Serwis używa cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zapoznaj się z polityką prywatności.
zamknij   

szukaj

2020-12-07 10:24:59

Rosomak i Spike - potrzebny system, a nie tylko zestaw

     Wyrzutnie i pociski Spike-LR są w polskiej armii kluczowym narzędziem w budowie zdolności w obszarze walki z bronią pancerną przeciwnika. Panuje dosyć powszechny i co do zasady słuszny pogląd, że podstawową bolączką jest mała liczba wyrzutni znajdujących się w dyspozycji batalionów Wojsk Lądowych. Z pewnością deficyt środków przeciwpancernych jest widoczny, ale należy także odnotować, że nie wykorzystujemy w pełni możliwości, które daje polskiej armii Spike-LR (w przyszłości zapewne Spike-LR2). Tradycyjnie już po przyjęciu do służby nowego uzbrojenia, zorganizowaniu pododdziałów, oszczędza się na przydzielonych kadrach, sprzęcie i rozwiązaniach. Rosomak-S nie powinien być tylko w miarę komfortowym jak na poligonowe standardy środkiem transportu, tak jak i ppk Spike-LR nie musi wypełniać roli tylko środka ogniowego.

 Rosomak-S to przystosowane do transportu zespołów przeciwpancernych transportery kołowe. To praktycznie jedyny użytkowany w Siłach Zbrojnych RP KTO Rosomak tak skromnie wyposażony, a przeznaczony przecież do wsparcia bardzo wartościowych i deficytowych w systemie ognia pododdziałów z zestawami przeciwpancernymi.

 Inspektorat Uzbrojenia podpisał 14 września br. umowę na dostawę 60 pojazdów Rosomak-S, przeznaczonych dla pododdziałów i obsług wykorzystujących ppk Spike-LR. Same platformy stanowią transportery bazowe znajdujące się w zasobach wojska, a koszt transakcji obejmuje przede wszystkim ich przygotowanie i doposażenie celem wypełnienia zadań oraz odtworzenie gwarancji dla składowanych dotychczas wozów. Pojedynczy Rosomak-S, zwany potocznie Spajkobusem, przewozi drużynę przeciwpancerną (dwie wyrzutnie z jednostką ognia). Standard wyposażenia pojazdów nabywanych od 2008 roku dla plutonów przeciwpancernych batalionów piechoty zmotoryzowanej jest praktycznie niezmienny. Nowością, o której wiadomo przy okazji kontraktu z września br. jest pozyskanie niewątpliwie poprawiających przeżywalność pojazdu kompletów kamuflażu mobilnego Berberys. Zasadniczo jednak Rosomak-S niewiele wnosi do możliwości plutonu przeciwpancernego, stanowi przede wszystkim jego środek transportu. A mógłby na pewno więcej, zarówno biorąc tylko pod uwagę dostępne już w armii elementy, czy bardziej ambitnie, z wykorzystaniem dostępnych w polskim przemyśle technologii i produktów, co poniżej zaprezentowano na przykładzie Grupy WB.

 Pluton przeciwpancerny funkcjonuje w ramach kompanii wsparcia w składzie batalionów piechoty (zmechanizowanej i zmotoryzowanej). Pluton taki dzieli się na drużynę (załogę wozu) dowodzenia i trzy drużyny przeciwpancerne - w każdej obecne są dwie wyrzutnie ppk. Łącznie w takim plutonie służyć powinno blisko 20 żołnierzy. W batalionach zmechanizowanych pluton wykorzystuje samochody osobowo-terenowe (4 egz.) i ciężarowo-terenowe (1 egz.). Z kolei pododdział wojsk zmotoryzowanych dysponuje czterema transporterami Rosomak-S. W grupie środków dowodzenia i łączności pluton przeciwpancerny powinien być wyposażony w radiostacje RRC 9311AP (zasięg w terenie pofałdowanym 10-15 km) i przenośne R-3501 (3-5 km). Typowe wyposażenie drużyn dowodzenia plutonów w artylerii stanowi lornetka 7x54, dalmierz laserowy i kątomierz-busola. Warto dodać, że bataliony aeromobilne (powietrznodesantowe i kawalerii powietrznej) dysponują większą liczbą ppk Spike-LR niż zmechanizowane i zmotoryzowane.

 Zwykle pluton przeciwpancerny działa w sposób zdecentralizowany. Znajdujące się w plutonie 6 wyrzutni ppk przydziela się, najczęściej po drużynie przeciwpancernej do każdej z trzech kompanii piechoty znajdujących się w pierwszej linii. Oczywiście możliwe są inne warianty, szczególnie jeśli dowódca zdecyduje o odmiennym ugrupowaniu (np. dwie kompanie w pierwszej linii - dwie w odwodzie, zdecydowanie rzadziej całość sił w styczności z przeciwnikiem), ewentualnie wskazuje środek ciężkości w działaniach przeciwpancernych bez podziału ppk na kompanie. Biorąc pod uwagę szerokość pasa obrony kompanii piechoty (kompanijny punkt oporu) wynoszący 1,5 do 2 km, luki pomiędzy kompaniami, batalion piechoty zajmować może pas obrony o łącznej szerokości 8-9 km. To wszystko zabezpieczone jest trzema drużynami z ppk Spike-LR.

 Działający w ugrupowaniu batalionu pluton przeciwpancerny wystawia posterunek obserwacyjny, ustawia na pozycjach bojowych środki ogniowe, jednocześnie ukrywa środki transportu. Odległości pomiędzy stanowiskami ogniowymi wynoszą do 200 m, pomiędzy drużynami przy działaniu całym plutonem - 300 m. Pod względem przyjętej taktyki optymalnym jest wykorzystanie ppk Spike-LR w ramach zasadzki ogniowej. W tym czasie pojazdy, w tym transportery umieszcza się zwykle w bezpieczniejszym miejscu, 300-500 m od stanowisk ogniowych. Musi tak być, bowiem nie tylko samochody, ale i Rosomak-S nie dysponuje żadnym uzbrojeniem obronnym. Do tego celu wykorzystać można jedynie uzbrojenie indywidualne żołnierzy. Dodatkową kwestią wymagającą korekty jest w ogóle zapewnienie ochrony dwuosobowym obsługom ppk, które zajęte obserwacją terenu i samą walką, w praktyce nie mają samodzielnych zdolności do zabezpieczenia swoich pozycji. Niewątpliwą i często podnoszoną zaletą ppk Spike-LR jest możliwość prowadzenia skutecznego ognia bez kontaktu z przeciwnikiem. Umożliwia to tryb wystrzel i koryguj. To bardzo pożyteczna zdolność, dzięki niej można maskować pozycję zestawu, chronić obsługę i sprzęt. Problemem przy strzelaniach pozostaje budowa świadomości o położeniu i ugrupowaniu przeciwnika. Przy zdecentralizowanym plutonie trudno liczyć na własny punkt obserwacyjny. Informacje, prócz postawionych zadań i sektorów dozoru, trudno także uzyskać ze źródeł zewnętrznych. Takich nie ma. Na korzyść obsług ppk w wyszukiwaniu zagrożeń, ale raczej nie poszczególnych celów, na szczeblu batalionu przede wszystkim można wykorzystać pluton rozpoznawczy składający się z kilku BRDM-2 (lub ich modernizacji), ewentualnie Rosomak-30P oraz quadów.

 Lornetka w warunkach dziennych pozwala na prowadzenie rozpoznania wzrokowego na ok. 3 km. W warunkach nocnych dowódca plutonu przeciwpancernego może korzystać co najwyżej z noktowizora, który posiada na swoim hełmie lub karabinku. Pojazd bazowy, Rosomak-S, nie dysponuje żadnymi dedykowanymi środkami do obserwacji, oczywiście jeśli nie liczyć standardowego dla wozu i przeznaczonego dla dowódcy przyrządu dzienno-nocnego POD-72 Liswarta. Przy takich narzędziach trudno wypełniać zadania dowodzenia i kierowania działaniami podwładnych. Jego środki łączności pozwalają co najwyżej na przekazywanie meldunków do przełożonego i rozkazów do drużyn przeciwpancernych, praktycznie bez możliwości wpływania na bieżącą sytuację taktyczną.

Plutony przeciwpancerne Spike-LR funkcjonują wraz z moździerzami Rak w ramach kompanijnych modułów. O ile Raki dysponują zaawansowanym systemem kierowania ogniem Topaz, o tyle dowodzenie w plutonie przeciwpancernym opiera się o radiostacje. To typowy dla polskiej armii brak konsekwencji i unikania wykorzystania istniejących już w pododdziałach WRiA rozwiązań. 

 Rosomak-S to stosunkowo duża platforma z układem jezdnym 8x8, z zapasem masy choćby z powodu braku tradycyjnej wieży, pozwalająca na doposażenie wozu i jednoczesne zachowanie zdolności do pływania. Pojazd jest nieuzbrojony, bez środków do obserwacji i łączności wymaganych dla dowódcy. Postęp ostatniej dekady nie powinien sprowadzać się do tego, że Rosomak-S wprowadzamy do większej liczby plutonów przeciwpancernych, a nowością i krokiem naprzód jest Berberys. Od zestawu złożonego z platformy oraz ppk wymagać należy więcej.

 Dowódca plutonu nie powinien być jedynie tytularnym dowódcą w walce, bez możliwości oddziaływania na podległych mu żołnierzy, bez możliwości wsparcia ich niebezpiecznej misji. Spike jest uzbrojeniem bardzo wartościowym w ugrupowaniu polskiego batalionu, bowiem jedynym zdolnym do niszczenia nowoczesnych czołgów przeciwnika. Przyjmuje się, że pluton przeciwpancerny Spike-LR, o skuteczności w zależności od warunków od 0,8 do ponad 0,9, powinien być zdolny zneutralizować około 15 obiektów przeciwnika. Mowa o obiektach, bowiem w ramach wartościowania celów w pierwszej kolejności atakom powinny podlegać zestawy rakietowe, wozy dowodzenia, stacje radiolokacyjne, środki łączności, dopiero w dalszej czołgi, bwp czy wroga artyleria. Oczywiście powyższe zależy od wydanych przez przełożonego rozkazów i faktycznej sytuacji taktycznej.

 Brak nowych rozwiązań w plutonach przeciwpancernych obecnie najbardziej widoczny i namacalny jest w piechocie zmotoryzowanej. Wchodzą one przecież w skład kompanii wsparcia zorganizowanej w dwa plutony ogniowe z moździerzami RAK kal. 120 mm, dysponującymi kompanijnymi i plutonowymi pełnowartościowymi wozami dowodzenia (łącznie cztery takie specjalistyczne pojazdy z powszechnie znanych powodów wykorzystujących Rosomaki). Oczywiście notuje się ciągle braki w zakresie dedykowanych pojazdów rozpoznawczych. Moduł kompanijny RAK dysponuje również podstawowym narzędziem dowodzenia i kierowania ogniem polskich artylerzystów - zautomatyzowanym systemem TOPAZ, opracowanym i wdrażanym w kolejnych edycjach przez Grupę WB od blisko dwóch dekad. Trudno zrozumieć, dlaczego dwa najważniejsze środki ogniowe batalionu zmotoryzowanego, a po realizacji zakupów i części zmechanizowanych - moździerz RAK i ppk Spike - nie działają w ramach jednego systemu. Wóz dowodzenia dowódcy plutonu przeciwpancernego powinien również dysponować systemem TOPAZ, być wartościowym elementem w łańcuchu dowodzenia, a jego elementy być obecne także przynajmniej na poszczególnych wozach drużyn przeciwpancernych. Pojazdy, jak i znajdujące się poza nimi dla wykonania zadania obsługi z przenośnymi systemami, powinny dysponować odpowiednimi środkami łączności i wymiany danych. Do koncepcji poszerzenia autonomicznych zdolności rozpoznawczych plutonu przeciwpancernego zaliczyć można także włączenie w skład drużyny dowodzenia zestawu małego powietrznego bezzałogowca o zasięgu rzędu 10 km, dzięki któremu dowódca plutonu będzie zdolny wykrywać, identyfikować i oceniać potencjał przeciwnika, kierować walką, weryfikować również skutki uderzeń na przeciwnika. Polskie wojska rakietowe i artylerii wypracowały już możliwości współpracy środków ogniowych z powietrznymi bezzałogowcami, zestawy FlyEye występują od kilku lat pułkach artylerii.

 Dzięki włączeniu dowódcy plutonu przeciwpancernego w system kierowania ogniem kompanii wsparcia i całego batalionu, możliwa stanie się szybka reakcja na pojawiające się w strefie odpowiedzialności zagrożenia. Dzięki wymianie danych, powiększy się także świadomość sytuacyjna kompanii wsparcia, sztabu i odpowiedzialnego ostatecznie za całość dowódcy batalionu. Takimi oczami może być dla niego pluton przeciwpancerny, a to dzięki systemowi TOPAZ, dzięki powietrznym bezzałogowcom, ale i dzięki samym pociskom Spike-LR. Dużą zaletą pocisku jest możliwość wyprowadzenia jego lotu na wysokość 200-250 m. Czasu lotu pocisku na odległość 4000 m wynosić ma 26 sekund, co w połączeniu z możliwościami jego głowicy i okienkiem czasowym na jej pracę, stanowi ciekawe narzędzie pozyskania informacji nie tylko na potrzeby tego konkretnego strzelania. Operator odpalonego pocisku, nim uderzy w jeden z obiektów, zgodnie z procedurami dla wyboru celu wykonuje rozpoznanie sytuacji w rejonie jego wyrzutni. Znak graficzny o plutonie czołgów, plutonie zmechanizowanym czy szykującej się do natarcia za wzgórzem kompanijnej grupy bojowej, dzięki dowódcy plutonu przeciwpancernego, znaleźć się może także w sztabie kompanii wsparcia, a nawet i macierzystego batalionu. Stąd już tylko krok do ognia połączonego zestawów przeciwpancernych, moździerzy RAK czy środków wyższego szczebla (artyleria brygadowa/dywizyjna, lotnictwo). Sześć wyrzutni Spike znajdujących się w ugrupowaniu batalionu to oczywiście środek rażenia, ale i potencjalne narzędzie mające swój wkład w budowę świadomości sytuacyjnej dowódcy plutonu przeciwpancernego, jak i kolejnych poziomów w strukturze dowodzenia. Oczywiście optymalnym byłoby wdrożenie na szczebel batalionu dedykowanego taktycznego systemu BMS, ale jak powszechnie wiadomo, na taki krok wojsko czeka od lat, a nawet jeśli już zostanie dokonany, zapewne zajmie kolejne lata jego wdrożenie. Wojsko Polskie dysponuje już 8 modułami kompanijnymi z moździerzami RAK i systemami TOPAZ, który realizuje funkcje zarówno kierowania ogniem jak i zarządzania polem walki, a w ich strukturze funkcjonuje faktycznie oddzielony systemowo pluton z ppk Spike-LR. Kolejnych 7 modułów RAK zamówiono jesienią 2019 i wiosną 2020 roku. W 2024 roku Wojsko Polskie dysponować będzie 15 modułami kompanijnymi RAK - wartościowymi, ale nie do końca optymalnymi. Jednym z powodów braku tej optymalności jest pominięcie ppk Spike w systemie nie tylko bieżącego stawiania zadań, ale i bieżącego kierowania walką. Warto przypomnieć, Spike-LR jako pocisk rakietowy jest również częścią zasobów Wojsk Rakietowych i Artylerii, nie jest tylko przystawką do moździerzy czy innych środków artyleryjskich i rakietowych.

 Rosomak-S służy do transportu obsług, nie posiadając żadnego uzbrojenia obronnego, podczas działań chroniony jest dla swojego bezpieczeństwa kilkaset metrów od stanowisk ppk.  Pojazd nie posiada systemów rozpoznania, nie wspiera świadomości zespołów ppk wymagajacych od dowódcy także kierowania walką.

 Rozmieszczone w terenie drużyny przeciwpancerne i poszczególne obsługi zestawów wymagają optymalnego dowodzenia. Dowódca powinien przydzielać cele. Pocisk jest przecież kosztowny i wcale nie posiadamy w pododdziałach dużych jego zapasów. Poprawa efektywności poprzez wdrożenie realnych możliwości dla dowódcy plutonu może być argumentowane na wiele sposobów. Załóżmy, że w trakcie równolegle prowadzonych działań rozmieszczone w terenie, w pasie kilkuset metrów, trzy obsługi ppk po odpaleniu pocisków wykryją w ugrupowaniu przeciwnika wóz dowodzenia. Zgodnie więc z zasadami wartościowaniem celów, każdy z operatorów za pomocą kierowanego pocisku może zaatakować jednocześnie jeden i ten sam obiekt. Optymalne? Na pewno nie. Tak zużywa się część jednostki ognia, a pociski mogły razić inne kluczowe cele. Można nawet przyjąć i inne ryzykowne założenie. Wykryty jedyny w ugrupowaniu przeciwnika wóz dowodzenia nie zaatakuje nikt, bo każdy z operatorów uzna, że z jakiegoś powodu (choćby doświadczenia czy prestiżu w pododdziale) ten cel zniszczy jego kolega-operator. Nowe narzędzia dla dowódcy plutonu i dowódców drużyn to uporządkowanie i podniesienie efektywności wykorzystanie w walce nielicznych przecież w batalionie ppk Spike-LR. Dowódcy mają nie tylko wydawać rozkazy, ale i bieżąco kierować walką jak najbardziej w czasie zbliżonym do rzeczywistego.

 Rosomak-S nie powinien być tylko węzłem w systemie dowodzenia i kierowania ogniem. Trudno obecnie wyobrazić sobie pojazd bojowy, a takim jest przecież KTO Rosomak-S, aby nie posiadał pokładowego uzbrojenia obronnego. Stanowiska strzeleckie w armiach zachodnich montuje się obecnie już na dużych ciężarówkach logistycznych. Polski przemysł dysponuje takimi rozwiązaniami, jak choćby ZSMU z km/wkm opracowane przez ZM Tarnów S.A., czy moduły uzbrojenia z Grupy WB (niedawno poinformowano o rozwoju kilku takich systemów z uzbrojeniem kalibrów od 5,56 mm do artyleryjskich 30-40 mm).

 Stanowisko strzeleckie na Rosomak-S zapewnić może określony potencjał do obrony obsług (poprzez wozy drużyn przeciwpancernych) i wozu dowodzenia plutonem (dowódca plutonu), dzięki instalacji systemów ostrzegania i osłony (czujniki i wyrzutnie granatów dymnych) zwiększy ich przeżywalność, a poprzez optoelektronikę stanowiska w końcu zapewni w miarę przyzwoite środki prowadzenia obserwacji dla dowódcy plutonu czy drużyny - szczególnie w warunkach nocnych i trudnych atmosferycznych. Według obowiązujących norm, dobowe straty w środkach przeciwpancernych na szczeblu batalionu (ale i zbliżone w brygadzie czy dywizji) w trakcie prowadzenia obrony wynieść mogą 25%. Dozbrojony i lepiej chroniony Rosomak-S wesprzeć może ogniem obronnym obsługi, będzie mógł operować bliżej stanowisk ogniowych ppk, ograniczyć może ważną ułomność polskich Spike-LR, czyli systemu przenośnego o masie blisko 27 kg, wrażliwego na ogień i dysponującego ograniczoną manewrowością.

 Biorąc pod uwagę liczbę batalionów piechoty (pomijając aeromobilne), plutonów przeciwpancernych w polskim wojsku wcale nie ma tak dużo. Mowa przecież dziś raptem o mniej niż 25 batalionach piechoty zmechanizowanej i zmotoryzowanej i takiej samej liczbie plutonów przeciwpancernych. Tych prawie 500 ludzi, obsługujących bezpośrednio Spike w batalionach, stanowi dziś kluczowy potencjał przeciwpancerny. Dodajmy - doświadczonych ludzi. Kilkanaście lat użytkowania Spike-LR w Siłach Zbrojnych RP nie było i nie jest pozbawione problemów, braków w nowoczesnym oprzyrządowaniu szkoleniowym, ale pozwoliło na pewno wypracować systemowe przygotowanie ludzi i sprzętu do potencjalnych działań. To nie są szkolenia wymagające ledwie kilkunastogodzinnego przygotowania. Dobry specjalista prowadzi ogień z zakrytego stanowiska kierując się na obiekt pomocniczy i korygując lot pocisku na cel ważny. Współpracując przy tym z obserwatorami. Dobry specjalista odpala pocisk tylko na kierunek, buduje w czasie liczonym w sekundach świadomość sytuacji taktycznej, następnie razi obiekt. Spike-LR jest zbyt ważny i ma zbyt duże możliwości, abyśmy patrzyli na niego tylko przez pryzmat liczby wyrzutni i pocisków.

Spojrzenie ambitniejsze

 Bardziej ambitnie na poprawę zdolności w szerokim spektrum polskich ppk Spike-LR patrzy Grupa WB. W głównych zarysach chodzi w nim o integrację ppk Spike (ale i innych typów wdrożonych do wojska) z pojazdami wyposażonymi w nowoczesny system kierowania ogniem. Być może już w przyszłym roku pojawią się pierwsze seryjne egzemplarze wieży bezzałogowej ZSSW-30 wyposażonej właśnie w nowoczesny SKO, w tym rozbudowane środki optoelektroniczne. Dowódca takiego pojazdu miałby kierować także przenośnymi wyrzutniami Spike obsługiwanymi przez żołnierzy przewożonego desantu, czy też stanowiącymi wyposażenie wersji specjalnej Rosomak-S. Pojazdy wyposażone w wysokiej jakości systemy optoelektroniczne, o zasięgach obserwacji sięgających 4-10 km, byłyby ważnym wsparciem w zapewnieniu kompleksowego rozpoznania i kierowania ogniem z użyciem ppk. Optoelektronika ZSSW-30 miałaby wesprzeć przenośne ppk Spike, które dzięki większej skrytości działania niż posiada pojazd rozmiarów 8x8, mogą być zdolne do zajęcia lepszego stanowiska ogniowego w pobliżu obiektów przeciwnika. Zasadzka ogniowa jest optymalną taktyką wykorzystania ppk. Integracja z ZSSW-30 pozwolić ma zatem na rozpoznanie celu i kierowanie pracą jednej lub wielu wyrzutni ppk Spike obsługiwanych przez spieszone obsługi (przewożony desant).

Ambitniejsze rozwiązanie wpięcia w system polskich zestawów Spike-LR (czy innych ppk) przedstawiła Grupa WB. Opiera eię on o budowę świadomości sytuacyjnej i możliwości w kierowaniu ogniem w oparciu o rozwiązania zastosowane w bezzałogowej wieży ZSSW-30, której produkcja powinna rozpocząć się w roku przyszłym. 

 Ciekawym rozszerzeniem zdolności rozpoznania, które niejako automatycznie stanie się dostępne dowódcy KTO Rosomak, będzie fakt, że system komunikacyjny wykorzystywany w takim przypadku będzie mógł bezpośrednio komunikować się z użytkowanymi już w Wojsku Polskim, w tym WRiA zestawami BSP FlyEye, dzięki czemu wskazania celu wraz z jego zdjęciem, będą mogły trafiać już od operatora BSP. Tryb pracy wymagałby jedynie, aby pomiędzy obsługą ppk, a Rosomak-S istniał bezprzewodowy kanał komunikacji, który zapewni szerokopasmową transmisję danych (w tym głosu) na odległościach rzędu 2-10 km, w zależności od warunków terenowych oraz doposażenie wyrzutni w dodatkowy moduł kontrolny zawierający mikrokomputer, GPS i układ pomiaru skierowania (kompas i akcelerometr). W ten sposób wyposażona obsługa ppk, otrzymawszy koordynaty celu, miałaby za zadanie jedynie skierować wyrzutnię na azymut celu przeliczony przez mikrokomputer (uwzględniający położenie geograficzne wyrzutni), w tym czasie będzie można transmitować obraz celu (na żywo lub wykonaną stop-klatkę), dla wskazania jakiego celu operator ppk ma poszukiwać. Po odnalezieniu wskazanego celu, obsługa wyrzutni będzie mogła z kolei przesyłać obraz z kamery w głowicy ppk do operatora w Rosomak-S, dzięki czemu będzie mógł on obserwować całe strzelanie i w zależności od jego efektu ewentualnie powtórzyć atak.

 Co warto podkreślić, taki sposób integracji ppk może uwzględniać większą liczbę wyrzutni znajdujących się w zasięgu sieci łączności (do 10 km w otwartym terenie), których wyboru (w zależności od warunków, np. w funkcji odległości od celu) będzie dokonywał dowódca w Rosomak-S lub innego wozu z nowoczesnym SKO (np. wozów rozpoznawczych nowej generacji), ale także będzie ona mogła wspierać inne typy ppk, nie tylko z rodziny Spike. Nie wiąże się ona bowiem z mechanicznymi cechami rakiety, rozmiarem, sposobem interfejsu itp. Jedyną informację pozyskiwaną z samego ppk stanowi przekaz wideo z kamery umieszczonej w jej głowicy (co jest standardową funkcją wszystkich współczesnych ppk, wymaganą dla szkolenia obsług i dokumentacji strzelania), która może być użyteczna dla dowódcy pojazdu, ponieważ wskaże jednoznacznie czy cel został unieszkodliwiony. Wszystkie niezbędne technologie dla osiągnięcia tak działającego systemu są dostępne, jako że realizowane były m.in. dla programu Tytan. Dostępne są więc już urządzenia systemu szerokopasmowej łączności, czego przykładem jest radiostacja osobista PERAD 5010 powstała właśnie w ramach programu Tytan.

Mariusz Cielma

fot. PGZ S.A., Grupa WB, M. Cielma




Rejestracja

Funkcja chwilowo niedostępna

×

Logowanie

×

Kontakt

×
Amerykańskie pociski manewrujące - AGM-158A JASSM, AGM-158B JASSM-ER, LRASM

Amerykańskie pociski manewrujące - AGM-158A JASSM, AGM-158B JASSM-ER, LRASM

W 1986 roku w USA zainicjowano program Tri-Service Standoff Attack Missile (TSSAM), który miał doprowadzić do opracowania rodziny modułowych pocisk...

więcej polecanych artykułów