością do dowodzenia zespołem okrętów uderzeniowych.

  Warto także przypomnieć, że w sierpniu 2018 roku doszło do zerwania w końcowej fazie prowadzonych przez blisko dwa lata negocjacji z rządem Australii na temat pozyskania przez Polskę dwóch 25-cio letnich, ale głęboko zmodernizowanych fregat rakietowych typu Adelaide. Ich zakup miał pozwolić na uzyskanie kolejnej zdolności pomostowej w zakresie wielozadaniowych okrętów nawodnych. Do transakcji jednak nie doszło i kolejna próba choć doraźnego wzmocnienia polskiej floty zakończyła się fiaskiem.

  Trzecie postępowanie, tym razem już na trzy okręty klasy fregata zostało uruchomione przez IU 15 kwietnia br. wysłaniem zaproszenia do negocjacji skierowanego do spółki PGZ Stocznia Wojenna. Podpisana 27 lipca br. umowa jest jego rezultatem.

Tonąca Marynarka Wojenna

  Na wyposażeniu MW pozostają obecnie 52 okręty i pomocnicze jednostki pływające o średnim wieku eksploatacji 35 lat. Dla porównania w 2000 roku średnia wieku 97 użytkowanych wówczas okrętów wynosiła 20 lat.  W okresie ostatnich dwóch dekad na potrzeby MW pozyskano zaledwie 9 okrętów, z czego tylko dwa nowe, przy jednoczesnym wycofaniu ze służby 54 jednostek.

  Spośród tych wykorzystywanych aktualnie: 5 ma za sobą już 50 lat służby lub więcej (co najmniej dwa z nich w tym roku opuszczą banderę), 8 pozostaje w służbie 40-49 lat, 28 jest w wieku 30-39 lat oraz 11 ma mniej niż 30 lat, w tym jedynie dwa są użytkowane krócej niż przez okres 20 lat (ORP Ślązak i ORP Kormoran).

  Dodatkowo na wyposażeniu okrętowej części MW znajdują się bazowe środki pływającej w tym: holowniki, motorówki, kutry, barki itp. Niestety, dwie dekady zaniedbań doprowadziły do sytuacji, w której za wyjątkiem kilku okrętów polska flota to pływające muzeum.

Rozwój gospodarki morskiej

  Z zapaścią stanu MW mocno kontrastuje stosunkowo szybki rozwój gospodarki morskiej. Prężnie rozwijają się polskie porty, które co roku notują rekordowe poziomy przeładunku towarów i surowców. Wyjątkiem jest tu 2020 rok w którym odnotowano spadki w związku ze światowym kryzysem gospodarczym wywołanym pandemią COVID-19. Mimo to, obroty ładunkowe w polskich portach morskich w ubiegłym roku wyniosły 88,5 mln ton, które uzyskano w rezultacie wizyty w nich 17,6 tys. statków, co daje średnią 48 statków dziennie. W porównaniu do 2005 roku były one o 33,7 mln ton wyższe (wzrost o ponad 61%). W ostatnich latach szczególnie zwiększa się import drogą morską surowców energetycznych, zarówno gazu ziemnego jak i ropy naftowej. W 2020 roku import gazu LNG dostarczonego statkami stanowił już ponad 25% całego importu gazu ziemnego PGNiG. W kolejnych latach import LNG powinien nadal rosnąć w związku z rozbudową terminalu w Świnoujściu, planowanym umiejscowieniem w rejonie Gdańska pływającego terminalu LNG tj. jednostki typu FSRU (Floating Storage Regasification Unit) oraz dostawami skroplonego gazu ziemnego ze Stanów Zjednoczonych. Ponadto, jeśli nasz kraj realnie chce uniezależnić się od dostaw surowców energetycznych z Rosji, musi zwiększać ich dostawy drogą morską.

  Na Bałtyku prowadzone są także prace związane z budową podmorskiego gazociągu Baltic Pipe. Coraz bliższe realizacji są również plany budowy morskich farm wiatrowych na polskich wodach terytorialnych.

AH140_Babcock

Drugą zagraniczną firmą która pozostała w programie Miecznik jest brytyjski Babcock International ze swoim flagowym produktem fregatą typu Arrowhead 140. Grafika: Babcock.

Nie tylko na czas W

  Rozwój gospodarki morskiej Polski wymaga posiadania zdolności do zagwarantowania bezpieczeństwa jej funkcjonowania i to nie tylko na Bałtyku. Zmieniająca się architektura bezpieczeństwa międzynarodowego może spowodować, że linie żeglugowe nie będą już tak bezpieczne jak dotychczas i transport morski (być może tylko na wybranych akwenach) będzie wymagał ochrony jednostek wojskowych. Polska powinna być przygotowana na taki scenariusz. Nawet jeżeli nie będziemy musieli eskortować każdego statku (lub ich konwojów) zmierzającego do polskich portów (co dziś wydaje się jednak mało prawdopodobne), to powinniśmy posiadać zdolności do udziału w sojuszniczych misjach zapewniających bezpieczeństwo linii żeglugowych lub zdolności do eskortowania niektórych statków na najbardziej niebezpiecznych fragmentach ich rejsu. 

  Bez odpowiednich zdolności MW, zablokowanie lub ograniczenie dostaw surowców droga morską, czy też zakłócenie prawidłowego funkcjonowania infrastruktury morskiej (portów, podmorskich rurociągów, linii energetycznych i telekomunikacyjnych, czy farm wiatrowych) może się okazać stosunkowo proste dla potencjalnego przeciwnika, nie wymuszając przy tym reakcji NATO określonej w Art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego, a jednocześnie takie działanie (szczególnie długotrwałe) może mieć fatalne skutki dla polskiej gospodarki. 

  W przestrzeni publicznej często można przeczytać opinie, że w przypadku wojny okręty MW szybko zostałby zatopione lub musiał opuścić akwen Morza Bałtyckiego, zapominając jednak, że zadania MW nie ograniczają się jedynie do stanu wojny. Trzeba mieć świadomość, że MW ma także szereg zadań do realizacji w czasie pokoju oraz w przypadku wystąpienia konfliktów o ograniczonym charakterze (poniżej progu wojny). Prawdopodobieństwo wystąpienia takich konfliktów jest przy tym obecnie znacznie wyższe niż stanu wojny (szczególnie biorąc pod uwagę rosyjską strategię i doktrynę w ostatnich latach), przez co przygotowanie MW (jak i całych Sił Zbrojnych RP) do takich sytuacji poprzez uzyskanie określonych zdolności musi być traktowane równie poważnie, jak przygotowanie do działań wojennych o dużej skali.

  W tym miejscu warto również przypomnieć, że w przyjętej w 2020 roku nowej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego RP wskazano na potrzebę „dążenia do budowy zdolności do pełnej ochrony i obrony interesów morskich państwa, zwłaszcza zdolności operacyjnych Marynarki Wojennej, oraz wzmocnienia jej współdziałania w układzie sojuszniczym i regionalnym”.

Dlaczego fregaty?

  W Polsce kilka ostatnich lat trwała debata jakie okręty są najbardziej potrzebne MW do realizacji stawianych jej zadań. Początkowo uznano, że optymalne będą korwety, które również realnie kryły się pod pojęciem OOW Miecznik. Po analizach przeprowadzonych w latach 2017-2019 uznano jednak, że bardziej optymalnym rozwiązaniem będzie budowa fregat, czego konsekwencją była zmiana Wymagań Operacyjnych programu Miecznik.  

  W opinii autora podjęto słuszną decyzję. Fregaty to konie robocze większości flot na świecie. Wynika to z faktu, że są bardzo uniwersalne zarówno pod względem posiadanych zdolności: rażenia, rozpoznania oraz ochrony zespołów okrętów i jednostek cywilnych, jak i zdolności operowania na różnych akwenach morskich i w różnych warunkach atmosferycznych. Korwety choć tańsze, mają w tym zakresie istotne ograniczenia, natomiast większe niszczyciele i krążowniki charakteryzują się już bardzo wysokimi kosztami budowy i eksploatacji. Fregaty wydają się zatem optymalnym rozwiązaniem biorąc pod uwagę relację koszt-efekt, uwzględniając sytuację geopolityczną Polski i zadania stawiane MW.

 Nawet gdyby założyć, że MW będzie operowała wyłącznie na Bałtyku, korwety ze względu na mniejszą wyporność, a zatem mniejszą możliwość montażu zaawansowanych systemów wyposażenia i uzbrojenia, mogą mieć niewystarczające zdolności w zakresie obrony powietrznej, w stosunku do środków rażenia posiadanych przez potencjalnego przeciwnika. Przez środki rażenia należy tu rozumieć przede wszystkim przeciwokrętowe kierowane pociski rakietowe (pokpr), w tym szczególnie groźne naddźwiękowe i hipersoniczne (poruszające się z prędkością ponad 5 Ma) oraz bezzałogowe systemy powietrznych (BSP), których nośnikami mogą być: okręty, lotnictwo oraz wyrzutnie lądowe. Podstawowa różnica w zakresie obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej pomiędzy fregatą i korwetą polega na tym, że ta pierwsza może chronić siebie i zespół okrętów w którym się znajduje (określony obszar), a ta druga praktycznie tylko siebie i to jeszcze na znacznie mniejszych odległościach.  

  Jeśli dodatkowo uwzględnimy konieczność posiadania zdolności do wykonywania zadań poza Bałtykiem, przewaga fregat nad korwetami jeszcze bardziej wzrośnie ze względu na większą dzielność morską (możliwość wykonywania zadań w trudnych warunkach atmosferycznych i przy wyższej fali) oraz większą autonomiczność.

  Korwety na Morzu Bałtyckim mogą sprawdzić się działając w zespołach, w których strefową obronę powietrzną zapewniają fregaty, ale najpierw te drugie należy posiadać. Ponieważ ze względów na ograniczony budżet i inne priorytety obronne Polski (zdolności Wojsk Lądowych i Sił Powietrznych) MW nie może sobie obecnie pozwolić na posiadanie zarówno fregat jak i korwet, wybór może zatem być tylko jeden, należy skoncentrować wysiłek na pozyskaniu bardziej uniwersalnych i posiadających większe zdolności fregat.

  Potencjał jednej fregaty wielozadaniowej można porównać do tego, jaki oferuje jednocześnie: jedna jednostka ogniowa (Fire Unit) systemu obrony powietrznej średniego zasięgu Wisła, jedna bateria systemu obrony powietrznej średniego zasięgu Narew oraz jedna bateria Nadbrzeżnego Dywizjonu Rakietowego, a dodatkowo jednostka tej klasy może skutecznie zwalczać okręty podwodne (ZOP) na znacznym obszarze dzięki możliwości wykorzystania śmigłowców ZOP oraz własnych sonarów i torped ZOP.

  Oczywiście nawet dobrze uzbrojone fregaty mogą nie być w stanie przetrwać zmasowanego (saturacyjnego) ataku z wykorzystaniem pokpr i BSP, jednakże:

  • operując w zespołach (co powinno mieć miejsce w większości sytuacji), w tym z okrętami sojuszniczymi, szanse skutecznej obrony znacząco rosną;
  • w wielu potencjalnych sytuacjach kryzysowych (poniżej progu wojny) prawdopodobieństwo dokonania takiego ataku będzie ograniczone, ponieważ może on być podstawą do uruchomienie zobowiązań sojuszniczych (Art.5 Traktatu Północnoatlantyckiego), czego potencjalny przeciwnik będzie chciał uniknąć;
  • skuteczne dokonanie takiego ataku wcale nie jest proste, wymaga bowiem posiadania odpowiedniej ilości i dyslokacji środków rażenia oraz wcześniejszego przeprowadzenia skutecznego rozpoznania danego fragmentu akwenu morskiego;     
  • Siły Zbrojne RP i państw sojuszniczych również dysponują zdolnościami (lub je budują) eliminacji: nośników pokpr i BSP, środków rozpoznania potencjalnego przeciwnika, a także infrastruktury niezbędnej do ich użycia.

  Fregaty dzięki posiadanym zdolnościom, szczególnie działając w zespole z innymi okrętami (w tym sojuszniczymi) będą stanowiły na Bałtyku ruchomą strefy antydostępowe A2/AD (Anti Access/Area Denial), ograniczając możliwości operacyjne potencjalnego przeciwnika. Będą miały przy tym zdolność oddziaływania na znaczne odległości zarówno na wodzie, na lądzie, w powietrzu, jak i pod wodą. Zasięgi tych odziaływań będą zależały od typów zastosowanych sensorów i efektorów, ale mowa tu nawet o odległościach przekraczających 200 km dla zdolności rażenia i 400 km dla zdolności rozpoznania. Jeśli do tego z wykorzystaniem sieciocentrycznych systemów dowodzenia i łączności będą mogły współdziałać z systemami rozpoznania i rażenia Sił Powietrznych oraz Wojsk Lądowych, ich potencjał jeszcze bardziej wzrośnie. Pozyskanie fregat może być zatem działaniem realnie odstraszający ewentualnego przeciwnika, które będzie on musiał uwzględnić w swoich kalkulacjach zysków i strat dokonania agresji.

  Dodatkowym argumentem za pozyskaniem fregat (a nie korwet) jest współpraca z innymi marynarkami wojennymi państw NATO, w tym w szczególności udział w Stałych Zespołach Okrętów NATO SNMG (Standing NATO Maritime Group), w skład których wchodzą przede wszystkim niszczyciele i fregaty, a w których udział zapewnia możliwość wszechstronnego szkolenia i zdobywania doświadczeń, które trudno uzyskać w inny sposób.   

Praca rozwojowa 1+2

  Przedmiotem zawartej 27 lipca br. umowy jest pozyskanie na drodze pracy rozwojowej fregaty prototypowej, wraz z niezbędnymi środkami bojowymi oraz dostawa dwóch okrętów seryjnych, wraz ze środkami bojowymi oraz pakietem szkoleniowym i logistycznym dla trzech jednostek. Jest to zatem niemal identyczny model jak zastosowano w przypadku budowy niszczycieli min projektu 258 Kormoran II, z tą różnicą, że tam jednostki seryjne zamówiono dopiero dodatkową umową, a w przypadku Miecznika ich budowa została uwzględniona już w podstawowym kontrakcie, co niewątpliwie należy ocenić pozytywnie.

  Przyjęty model zamówienia ma swoje wady i zalety. Wadą jest głównie stosunkowo długi harmonogram prac. Najpierw bowiem powstanie prototyp, który powinien zgodnie z przyjętym planem zostać zwodowany w 2025 roku i oddany do służby w 2028 roku, a dopiero po jego wykonaniu i przeprowadzeniu prób, rozpocznie się etap budowy dwóch jednostek seryjnych, które mają powstać w latach 2028-2034. Na cały proces przewidziano zatem aż 14 lat i to zakładając, że nie będzie żadnych opóźnień (co wydaje się mało prawdopodobne). To bardzo długo. Obecnie eksploatowane fregaty rakietowe typu Oliver Hazard Perry w 2033 roku (kiedy można się spodziewać wejścia do służby drugiego Miecznika) będą miały za sobą już 53 lata służby… Nawet przyjmując, że jedna z nich zostanie wycofana ok. 2028 roku i będzie służyła jako magazyn części zamiennych dla drugiego okrętu, to mało optymistyczna perspektywa, jeśli chodzi o zdolności MW w tym okresie. Być może zakłada się jednak, że po 2028 roku z dużych bojowych okrętów nawodnych na stanie polskiej floty pozostanie już tylko pierwszy Miecznik i (oby dozbrojony) ORP Ślązak. Dla porównania w modelu tradycyjnym, zlecenia budowy od razu trzech jednostek na podstawie sprawdzonego projektu (bez dokonywania w nim istotnych zmian) przez zagraniczną stocznię, przekazanie wszystkich okrętów do służby byłoby prawdopodobnie możliwa po 8-9 latach, do tego z mniejszym ryzykiem opóźnień. Budowa w tak długim okresie wpływa również na wzrost kosztów całego programu.

  Kolejna może nie wada, ale istotne ryzyko, wynika z planu budowy okrętów które w wymaganej konfiguracji nigdy wcześniej nie zostały jeszcze zamówione. Przewiduje się bowiem na bazie sprawdzonego projektu którego dostawcą będzie zagraniczny partner polskiego Konsorcjum, opracowanie (w formie pracy rozwojowej) jego nowej wersji z uwzględnieniem montażu i integracji wybranych polskich rozwiązań, w szczególności z zakresu Zintegrowanego Systemu Walki (ZSW). Może to niestety wpłynąć na planowe wydłużenie harmonogramu projektu, w tym także na wystąpienie opóźnień, które są praktycznie normą w pracach o charakterze badawczo-rozwojowym, jeśli zakres polonizacji będzie zbyt obszerny i będzie dotyczył skomplikowanych elementów, które muszą zostać dopiero zaprojektowane.  

  Model pracy rozwojowej 1+2 ma jednak także istotne zalety. Po pierwsze, na prototypie można będzie dokładnie sprawdzić wszystkie wymagania i zastosowane rozwiązania, co minimalizuje prawdopodobieństwo wystąpienia problemów i dokonywania zmian na jednostkach seryjnych.

  Po drugie, realizując program przez 14 lat jego koszty rozkładają się na stosunkowo długi okres czasu, co ułatwia ich poniesienie. Jeśli wartość zawartego kontraktu (8 mld PLN brutto) nie ulegnie zmianie, to średni roczny koszt budowy trzech Mieczników wyniesie ok. 570 mln PLN brutto, co stanowi jedynie ok. 3,5% łącznych wydatków poniesionych na modernizację techniczną w 2020 roku, a w kolejnych latach ten procentowy udział będzie malał. Realizacja programu Miecznik nie powinna zatem istotnie zakłócić możliwości finansowania innych zadań modernizacyjnych ujętych w Planie Modernizacji Technicznej Sił Zbrojnych RP na lata 2021-2035 (PMT).

  Po trzecie, realizacja zamówienia w formie pracy rozwojowej i budowa okrętów w krajowych stoczniach zapewnią polskiemu przemysłowi obronnemu nowe kompetencje, doświadczenie i źródło przychodów, do tego nie tylko samym stoczniom, ale również poddostawcom. Należy jednak nie mieć złudzeń, choć podczas uroczystości w Gdyni powiedziano, że to największy w historii jednorazowy kontrakt zawarty z polskim przemysłem obronnym (co jest prawdą), to z pewnością ponad połowa pieniędzy zaplanowanych na ten cel powędruje do zagranicznych podwykonawców, którzy będą dostawcami większości elementów ZSW, wyposażenia okrętowego (w tym napędu), a nawet stali.  

  Co jednak chyba najważniejsze, jeśli program uda się zrealizować pomyślnie, to krajowe firmy będą mogły prowadzić większość prac na etapie eksploatacji okrętów (przeglądów, remontów i modyfikacji), co z jednej strony zapewni im dalsze przychody (i wpływy do polskiego budżetu z tytułu podatków), a z drugiej powinno wpłynąć na niższe koszty użytkowania wybudowanych jednostek.

Meko-A200-TKMS

Trzeci uczestnik programu Miecznik z dużym doświadczeniem to niemiecka firma TKMS, mająca w ofercie m.in. fregaty MEKO A-200. Polsce oferowany jest typ MEKO A-300 PL, zaprojektowany na bazie doświadczeń z serii A-200. Fot. TKMS.

Niewielki doświadczenie

  W polskich stoczniach nigdy nie wybudowano okrętu klasy fregaty. Spośród członków Konsorcjum z którym podpisano umowę doświadczenie w wykonaniu dużego i stosunkowo nowoczesnego bojowego okrętu nawodnego ma jedynie PGZ SW i jest ono związane z budową przez 18 lat okrętu patrolowego ORP Ślązak (w praktyce korwety, choć bez większości pierwotnie planowanego uzbrojenia). W przypadku RSB możemy natomiast mówić o doświadczeniu związanym m.in. z budową trzech niszczycieli min projektu 258 Kormoran II, jednostek znacznie mniejszych od fregat, o innej konstrukcji kadłuba, z innym rodzajem napędu i z innym rodzajem ZSW (obejmującym system kierowania i dowodzenia, sensory, efektory i wyposażenie specjalistyczne).

  Aby zrekompensować ten brak doświadczenia polskich wykonawców, IU ma dokonać wyboru partnera zagranicznego dla Konsorcjum (spośród przekazanych przez nie początkowo sześciu ofert od pięciu firm), który zaoferuje projekt i dokona transferu technologii budowy tego typu okrętów. Obecnie trwają prace związane z opracowaniem trzech alternatywnych koncepcji budowy Miecznika, w oparciu o trzy różne zagraniczne projekty/oferty, a trzy inne propozycje zostały już odrzucone. Na tym etapie prac w przygotowaniu Projektu Koncepcyjnego, Analiz Techniczno-Ekonomicznych oraz oferowanego zakresu transferu technologii do polskich wykonawców uczestniczą następujące firmy:

  • z Wielkiej  Brytanii (Babcock International, mająca w swojej ofercie fregaty typu Arrowhead 140);
  • z Niemiec (TKMS - thyssenkrupp Marine Systems GmbH, oferująca Polsce fregaty typu MEKO A-300 PL);
  • z Hiszpanii (Navantia, mająca w swoim portfolio zarówno większe fregaty typów: AWD, F-100, F-110 i F-310 oraz mniejsze ALFA-3000 i ALFA-4000).

  W praktyce jest to etap „Określenia Założeń do Projektowania” (OZP) pracy rozwojowej, zgodnie z przepisami Decyzji 141/MON Ministra Obrony Narodowej z dnia 5 lipca 2017 r. „w sprawie systemu pozyskiwania, eksploatacji i wycofywania sprzętu wojskowego Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej”. Zakończenie tej fazy planowane jest w IV kwartale tego roku, a jej rezultatem na przełomie 2021 i 2022 roku ma być ostateczny wybór spośród ww. firm jednego partnera dla polskiego Konsorcjum.

  W przyjętym modelu to Konsorcjum będzie koordynatorem i będzie odpowiadało za wykonanie umowy podpisanej 27 lipca br. z IU, a partner zagraniczny będzie podwykonawcą polskich firm.

  W opinii autora taki model choć z pewnością korzystny dla krajowego przemysłu, może być bardziej ryzykowny dla zamawiającego, niż gdyby zagraniczny partner był liderem lub choć członkiem Konsorcjum. Podobne rozwiązanie, w którym zagraniczny partner był odpowiedzialny za opracowanie projekt i prototypu, będąc jedynie podwykonawcą polskich firm, zastosowano w umowie na modernizację czołgów Leopard 2A4 do wersji 2PL. Przyczyną problemów i opóźnień występujących w tym programie była m.in. nienajlepsza współpraca polskiego wykonawcy z niemieckim partnerem, na którą zamawiający w praktyce nie miał wpływu. Oby w przypadku Miecznika nie doszło do podobnej sytuacji.

Design-to-cost?

  Jak już wspomniano, na obecnym etapie koszt całkowity programu Miecznik został określony na ok. 8 mld PLN brutto. Obejmuje on zarówno budowę trzech okrętów, jak i dostawę dla nich środków bojowych, a także pakietów szkoleniowych i logistycznych. Cena ta prawdopodobnie nie zawiera kosztów zakupu śmigłowców, które będą mogły bazować na zbudowanych fregatach. Planuje się je bowiem pozyskać w ramach odrębnego programu o kryptonimie Kondor, znajdującym się nadal w fazie analityczno-koncepcyjnej.

  Przedstawiony budżet programu Miecznik wydaje się stosunkowo niski, a nawet życzeniowy, w stosunku do ujawnionego zakresu zamówienia i cen fregat nabywanych przez inne państwa, w szczególności uwzględniając: możliwą inflację, zmiany kursów walut, budowę jednostek przez okres aż 14 lat, konieczność integracji polskich rozwiązań, a także biorąc pod uwagę, że podana cena uwzględnia: transfer technologii, koszty środków bojowych (tj. amunicji, rakiet, torped, itd.), a także dodatkowych pakietów. Z drugiej strony szczegółowe wymagania wojska pozostają niejawne, a bez ich znajomości nie ma możliwości dokonania wiarygodnej oceny zaproponowanej ceny.

  Należy przy tym podkreślić, że wartość kontraktu może jeszcze ulec zmianie po zakończeniu obecnego, pierwszego etapu, tj. po wyborze jednej z trzech koncepcji i partnera zagranicznego.

  Stosując technikę zarządzania kosztami Design-To-Cost (DTC), w której koszty są traktowane w sposób tak samo ważny jak wymagania taktyczno-techniczne i harmonogram realizacji oraz są określone na dużym poziomie szczegółowości i kontrolowane na każdym etapie projektu, istnieje szansa utrzymania poziomu założonego budżetu, jednak może to skutkować koniecznością rezygnacji z części wymagań MW.

Umowa na kota w worku?

  Oceniając całościowo zawarty kontrakt można sobie zadać pytanie, co tak naprawdę podpisano. Nie określono jak dotąd kto będzie partnerem polskiego Konsorcjum, zatem nie wiadomo według jakiego projektu zostaną zbudowane fregaty. Nie wiemy co zostanie kupione, ponieważ kontrakt ma charakter wariantowy. Jeśli cena może jeszcze ulec zmianie, to również nie wiemy za ile faktycznie kupujemy. Dlaczego więc już teraz podpisano umowę, a nie dopiero na przełomie 2021 i 2022 roku, kiedy zostanie dokonany wybór koncepcji i zagranicznego partnera?

  Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to zapewne chodzi o pieniądze lub politykę. Być może, na szybkie podpisanie umowy miała wpływ możliwość wypłaty wykonawcy zaliczki. Nie jest tajemnicą, że sytuacja finansowo-ekonomiczna PGZ SW nie jest najlepsza i nie ma pewności, czy do końca tego roku bez nowej umowy firma ta byłaby w stanie normalnie funkcjonować. Jest także powód polityczny. Minister Mariusz Błaszczak w marcu br. zapowiedział, że kontrakt na Miecznika zostanie podpisany w pierwszej połowie 2021 roku, czym wywołał konsternację zarówno po stronie instytucji odpowiedzialnych za przygotowanie zamówienia, jak i po stronie potencjalnych wykonawców. Kilka dni od tej deklaracji na stronie internetowej MON asekuracyjnie pojawiła się nawet informacja (już zmieniona), że podpisanie umowy powinno nastąpić w terminie do końca 2021 roku (a nie do jego połowy). Aby jednak uniknąć krytyki ze strony mediów i opozycji być może zdecydowano się na przyspieszenie terminu zawarcia umowy, choć bardziej racjonalne byłoby jej podpisanie dopiero po dokonaniu wyboru koncepcji i partnera zagranicznego.

  Czy zatem kontrakt na Miecznika jest jak na razie jedynie polityczną deklaracją, rodzajem listu intencyjnego? Oceniając obiektywnie należy stwierdzić, że jest jednak czymś więcej. To pewnego rodzaju umowa ramowa, na której realizację zaangażowano już konkretne środki z budżetu resortu obrony narodowej i PMT (będącego formalnym finansowym planem wieloletnim). Oznacza to, że środki te nie mogą już zostać przesunięte na inne zadania, dopóki umowa nie zostanie rozwiązana. Zawarty kontrakt precyzuje także bardziej szczegółowo zobowiązania oraz relacje pomiędzy wykonawcą i zamawiającym, jak również określa harmonogram dalszych działań.

Rafy i miny na kursie

  Choć budowa fregat w Polsce będzie dużym wyzwaniem, wśród wykonawców widać entuzjazm związany z podjętą decyzją. Pojawiła się bowiem szansa, której polski przemysł stoczniowy nie miał chyba jeszcze nigdy. Bo choć zamówienie to zakresem można porównać z planem budowy sześciu korwet projektu 621 Gawron, to dziś jednak istnieją znacznie większe szanse na zapewnienie stabilnego finansowania, a to właśnie brak tej stabilności był główną przyczyną porażki tamtego projektu.

  Jednocześnie trzeba mieć w pamięci projekt budowy okrętu ratowniczego kr. Ratownik. Mimo podpisania w 2017 roku umowy zakończył się on fiaskiem po zakończeniu etapu projektowania, zatem samo zawarcie kontraktu jeszcze o niczym nie przesądza.

  Program Miecznik będzie przede wszystkim narażony na ryzyko polityczne. Nie ma bowiem pewności, że kolejny rząd i nowy szef MON będą popierali jego kontynuację. Biorąc pod uwagę, że pierwsza jednostka będzie budowana przez 7 lat, to w jej trakcie może dojść nawet do dwukrotnej zmiany rządzących. Szczególnie ryzyko przerwania programu może się pojawić jeśli dojdzie do opóźnień i eskalacji kosztów budowy prototypu, czego niestety nie można wykluczyć, bowiem będzie on budowany stosunkowo długo, a w jego cenę będzie wliczony koszt transferu technologii oraz infrastruktury która musi powstać w stoczniach w celu uzyskania przez nie niezbędnych zdolności produkcyjnych.

  Nie bez znaczenia będzie miało również utrzymanie stabilnej kondycji finansowo-ekonomicznej stoczni w tak długim okresie czasu oraz jakość współpracy polskiego Konsorcjum z zagranicznym partnerem.

  Pozytywnie należy ocenić udział w Konsorcjum prywatnej firmy jaką jest RSB. Jej doświadczenie, szczególnie organizacyjne i współpracy z IU przy budowie niszczycieli min typu Kormoran II może się okazać bardzo cenne.

  W opinii autora wraz z postępem programu entuzjazm będzie malał, natomiast będzie się pojawiało coraz więcej problemów, które eufemistycznie można określić mianem raf czy min, nawiązując to morskiego charakteru zadania. Pozostaje życzyć wykonawcom, zamawiającemu i przede wszystkim MW, aby udało się je skutecznie ominąć.

  Zawarcie kontraktu na rozpoczęcie realizacji programu Miecznik to zdecydowanie pozytywna decyzja i szansa. Szansa na przerwanie dalszej degradacji MW i zdobycie przez nią nowych zdolności operacyjnych, w stopniu porównywalnym do wprowadzenia samolotów wielozadaniowych F-16 w Siłach Powietrznych, a także szansa na zdobycie nowych kompetencji przez polski przemysł stoczniowy i jego dalsze stabilne funkcjonowanie. Czy uda się ją wykorzystać dowiemy się dopiero za kilka lat, ponieważ sukces znajduje się jeszcze daleko poza horyzontem i wiele czasu upłynie, zanim będzie można go ogłosić. Ważne jednak, że po wielu latach często jałowych dyskusji obrano konkretny kierunek. Nawiązując do słów ministra Błaszczaka z uroczystego podpisania umowy, pilnujmy tego projektu, bowiem od jego przebiegu zależy przyszłość Marynarki Wojennej.

Tomasz Dmitruk




Rejestracja

Funkcja chwilowo niedostępna

×

Logowanie

×

Kontakt

×
Nowe wcielenie Mogami. Japońskie fregaty typu 30FFM

Nowe wcielenie Mogami. Japońskie fregaty typu 30FFM

Konieczność zapewnienia bezpieczeństwa żeglugi w obliczu zagrożeń stwarzanych przez floty Chińskiej Republiki Ludowej czy w mniejszym stopniu Korei...

więcej polecanych artykułów