Serwis używa cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zapoznaj się z polityką prywatności.
zamknij   

szukaj

2013-03-07 13:50:52

Puszczanie oka do Leoparda – kolejne czołgi dla Polski

     W MON prowadzone są działania, które mają doprowadzić do zakupu kolejnej partii czołgów Leopard 2. Temat dziś stał się medialny - wydaje się, że wkrótce stanie się również polityczny. Grupy interesów zaczną przekonywać do swoich racji, głos zabiorą podmioty związane z międzynarodową polityką, czy przedstawiciele (a nie wykluczone, że nawet i masy) związków zawodowych przemysłu zbrojeniowego. Przyjrzyjmy się dzisiejszej wiedzy na temat pozyskania Leopardów, zobaczmy co znaczy kolejne 130 czołgów Leopard dla polskich Wojsk Pancernych i Zmechanizowanych i jaki ma to wpływ na projekt opracowania "nowego polskiego czołgu". Dla kogo Leopard 2 to anioł, a dla kogo diabeł wcielony?

Podejście numer jeden

   W kilka lat po wyposażeniu (sierpień 2002-czerwiec 2003) świętoszowskiej 10. Brygady Kawalerii Pancernej w czołgi Leopard 2A4, wyposażeniu jej pododdziałów w sprzęt niemiecki (oprócz dywizjonów artylerii samobieżnej, przeciwlotniczej oraz batalionu zmechanizowanego), przeformowaniu struktur organizacyjnych na podobieństwo niemieckiej brygady pancernej – temat czołgów z Niemiec powrócił. W marcu 2007 roku ówczesny minister obrony Aleksander Szczygło spotkał się z ambasadorem Niemiec w Warszawie. Podczas rozmów poruszono temat pozyskania 123 czołgów Leopard 2A4, których przyszłym użytkownikiem miała stać się 34. Brygada Kawalerii Pancernej z Żagania. Wówczas zwolennikiem przejęcia czołgów był generał Waldemar Skrzypczak – dowódca Wojsk Lądowych – osoba, która jeszcze powróci w naszej historii związanej z tym tematem.

Przejęcie w latach 2002-2003 przez 10. BKPanc 128 czołgów Leopard 2A4 otworzyło naszym pancerniakom oczy na temat możliwości i kultury pracy w wozach zachodnich, nawet i mających za sobą dekady służby.

   W tym samym  roku pomysł został szczególnie mocno oprotestowany przez związki zawodowe zainteresowanych zakładów przemysłu zbrojeniowego. Bumar-Łabędy był na ”fali wznoszącej” w związku z "kontraktem malezyjskim" obejmującym sprzedaż m.in. 48 czołgów PT-91M. W swoich zastrzeżeniach, zbudowanych na doświadczeniach związanych z realizacją pierwszej umowy na Leopardy, pewne racje przemysł jednak miał. Przede wszystkim słusznie  zarzucano, że nie zadbano w 2002 roku o gwarancje w zakresie krajowego serwisowania czołgów oraz o transfer pancernej technologii. Nie można wykluczyć, że tak sformułowana umowa byłaby granicznym warunkiem dla strony niemieckiej. Bundeswehra przekazywała bowiem sprzęt wielomilionowej wartości za przysłowiowe słowo „dziękuję” (koszty rozkonserwowania), oczekiwano więc profitów dla własnego przemysłu. Przy rozmowach z 2007 roku o partii czołgów dla 34. BKPanc błędów tego typu obie strony nie zamierzały powtarzać. Pojawiły się obietnice związane z offsetem, transferem technologii, ewentualnym udziale w przyszłej modernizacji. Ta ostatnia musiała być brana pod uwagę. Wszak Leopard 2A4 to pojazd wykorzystujący opracowania technologiczne z I. połowy lat 80-tych, co prawda często chwalone (ergonomia, niezawodność, komfort, dynamika) i podatne na modyfikacje, ale jednak dziś już dość stare.

   Rywalizacja, niekiedy na bezsensowne argumenty, pomiędzy zwolennikami niemieckich Leopardów 2A4, a zmodernizowanych PT-91 Twardy trwała przez kilka miesięcy. Przesuwano kolejne terminy wyznaczone na podjęcie decyzji, zamiast określenia „przejęcie pojawiło się  słowo „zakup” - za szacunkową kwotę 100 mln euro. Ostatecznie pod koniec roku z czołgów Leopard 2A4 dla kolejnej brygady zrezygnowano, motywując to oficjalnie względami ekonomicznymi. Ucięto również temat dotyczący pozyskania czy modernizacji wozów PT-91 Twardy – nowe czołgi w Wojskach Lądowych miały znaleźć się dopiero po 2018 roku. Według ówczesnego stanowiska wojskowych do zwalczania wozów pancernych przeciwnika miały być przeznaczone nie tylko własne czołgi, ale i m.in. systemy artyleryjskie.

Podejście numer dwa – decydujące starcie?

   W kilka tygodni po objęciu resortu obrony przez Tomasza Siemoniaka, na stanowisko jego doradcy ds. modernizacji technicznej powołany został były dowódca Wojsk Lądowych gen. Waldemar Skrzypczak, później również wiceminister. Przynajmniej kilkanaście miesięcy wcześniej, poprzez prowadzony przez siebie internetowy blog, głosił potrzebę modernizacji polskiego parku pancernego, który ostatecznie przyjął określać mianem „programu pancernego”. Tak, jak był zwolennikiem pozyskania Leopardów w 2007 roku, wydaje się, że to głównie za jego inicjatywą, a przynajmniej "parasolem ochronnym", powrócono do tego tematu w resorcie obrony. W październiku 2012 roku Dziennik Zbrojny w odpowiedzi na nieoficjalne pytanie o kwestię kolejnych Leopardów uzyskał od szefa resortu obrony informację, że "prowadzone są rozmowy w tym temacie". Pierwszy istotny sygnał dotyczący tej sprawy pojawił się 7 listopada 2012 roku podczas spotkania ministra Siemoniaka z Generalnym Inspektorem Bundeswehry gen. Viekerem. Na początku stycznia 2013 roku minister Siemoniak potwierdził zainteresowanie MON czołgami Leopard 2 w liczbie zbliżonej do nabytej w pierwszej dekadzie XXI wieku, czyli dwóch przeliczeniowych batalionów.

   Dosyć dużo informacji przyniósł nam początek marca 2013 roku, a to za sprawą wypowiedzi wiceministra Waldemara Skrzypczaka. Potwierdził zainteresowanie pozyskaniem partii 130 czołgów Leopard 2A4 lub A5, ale przede wszystkim uzupełnił doniesienia ministra Siemoniaka.  Zakres wypowiedzi  obejmuje trzy wiadomości: czołgi mogą trafić do Polski jeszcze w tym roku, zainteresowani jesteśmy standardem A7 oraz chyba najważniejsze -  oprócz pozyskania samych pojazdów bojowych Skrzypczak wymienia zainteresowanie kompletnymi modułami batalionowymi: wozami dowodzenia, wozami zabezpieczenia technicznego, samochodami – de facto kompleksowym przezbrojeniem brygady pancernej (prócz artylerii, obrony przeciwlotniczej i piechoty zmechanizowanej jak było również w przypadku 10. BKPanc).

10. Brygada na bis

    Zacznijmy od tego najważniejszego – zakresu przejmowanego wyposażenia. Minister Skrzypczak jest chyba pod wrażeniem pozytywnych opinii jakie zbiera niemiecki sprzęt pomocniczy będący w wyposażeniu 10. Brygady Kawalerii Pancernej. Szczególnie mowa o wozach zabezpieczenia technicznego Bergepanzer 2A2, mostach samobieżnych Biber (jednak oba są na podwoziu leciwego Leoparda 1) i chyba w mniejszym zakresie transporterów M113 (M577 jako dowodzenia, klasyczny kadłub M113 także w wersji dowodzenia oraz wóz ewakuacji medycznej), czy samochodów – powstałych w zakładach o wysokiej kulturze technicznej, ale mimo wszystko kilkunastoletnich. Z informacji jakie posiadamy od użytkowników tego sprzętu w Świętoszowie wynika, że są to pojazdy racjonalnie skonstruowane i mimo wieku niezawodne (przede wszystkim mowa o WZT i mostach).

   Trochę zaskakujące, że MON rozważa pozyskanie tak rozbudowanej listy wyposażenia, szczególnie jeżeli okazałoby się, że za pojazdy mielibyśmy zapłacić. O ile 10 lat temu, przezbrojenie w sprzęt niemiecki 10. Brygady Kawalerii Pancernej ze Świętoszowa miało wytłumaczenie operacyjne oraz logistyczne, brygada bowiem miała współpracować z niemiecką 7. Dywizją Pancerną, co w korzystnym świetle stawiało uzyskaną jednolitość uzbrojenia, o tyle dziś takiego wytlumaczenia nie ma. Pomysł polsko-niemieckiego zgrupowania szybko upadł, Niemcy zlikwidowali swoją dywizję, jak zresztą i dużą część potencjału wojsk pancerno-zmechanizowanych – z punktu widzenia bezpieczeństwa ich wschodniej granicy, inwestycje w polską armię wydają się jakże trafione. Z kolei z punktu widzenia Warszawy, zakup kolejnej, zunifikowanej z niemieckimi wojskami partii wyposażenia bojowego i pomocniczego dla brygady nie ma sensu. Nawet jeżeli miałby trafić do szczecińskiej 12. Dywizji Zmechanizowanej (2. Brygada Zmechanizowana lub 7. Brygada Obrony Wybrzeża), wchodzącej w skład Wielonarodowego Korpusu Północ-Wschód z siedzibą w Szczecinie, a dowodzonego aktualnie przez gen. dyw. Bogusława Samola. Kręgosłup korpusu stanowią bowiem oddziały niemieckie (unifikacja sprzętu) i duńskie (Leopardy 2A5, M113 itd., czyli również unifikacja), byłby to jednak przejaw prawdziwej gorliwości w osiąganiu interoperacyjności.

Przejęcie wyposażenia dla batalionów wydaje się zbyteczną decyzją. Mamy możliwości by pojazdy z armii niemieckiej zastąpić konstrukcjami rodzimymi. Dla wielu z nich byłaby to w końcu okazja do wdrożenia. Na zdjęciu wóz dowodzenia M577 (z lewej) oraz polski wóz dowodzenia modułów artyleryjskich Regina oraz RAK.

   Trudno zatem racjonalnie odpowiedzieć, po co kolejnej polskiej brygadzie nietypowy sprzęt dowodzenia, łączności, logistyczne pojazdy kołowe. Nawet i pomocnicze wozy gąsienicowe można by uzupełnić w batalionach nowo zakupionymi WZT-3M (pytanie, gdzie jest 8 pojazdów tego typu, zbudowanych na ryzyko Bumaru dla Indii. Kontraktu, którego szybko nie zrealizujemy), czy mostami gąsienicowymi MG-20 Daglezja-G. Podobnie z polskim M113, czyli gąsienicowym UPG (Uniwersalną Platformą Gąsienicową). Byłby to pewien realny argument za uspokojeniem nastrojów w polskim przemyśle zbrojeniowym. Nabywając tak bogaty ilościowo pakiet z Niemiec, częściowo zbędny, MON na własne życzenie sprowadza na siebie ostrze krytyki, dając poważny oręż stronie przeciwnej. Merytoryczne uzasadnienie dla pozyskania czołgów Leopard 2A4/A5 może nie mieć większego znaczenia, przy naciskach na polityków i nagonce związanej z zagrożonym w oczach wielu interesem polskim. Oczywiście jest możliwe, że na tak duży pakiet sprzętu w umowie wywierać będzie nacisk strona niemiecka, próbująca ponownine zmaksymalizować własne korzyści (serwisowanie i modernizacja czołgów, ale i sprzętu pomocniczego), jednak nasza zgoda na taki obrót sprawy, mogłaby w ostateczności przekreślić realizację całego projektu.

   Generał Waldemar Skrzypczak potwierdził, że nasz kraj najbardziej zainteresowany jest czołgami wersji Leopard 2A5. Gdy będziemy zdeterminowani, aby pozyskać ten wariant czołgu, trzeba mieć świadomość, że zakup takich pojazdów możliwy jest tylko z nadwyżek niemieckich (posiadają około 190 takich wozów). Czytelnik niech ma również świadomość, że Leopard 2A5 nie jest całkowicie nowym czołgiem, ale powstał w wyniku przebudowy starszych pojazdów wersji A4, niektórych nawet kalendarzowo starszych, niż dziś używane w Polsce (modernizacji podlegały nie tylko wozy z ostatnich partii, ale również z tych początkowych). Zatem są to pojazdy używane operacyjnie, co przyznał sam generał, co przekłada się w sposób naturalny na stopień ich zużycia. To inna sytuacja niż 10 lat temu. 10. BKPanc otrzymała wówczas pojazdy z magazynów, co umożliwiło im przynajmniej kilkuletnią służbę operacyjną bez większych komplikacji (zużycie na poziomie 30%).

   Można się zastanowić, czy nabycie wersji 2A5 wiąże się z korzyściami w stosunku starszej wersji A4. I tak i nie. Oczywiście Leopard 2A5 jest nowszy, lepiej wyposażony i opancerzony, ale jednak oparty o technologie powstałe przed blisko dwoma dekadami (Niemcy zmodernizowali je w latach 1995-2002), czyli będzie wymagał kolejnych prac – kupujemy bowiem produkt tymczasowy, który będzie trzeba dostosować do wybranego przez nasz kraj pakietu modernizacyjnego. Nie można postrzegać więc w kategoriach błędu, jeżeli zakupimy tylko pojazdy w wersji A4. One przecież również trafią do modernizacji. Przed nimi więc podobny proces.

   Ciekawe jest samo posługiwanie się przez ministra Skrzypczaka sformułowaniem wersja „A7”. Można to odebrać jako pewien nietakt ze strony urzędnika. Z dwóch powodów. Po pierwsze faworyzuje w ten sposób jednego oferenta. Leopard 2A7 to bowiem modernizacja opracowana przez Krauss Maffei Wegmann, istotnego, ale nie jedynego potentata w modernizacji niemieckich czołgów. Nie zapominajmy o Rheinmetall Defence. Po drugie, wskazuje bardzo zaawansowany wariant czołgu, a tym samym kosztowny. Chyba realniejsze jest, przy polskich oczekiwaniach dotyczących standardu do jakiego doprowadzimy posiadane Leopardy 2 (czy to 128, czy ponad 250, jeżeli plany MON się zrealizują), branie przykładu z prac kanadyjskich – oznaczonych jako Leopard 2A4Can (przede wszystkim pozostawiono stary przyrząd dowódcy PERI-R17) lub wykorzystaniu części pomysłów z wersji A5 (celownik działonowego na stropie wieży). 

Zobaczymy na ile polskie określenie wersji A7 będzie tożsamym z propozycją KMW, a na ile bardziej zbliżoną do kanadyjskich Leopardów 2A4Can (bez przyrządu dowódcy Attica) lub do koncepcji A5 (przeniesienie celownika na strop wieży).

   Plan MON związany akurat z Leopardem 2A5 ma podstawowy plus. Dzięki pozyskaniu czołgów A5, utrzymywanych w stanie operacyjnej służby przez niemiecką Bundeswehrę, będzie można przeprowadzić modernizację polskich czołgów Leopard dwuetapowo. Pierwsza partia, już użytkowanych od dekady w Świętoszowie (i CSWL) 128 czołgów Leopard 2A4 przejdzie takie prace w latach 2015-2018 roku w ramach sygnalizowanego już w Programie Modernizacji Technicznej SZ - projektu. Dopiero po tej dacie podobny proces będzie być może dotyczył nowszych Leopardów 2A5. Plan się komplikuje, jeżeli w Polsce będą tylko wozy pierwotnej wersji A4. Problem z tymi pojazdami jest podstawowy - prawie na pewno będą dosyć szybko potrzebować remontów. Nawarstwienie prac przy czołgach ze Świętoszowa, konieczność remontów nowo pozyskanych A4, może zablokować pod kątem wydolności polskiego partnera przy pracach modernizacyjnych. Oby tylko polski MON nie miał pokusy by prace te przyśpieszyć i częściowo przeprowadzić w niemieckich zakładach. Na konflikt zbrojny w najbliższych latach się nie zanosi (co nie oznacza, że jest to aksjomat). Zatem można poświęcić ten czas na budowę dwóch brygad pancernych - nawet przy natłoku zadań remontowo-modernizacyjnych – unowocześniając rytmicznie koejną partię co roku. Poza tym, wiceminister Skrzypczak w przypadku wyboru Leoparda 2A4 podaje, że prowadzone są rozmowy z dwoma krajami – od siebie możemy dodać, że prawdopodobnie chodzi o Szwajcarię oraz Szwecję. Generał wymienił z nazwy tylko Holandię, jako potencjalnego dostawcę części zamiennych do czołgów Leopard 2.

   Czy MON powinien zatem prowadzić rozmowy z wszystkimi trzema partnerami, próbując wskazać Niemcom ewentualnych, dodatkowych dostawców i naciskając, by sprzedał 130 Leopardów 2A5 „tylko” za obietnicę, że to właśnie niemieckie firmy będą strategicznym partnerem modernizacji w Polsce ponad 250 czołgów? To  wcale niemało i to nie tylko z perspektywy programów zbrojeniowych na kontynencie europejskim.

Szybciej niż rosyjska Armata – Leopardy już w 2013

    Według opinii ministra, pierwsze dwie kompanie czołgów Leopard z nowo pozyskanej partii mogłyby trafić do Polski już w bieżącym roku. To dosyć spory optymizm biorąc pod uwagę, że mamy już początek marca i brak sformalizowanych ustaleń, a jak przyznał generał i co może być kluczem do wszystkich naszych rozważań – negocjacje się jeszcze nie rozpoczęły. Można w tym wypadku przypomnieć, że umowę na pozyskanie sprzętu dla 10. BKPanc zaakceptowano w 2001 roku, oficjalnie sformalizowano w styczniu 2002 roku, a sprzęt zaczął trafiać do Polski pomiędzy sierpniem 2002 a czerwcem 2003 roku. Nie tempo pozyskania kolejnych czołgów jest jednak najważniejsze w tym wypadku, niech nawet te dwie pierwsze kompanie trafią do naszego kraju za dwa lata. Istotniejsze są warunki ich przejęcia i na to polski MON nie powinien żałować czasu.

Leopard 2 vs. nowy polski czołg

   Przy okazji upublicznienia informacji o chęci pozyskania kolejnych czołgów Leopard 2, wiceminister ON Waldemar Skrzypczak odwiedził zakłady Bumar-Łabędy w Gliwicach. Wydaje się, że już pewnego partnera z polskiej strony w programie modernizacji czołgów Leopard. Zaznaczył, że ewentualny zakup nie jest zagrożeniem dla prac prowadzonych nad nowym czołgiem podstawowym, którego integratorem ma być z kolei Grupa Bumar. Przypomnijmy, że polskie Wojska Lądowe posiadają aktualnie 11 batalionów czołgów. Nawet biorąc pod uwagę, że 4 z nich będą wyposażone w Leopardy 2 (dwa bataliony w 10. BKPanc plus dwa w kolejnej), a także ewentualne redukcje w kolejnych latach do 7-9 batalionów czołgów, otrzymamy potrzeby Sił Zbrojnych na poziomie 200-300 nowych czołgów. Na opracowanie od podstaw wyspecjalizowanego pojazdu jakim jest czołg – to jest ilość nieopłacalna (nie bierzmy pod uwagę mimo wszystko iluzorycznego eksportu - na rynku znajduje się kilka nowych konstrukcji, rynek wtórny czołgów jest paradoksalnie uboższy, ale szanse na udział Polski w tym torcie są praktycznie  żadne). Inaczej sytuacja przedstawia się w przypadku Wielozadaniowej Platformy Gąsienicowej, której specjalistyczną odnogą ma być nowy polski czołg (prototyp w wersji optymistycznej, czyli wojskowo-przemysłowej, pojawić się ma już w 2018 roku). Liczbę pojazdów powstałych w ramach całej rodziny WPG (czołg, bwp, wozy specjalistyczne) wojsko szacuje na blisko 2300, co jest liczbą nadmiernie optymistyczną, naszym zdaniem będzie dwuktotnie mniejsza. Skąd ta ilość? Docelową liczbą ciężkich batalionów zmechanizowanych będzie prawdopodobnie 12-14, stąd przy założeniu około 90-100 wozów w batalionie (bwp. wozy dowodzenia, techniczne, inżynieryjne itp.), należałoby zakupić około 1000-1200 pojazdów. 

   Zatem opłacalność takiego projektu, nawet przy wyprodukowaniu 1000-1200 wozów, jest większa. Co innego ryzyko techniczne i operacyjne. Można mieć raczej uzasadnione obawy, że a priori polski przemysł zbrojeniowy uzna, że jest w stanie samodzielnie sprostać takiemu wyzwaniu na miarę doświadczonych koncernów pancernych, a tego doświadczenia, potencjału technicznego, technologii, systemu zarządzania - przede wszystkim brakuje. Tych braków nie zagwarantuje nawet stałe i bezproblemowe finansowanie tzw. "programu pancernego". W zagwarantowanie środków także można wątpić, program wyceniany jest na kilkanaście, nawet do 20, miliardów PLN.

Wielozadaniowa Platforma Gąsienicowa opracowywana w ramach programu Rydwan ma stać się nośnikiem zarówno dla bojowego wozu piechoty, pojazdów specjalistycznych, jak i czołgu (w tym ostatnim wypadku zapewne w postaci zmodyfikowanej). Nie można wykluczyć zmiany koncepcji i opracowania koncepcji czołgu w wersji dedykowanej. Na zdjęciach demonstrator Anders w wersji Wozu Wsparcia Ogniowego (z lewej, zdjęcie OBRUM Gliwice) oraz bwp.

   Istnieje duże prawdopodobieństwo, że ostatecznie czołg miałby powstać jako pojazd klasyczny - o masie przekraczającej 45 ton (bwp - 25 ton). Zapotrzebowanie rzędu 200-300 pojazdów tej klasy (następcy T-72 oraz PT-91 Twardy) spowoduje nieopłacalność realizacji samodzielnego projektu i w sposób trochę przewrotny doprowadzi polskie firmy do punktu, w którym zostaną zmuszone znaleźć zagranicznego partnera strategicznego. Taka sytuacja, czyli dostosowanie do naszych potrzeb konstrukcji już istniejącej, spowoduje zwiększenie prawdopodobieństwa, że nowy polski czołg się zmaterializuje i przede wszystkim przedstawiać będzie sobą poziom godny nowoczesnego systemu uzbrojenia. I podobnie jest z wielozadaniową platformą (WPG), miejmy nadzieję, że także przemysł dojrzeje do wprowadzania w życie haseł pokroju politycznego Smart Defence – czyli wykorzystajmy potencjał innych do realizacji naszych zadań.

   Wyposażenie drugiej brygady pancernej w dwa bataliony czołgów Leopard 2 to dla Wojska Polskiego i jego komponentu ciężkiego swoista polisa ubezpieczeniowa - na nie zawsze racjonalne i zbieżne z armią interesy rodzimej zbrojeniówki i będących pod jej wpływem elit politycznych. Cztery bataliony Leopardów, stanowiących kręgosłup pododdziałów pancernych wspieranych przez 3-5 batalionów czołgów PT-91 Twardy pozwoli spokojniej oczekiwać finału prac w ramach części czołgowej tzw. programu pancernego. Z punktu widzenia armii umożliwi prowadzenie szkoleń i doskonalenie kadr - a to jest dziś najważniejsze.

Czy 4 bataliony czołgów Leopard 2 zagwarantują wojskom ciężkim bezpieczeństwo sprzętowe w przypadku niepowodzenia projektu polskiego, nowego czołgu? Na zdjęciu niemieckie czołgi Leopard 2A5, A6 oraz polskie KTO Rosomak podczas ćwiczeń Borsuk 2012.

   Pomimo dywagacji na temat 12. Dywizji Zmechanizowanej, jako przyszłego użytkownika kolejnych dwóch batalionów czołgów Leopard, należy to odbierać jako próbę znalezienia logicznego rozwiązania dla planów resortu związanych z rozważaniem przejęcia tak dużych pakietów niemieckiego sprzętu. Pomorze Zachodnie czy Środkowe to mimo wszystko mało prawdopodobne miejsca, gdzie znajdzie się garnizonem z Leopardami. Najpewniej czołgi trafią do 34. Brygady Kawalerii Pancernej z Żagania. Może to być motywowane względami logistycznymi (bliskość innego użytkownika Leopardów – 10. BKPanc, Ośrodka Szkoleniowego Leopard, wymiana kadry, doświadczeń, skonsolidowana baza wsparcia technicznego) i operacyjnych (jednolicie wyposażona w czołgi dywizja). Na drugim miejscu wskazalibyśmy 9. Brygadę Kawalerii Pancernej z Braniewa (16. Dywizja Zmechanizowana) – byłoby to z kolei istotne wzmocnienie polskiego związku taktycznego odpowiedzialnego za osłonę mobilizacji i rozwinięcia wojsk własnych - jednocześnie może być jednak negatywnie odebrane na arenie międzynarodowej.

   Ale czołgi to nie wszystko. Mniej spokojni i nadal bez tak klarownej alternatywy pozostają żołnierze batalionów zmechanizowanych. W ich wypadku gros BWP-1 jest u kresu użytkowania, a pod względem możliwości bojowych "Bewupy" już dawno straciły wszelkie walory - są tylko bardzo słabo opancerzonymi transporterami piechoty. W przypadku BWP-1 ratuje nas jeszcze to, że całkiem spora ich liczba pochodzi z produkcji z lat 80-tych, będą służyć jeszcze w kolejnej dekadzie. Gdy przestaniemy produkować transportery Rosomak, przy załamaniu się projektu WPG w wersji bwp, pozostanie nam tylko szlak przetarty już przez pancerniaków – pozyskanie sprzętu z drugiej ręki – co jak widać po przykładzie Leopardów nie musi od razu oznaczać "przygarnięcia diabła", chociaż powinno w wypadku bwp być ostatecznością.

Tekst i zdjęcia (jeżeli nie zaznaczono inaczej): Mariusz Cielma.




Rejestracja

Funkcja chwilowo niedostępna

×

Logowanie

×

Kontakt

×
Airbus Helicopters H160M Guépard – przyszłość francuskiej floty śmigłowców

Airbus Helicopters H160M Guépard – przyszłość francuskiej floty śmigłowców

Zainicjowana pod koniec czerwca 2020 roku przez Inspektorat Uzbrojenia faza dialogu technicznego dotycząca programu Perkoz skłania do przyjrzenia s...

więcej polecanych artykułów