Serwis używa cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zapoznaj się z polityką prywatności.
zamknij   

szukaj

2012-11-10 21:53:55

Polskie czołgi FT-17 w 1919 roku - bitwa o Dyneburg

     Pierwszą jednostką pancerną Wojska Polskiego był sformowany we Francji 1. Pułk Czołgów. Jednostka została zorganizowana już po zakończeniu I Wojny Światowej – w ramach tzw. Błękitnej Armii, dowodzonej przez gen. Józefa Hallera, z inicjatywy dowództwa Armii Polskiej we Francji i Komitetu Narodowego Polskiego w Paryżu. Z uwagi na fakt, że Polacy nie mieli doświadczenia w zakresie użycia broni pancernej, jednostka funkcjonowała według francuskich etatów i regulaminów, wyposażona była, co zrozumiałe, w sprzęt znad Sekwany. Uzbrojenie i wyposażenie dla pułku zostało przekazane z ewidencji 505-er Regiment de chars blindes, również kadra dowódcza i instruktorzy pochodzili z tej jednostki. W początkowym okresie istnienia 1. Pułku Czołgów oficerowie francuscy objęli wszystkie funkcje dowódcze i techniczne.

    Organizację 1-er Regiment de chars blindes polonais zapoczątkowano 22 marca 1919 roku w Martigny-Ies-Bains w departamencie Wogezów. Wieści szybko się rozchodzą i już po kilku dniach – od 28 marca – z różnych stron Francji do miasteczka zaczęły docierać grupy ochotników zainteresowanych służbą w nowej formacji. W większości byli to polscy jeńcy z armii niemieckiej i austro-węgierskiej oraz Francuzi i Amerykanie polskiego pochodzenia. Wszyscy zakwalifikowani do służby ochotnicy, zarówno w stopniach oficerskich, podoficerskich jak i szeregowcy, uczyli się obsługi pojazdów pancernych od podstaw. Polską nazwę pojazdu - czołg (od czołgającego się i ziejącego ogniem smoka) – zaproponował por. Władysław Kohutnicki, a smok stał się godłem jednostki. Obok nazwy francuskiej, funkcjonującej do 15 października 1919 roku, jednostka posiadała nazwę 1. Pułk Czołgów Polskich (potem bez „Polskich”).

Pułk uzbrojono w najnowocześniejsze na ówczesne czasy czołgi Renault FT-17, większość z nich była, jak prezentowany wóz na zdjęciu, z armatami Puteaux wz. 18 kalibru 37 mm.

    Formowanie jednostki formalnie zakończono 1 maja 1919 roku. Zgodnie z etatem (z 18 listopada 1918 roku) Pułk składał się z dowództwa i dwóch batalionów – I. batalion posiadał dwie kompanie czołgów, a II. batalion trzy. Z kolei każda z pięciu kompanii składała się z pocztu dowódcy z patrolami sanitarnym i telefonicznym, trzech plutonów czołgów, plutonu eszelonowego, plutonu techniczno-gospodarczego (samochód osobowy, samochód półciężarowy, samochód ciężarowy, przyczepa warsztatowa i kuchnia polowa) i posiadała 24 czołgi – wóz dowódcy kompanii, po pięć wozów w każdym z plutonów, pięć czołgów zapasowych i trzy czołgi w plutonie eszelonowym. Pluton czołgów składał się z kolei z czołgu dowódcy z armatą i dwóch półplutonów po dwa czołgi - w tym jeden z armatą i jeden z karabinem maszynowym. Ponadto w skład pułku wchodziła sekcja (grupa) reperacyjno-transportowa z warsztatem (samochód osobowy, dwa samochody półciężarowe, samochód ciężarowy, przyczepki warsztatowe i kuchnia polowa). Kompanie czołgów nosiły numery polskich dywizji piechoty wchodzących w skład Armii Polskiej we Francji, czyli: 1., 2., 3., 6. i 7. [4] Na czas działań bojowych przydzielano im tworzony ad hoc sztab i sekcje z grupy reperacyjno-transportowej. Jednostka miała zatem więcej czołgów niż trójbatalionowe pułki francuskie, w których pluton liczył 6 maszyn (dodatkowy czołg miał 75-mm armatę), poza tym w każdej kompanii był czołg z radiostacją TSF. Francuska kompania miała po 28 wozów (wóz dowódcy, wóz radio, 18 czołgów w plutonach i 8 zapasowych).

   Rozkazem francuskiego Ministra Wojny nr 3369 AS/3 z 19 maja 1919 roku pułkowi przydzielono odpowiednią ilość sprzętu i jednostka liczyła 120 czołgów Renault FT-17 (z tego 72 wozy z armatami Puteaux wz. 18 i 48 wozów z km Hotchkiss wz. 14 [5]), 10 samochodów osobowych, 13 półciężarowych (2 typu Delage, 2 typu Charron, 1 typu Hotchkiss, 8 typu Ford), 18 ciężarowych [5] (1 typu Saurer 5 t, 3 typu Delahaye 3/4 t, 1 typu Renault 2,5 t, 1 typu Filling Stevens 2 t, 1 typu Aries 3t, 1 typu Fiat), 5 ciągników kołowych (Latil), 2 ciągniki gąsienicowe (Holt Baby), 13 [6] motocykli, 10 rowerów, 8 przyczepek warsztatowych i 8 kuchni.


Struktura 1. pułku czołgów w 1919 roku. Grafika: Karol Turzyński.

Po zakończeniu wstępnego szkolenia rozpoczęto przygotowania do transportu jednostki do kraju. W chwili wyjazdu z Francji w 1. Pułku Czołgów służyło 34 oficerów i 354 szeregowych narodowości francuskiej oraz 11 oficerów i 442 szeregowych narodowości polskiej. Przewaga Francuzów nad Polakami była konieczna ze względu na nikłą znajomość technicznych metod walki w Armii Polskiej. Początkowo Niemcy nie wyrazili zgody na tranzyt Błękitnej Armii przez swoje terytorium, dopiero nacisk rządu francu­skiego spowodował zmianę tej decyzji. Pierwsze, trwające ponad dwa tygodnie (16 dni), transporty przewożące żołnierzy i wozy pułku dotarły do Polski 1 czerwca 1919 roku Pierwszym miejscem koncentracji jednostki była Łódź, w tym miejscu powstał także ośrodek szkoleniowy i warsztaty pułkowe. W pierwszym okresie pobytu w kraju – do października 1919 roku – jednostka dowodzona była wyłącznie przez Francuzów - polscy oficerowie pozostawali bez przydziału, realizując zadania szkoleniowe. Dowódcą jednostki był wówczas mjr Jules Mare (były dowódca 505. Pułku). Dopiero od października polscy oficerowie przejmowali swoje stanowiska (mimo to, w pierwszych walkach dowodzili Francuzi), personel francuski zaczął stopniowo powracać do Francji, a pozostający w Polsce oficerowie francuscy zostali przeniesieni na stanowiska doradców i obserwatorów. Związane to było z demobilizacją Paryża, poza tym kończyły się Francuzom również półroczne kontrakty. Po kilku miesiącach powrócili do domów również ochotnicy ze Stanów Zjednoczonych i Kanady. Jednostka rozpoczęła normalną działalność szkoleniową, w tym w ramach kursów oficerskich. W tym okresie nastąpiło też częściowe zwalnianie żołnierzy w ramach demobilizacji – zastępowano ich od sierpnia nowymi rekrutami. Nie dane im było jednak służyć w czasie pokoju.

Przygotowania do wojny

   Już w sierpniu 1919 roku 2. kompania została przetransportowana na front polsko-rosyjski i wzięła udział w boju o Bobrujsk 28 sierpnia, w składzie Frontu Litewsko-Białoruskiego gen. Stanisława Szeptyckiego. Nacierające czołgi spowodowały panikę wśród żołnierzy rosyjskich i szybko przełamały dwie linie obronne, wjeżdżając do miasta i pozwalając 2. Dywizji Piechoty Wielkopolskiej zdobyć Bobrujsk – było to pierwsze starcie polskich czołgów w historii.

   Kolejnym zadaniem kompanii było wsparcie natarcia na przedmoście Dyneburg (Dźwińsk). Jednostka przewieziona koleją na Łotwę i wyładowana na stacji Dukszty, 22 września została włączona w skład grupy wojsk gen. Edwarda Rydza-Śmigłego. Grupa opanowała południowy brzeg Dźwiny od Dzisny po Dyneburg, z wyjątkiem przedmościa na południowym brzegu rzeki. Planowano jednak szybko uchwycić całą linię Dźwiny i wykorzystać ją jako naturalną rubież obronną. Rozkaz likwidacji sowieckiego przyczółka i zniszczenia pozostałych mostów na Dźwinie gen. Śmigły-Rydz otrzymał 23 września 1919 roku.

Bitwa pod Dyneburgiem - dzień pierwszy. Grafika: Karol Turzyński

   Działania pod Dyneburgiem miała prowadzić 1. Dywizja Piechoty Legionów (1., 5. i 6. Pułki Piechoty Legionów), licząca osiem batalionów piechoty, cztery baterie artylerii polowej i pięć baterii artylerii ciężkiej. Wsparcie miały zapewnić kompania czołgów i dwa pociągi pancerne. Siły te, w ramach tzw. Grupy Północnej, liczyły około 7000 „bagnetów”, 140 karabinów maszynowych, 19 dział polowych, 15 dział ciężkich oraz 24 czołgi i 2 pociągi pancerne. Polską operacją dowodził płk Michał Tokarzewski (dowódca 1. Brygady Piechoty Legionów). Dyneburga broniła natomiast Estońska Brygada Strzelców z 53. Dywizji Strzeleckiej oraz 4. i 6. Pułki Łotewskie, a także 30. Pułk z 4. Dywizji Strzeleckiej. Siły te – pod dowództwem komdiwa Iwana Daumana – liczyły około 5000 żołnierzy, 120 karabinów maszynowych, 20 dział, dwa samochody pancerne i trzy pociągi pancerne. Polacy planowali początkowo likwidacje przedmościa i opanowanie miasta, ale Misja Wojskowa Ententy, nie zgodziła się na forsowanie Dźwiny i zajęcie Dyneburga, jedynie na zniszczenie dwóch mostów i kładki na Dźwinie w tym rejonie. Rzeka pod Dyneburgiem była spięta przez dwa mosty (most kolejowy i most drogowy) i kładkę (na wschód od folwarku Malutki). Dodatkowym utrudnieniem dla nacierających wojsk był położony na zachodnim brzegu rzeki fort ziemny, broniący dostępu do mostu kolejowego.

   2. kompania 1. Pułku Czołgów posiadała pełne wyposażenie etatowe (24 czołgi) i liczyła 9 oficerów oraz 140 szeregowych. Dowódcą pododdziału był kpt. J.Dufour (na froncie był także dowódca Pułku mjr Mare), a poszczególnymi plutonami dowodzili ppor. F. Braquet, ppor. G. Labourdett, ppor. F. Faure. Oficerem zaopatrzeniowym kompanii był ppor. Clement Francois Galatier. Ponadto kompania liczyła kilku polskich oficerów nie pełniących funkcji dowódczych (ppor. J. Jasiński, ppor. W. Paczoski, por. E. Stromenger). Rozkazem z 22 września jednostkę przydzielono do 1. Brygady Legionów. Plan operacji wskazywał, że kompania przeprowadzi natarcie trzema plutonami bojowymi, z zamiarem osiągnięcia lewego brzegu rzeki pomiędzy przedmieściem Grzywa i folwarkiem Malutki, w ugrupowaniu I. batalionu 1. Pułku Piechoty Legionów i II. bata­lionu 6. Pułku Piechoty Legionów.

   Rozkaz dla kompanii brzmiał bowiem następująco: „Zadanie dca brygady określa w swym rozkazie: kompania tanków jedną sekcją po obu stronach szosy dwoma sekcjami po obu stronach drogi prowadzącej przez wieś Ligniszki bezpośrednio za linją piechoty. IV sekcja w rezerwie (...) prawoskrzydłowa sekcja na folwark Malutki a lewoskrzydłowa przez Grzywnę w kierunku żelaznego mostu z zadaniem działania prawoskrzydłowej sekcji na tyły przyczółka pod Lassenbergiem w lewem współdziałaniu z II/1 Pułku Piechoty Legionów. Prawoskrzydłowa sekcja po dojściu do Malutki i podsunięciu się na tą wysokość I/6 Pułku Piechoty Legionów wraca do Ligniszek”. Początek ataku zaplanowano na 27 września 1919 roku o godz. 4.30.

   Operację rozpoczęto jednak z opóźnieniem. Kompania wyładowywała się bowiem z przenośnej rampy w nocy od 22.30 26 września, a następnie kolumna czołgów polnymi drogami i szosą przeszła w kierunku po­zycji wyjściowych do natarcia. Marsz, oprócz ciemności, był dodatkowo utrudniony przez bardzo zły stan drogi, co spowodowało liczne usterki mechaniczne w czołgach, poza tym poruszające się w ciemnościach pojazdy wpadały do rowów, przewracały się lub najeżdżały na siebie. Pomimo wysiłków sekcji reperacyjno-transportowej na trasie marszu pozostawiono trzy [7] czołgi. W związku z tym dwukrotnie przesuwano godzinę rozpoczęcia natarcia. Nie czekając nawet na zaopatrzenie (zapas paliwa, transportowany samochodami, nie dotarł na czas) kompania ruszyła w stronę pozycji nieprzyjaciela bez pauzy, ze stanem paliwa w zbiornikach czołgów sięgającym zaledwie 30 do 40 litrów benzyny (co pozwalało na przejechanie 8 do 9 kilometrów w terenie).

Dzień pierwszy – cmentarz i mosty

  O 5:30 rano 27 września 1919 roku - po krótkim ale silnym przygotowaniu artyleryj­skim – polskie czołgi ruszyły do ataku, szybko wyprzedzając piechotę. Kompania, z trzecim plutonem w rezerwie, rozwinęła się na zachód od szosy Wilno–Dyneburg, około 1 kilometra na północ od wsi Ławkiesy (Lawkessy).

   Pierwszy pluton czołgów (ppor. Braquet), wsparł II. batalion 1. Pułku Piechoty Legionów w ataku na przedmieście Grzywa i po ominięciu cmentarza wjechał pomiędzy zabudo­wania przedmieścia. Pojawienie się czołgów spowodowało popłoch wśród Rosjan, którzy nie stawili oporu w miasteczku i wycofali się przez kładkę na wschodnią stronę rzeki. Poruszający się za czołgami polski batalion opanował cmentarz. Po zajęciu przedmieścia czołgi zatrzymały się z powodu braku benzyny, a próba zniszczenia mostu na rzece ogniem wozów nie powiodła się. Wysadzenie kładki zrealizowali dopiero saperzy 1. Pułku Piechoty. Nacierające natomiast w płaskim i odkrytym terenie na fort chroniący most kolejowy 7. i 8. kompanie II. batalionu 1. Pułku Piechoty poniosły znaczne straty od ognia broni maszynowej. Wówczas batalion poprosił o wsparcie polskich czołgistów. Dowódca 2. kompanii odmówił jednak pomocy z uwagi na brak paliwa w oraz niemożność dotarcia na czas przez pozostałe plutony znajdujące się o 3-4 kilometry na wschód od pozycji II. Batalionu. Wywołało to duże niezadowolenie dowództwa batalionu i piechota nie podjęła ataku na fort.

   Drugi pluton czołgów (ppor. F. Faure, akcją kierował jednak mjr Mare) atakował na odcinku na wschód od linii natarcia pierwszego plutonu, w rejonie wsi Ligniszki, wspierając natarcie I. batalionu 1. Pułku. Czołgi zniszczyły stanowiska karabinów maszynowych i zmiażdżyły zapory z drutów kolczastych, umożliwiając natarcie piechocie. Jednak umocnienia w tym rejonie były głęboko rozbudowane i chronione przez kolejne gniazda kaemów umieszczone na skrzydłach pozycji. Silny, boczny ogień broni maszynowej ze stanowisk położonych na wschód od szosy zahamował posuwanie się polskiej piechoty i dopiero dotarcie czołgów do pierwszej linii transzei uciszyło kaemy. Polacy, poderwani do szturmu, zdobyli bagnetami okopy. Po zdobyciu transzei czołgi zaatakowały wieś Ligniszki powodując odwrót nieprzyjaciela. Następnie skręciły w stronę miejscowości Grzywa, do której wjechały od wschodu, zajęły pozycje nad rzeką i ogniem swoich działek i karabinów maszynowych osłaniały saperów próbujących zniszczyć most drogowy na Dźwinie. Po zakończeniu ostrzeliwania przeciwnika nad rzeką pluton skierował się na wschód do natarcia na folwarki Malutki i Lassenberg, aby udzielić wsparcia dla II. Batalionu 6. Pułku Piechoty Legionów. Mjr Mare dowodził natarciem plutonu z linii tyraliery piechoty, wskazując swoją laską cele poszczególnym czołgom. Czołgi obeszły folwark Malutki od północy i natarły na pozycje nieprzyjaciela od tyłu. Oskrzydleni Rosjanie wycofali się w popłochu z folwarku i przeszli na północny brzeg Dźwiny po kładce, ponosząc spore straty od ognia czołgów. Po dojściu II. Batalionu do rzeki, czołgi skierowały się w stronę Ligniszek, dotarły do mostu na rzece i zatrzymały się oczekując dalszych rozkazów. Nie przekroczono jednak Dźwiny większymi siłami, jedynie I. Batalion 1. Pułku Piechoty Legionów przeszedł na północny brzeg rzeki i zatrzymał się bez pościgu za nieprzyjacielem.

Wozy 2 plutonu ppor. F. Faure z 2 kompanii czołgów.

   Z kolei trzeci pluton czołgów (ppor. C. Galtier), spóźniony z powodu przeprowadzonej w ostatniej chwili reorganizacji dowodzenia, osiągnął przedmieście Grzywa już po zajęciu go przez własną piechotę i zatrzymał się między zabudowaniami jako odwód, bez kontaktu z nieprzyjacielem. Niebawem podchodzący do mostu drogowego polscy saperzy, osłaniani przez kompanię piechoty, zaatakowani zostali przez nacierające od strony miasta dwa sowieckie samochody pancerne z piechotą, które wdarły się na most. Saperzy i piechurzy ponieśli spore straty. Wówczas do akcji weszły dwa czołgi z działkami, które zmusiły samochody pancerne do wycofania się i rozproszyły piechotę przeciwnika. Dopiero po odparciu sowieckiego kontrataku saperzy wysadzili most. Niestety jeżdżące w pobliżu mostu czołgi dostały się pod ogień sowieckiej artylerii i poniosły straty w ludziach (trzech rannych, w tym ppor. Galtier). Około 14 nastąpiła koncentracja polskich maszyn w folwarku Ławkiesy, dokąd do wieczora przyjechały wszystkie czołgi.

   Bilans dnia przedstawiał się dla strony polskiej korzystnie – zajęto wszystkie przedmieś­cia Dyneburga, lecz fort przy moście kolejowym pozostał w rękach nieprzyjaciela. Winą za nieudane natarcie na fort obciążano artylerię, za nieskuteczne wsparcie ogniowe i czołgi, które odmówiły pomocy.

   Po zakończeniu walki, czołgi przejechały do folwarku Ławkiesy, dokąd przesunięto również kompanię reperacyjno-transportową. Do końca dnia i przez większą część nocy mechanicy i załogi byli zajęci usuwaniem uszkodzeń w pojazdach oraz uzupełnianiem benzyny, olejów, smarów i amunicji. Kompania reperacyjno-transportowa zdołała ściągnąć z pola walki uszkodzone czołgi i przygotować większość z nich do walki w dniu następnym. Załogi były nastawione entuzjastycznie – odnieśli przecież sukcesy w natarciach na przygotowane pozycje i przepędzili samochody pancerne. Oficerowie francuscy zajmowali stanowiska strzelców w czołgach, byle tylko wziąć udział w walce. Zgodnie z rozkazem kpt. Dufoura dowodzenie pierwszym plutonem objął ppor. Braquet, drugim ppor. Faure, a trzecim ppor. Jasiński – miała to być pierwsza akcja czołgów dowodzona przez polskiego oficera.

Dzień drugi – fort i pociągi pancerne

  Po porażce na południowym brzegu rzeki Rosjanie rozpoczęli ewakuację Dyneburga, jednak wobec bierności oddziałów polskich, które nie próbowały uchwycić przyczółka na północnej stronie rzeki, Sowieci zaczęli jednak wzmacniać obronę fortu. 28 września o godzinie 5:10 polska artyleria wykonała dwudziestominutowe ześrodkowanie ogniowe na fort. Po tym czasie, o planowanej godzinie 5.30, czołgi pierwszego i trzeciego plutonu oraz trzy kompanie z 1. i 5. Pułku Piechoty Legionów zaatakowały fort strzegący mostu kolejowego (dwa wiadukty). Podstawą polskiego natarcia było przedmieście Grzywa. Początkowo, z uwagi na bardzo ciężki teren, atak był prowadzony w kolumnie po szosie Didrychsztejn-Kałkuny, jednak kiedy drogę ostrzelał sowiecki pociąg pancerny, atakujący szybko zmuszeni zostali do rozwinięcia sił. Po jakimś czasie atak polskich pododdziałów zatrzymał się w ogniu karabinów maszynowych z wiaduktu kolejowego i dopiero podejście czołgów trzeciego plutonu zmusiło Sowietów do wycofania się. Polskie natarcie wspierał jednak pociąg pancerny „Śmiały”, który wdał się w pojedynek ogniowy ze swoim rosyjskim odpowiednikiem. Polacy stracili w starciu pociągów czołg Renault z pierwszego plutonu, który otrzymał trafienie z armaty w silnik. 75-mm granat na szczęście nie eksplodował, ale pojazd został uszkodzony i stracił możliwość poruszania się. Załoga (kpr. Spojda, kan. Bilewicz) ogniem własnego karabinu maszynowego wspierała natarcie piechoty. Polacy zostali na domiar złego ostrzelani przez własną artylerię, która nie wydłużyła ognia i poraziła własne pododdziały. Znaki dane racami nie odniosły skutku, więc cztery czołgi pierwszego plutonu, poruszając się w ogniu własnych pocisków, dotarły do drugiego wiaduktu, który pokonały pod spodem i zbliżyły się do umocnień.

   W tym czasie również trzeci pluton przeszedł pod pierwszym wiaduktem. Czołgi zaczęły wjeżdżać na ziemne wały fortu, zmuszając obrońców do wycofania się, a tym samym umożliwiając podejście pod fort piechocie. Jeżdżąc po terenie fortu FT-17 niszczyły zasieki z drutu kolczastego na wałach i gniazda broni maszynowej. Widząc podchodzących Polaków, piechurzy sowieccy zaczęli wycofywać się do wnętrza fortu. Skuteczna akcja czołgów umożliwiła przyciśniętej do ziemi przez ogień karabinów maszynowych polskiej piechocie wdarcie się w system umocnień i szturm fortu. W czasie tego natarcia polscy pancerniacy ponieśli pierwszą stratę. Ostrzeliwane przez artylerię i pociąg pancerny z północnego brzegu Dźwiny czołgi trzeciego plutonu doznawały, jeden po drugim, kolejnych awarii. Pierwszy stanął, na przedpolu fortu, z powodu zanieczyszczenia paliwa, czołg dowódcy plutonu. Ppor. Jasiński wyskoczył z wozu i próbował usunąć zanieczyszczenia z gaźnika, a kpr. Breszczyk wszedł do wieży i prowadził ogień z armaty. Chwilę później pocisk z armaty pociągu pancernego uderzył w wieżę czołgu. Granat nie przebił pancerza, ale eksplozja spowodowała oderwanie się odłamków od wnętrza wieży, które raniły śmiertelnie Brzeszczyka. Pozostałe czołgi pokonały wały ziemne fortu mimo tego, że kolejny wóz pozostał na przedpolu. Czołg bomb. Matyjasika doznał bowiem awarii skrzyni biegów, załoga pozostała jednak w unieruchomionym pojeździe, ostrzeliwując obrońców, aż do czasu zdobycia fortu. Po ukazaniu się czołgów na wałach fortu kompanie 5. Pułku Piechoty Legionów ruszyły do szturmu na bagnety. Fort został zdobyty w niewiele ponad godzinę po rozpoczęciu ataku, o 6.45 rano.

Czołg FT-17 na bocznicy kolejowej.

   Zrehabilitowała się w tym ataku również polska artyleria, trafiając i wykolejając pociąg pancerny, który do tego czasu, z drugiego brzegu Dźwiny, panował ogniem nad fortem. Z uwagi na zdobycie mostu, wycofujący się Sowieci podjęli próbę odwrotu przez rzekę na łodziach, jednak ponieśli straty od ognia polskich czołgów, które zatopiły wszystkie łodzie. Po zajęciu fortu czołgi ostrzeliwały oddziały przeciwnika ukryte w domach po drugiej stronie rzeki a potem osłaniały pracę saperów na moście kolejowym. Zgodnie z założeniem Polacy wysadzili wieczorem, około 21.00, most kolejowy ale nie przekroczyli większymi siłami Dźwiny.

   Następnego dnia, tj. 29 września 1919 roku, czołgi zostały załadowane na wagony kolejowe i wycofane z frontu. W czasie dwudniowego boju jednostka straciła jednego zabitego, czterech rannych i dwa czołgi od ognia artylerii (nie jest jasne, które to pojazdy – na pewno jeden z nich to czołg ppor. Jasińskiego). Natomiast ogólne straty Grupy w boju o przedmieścia Dyneburga wyniosły 13 oficerów i 253 szeregowych zabitych i rannych, Rosjanie stracili kilkuset zabitych i około 400 jeńców.

   Była to ostatnia akcja polskich czołgów w 1919 roku. W październiku, w związku z wyjazdem oficerów francuskich pułk przeszedł reorganizację: 6. i 7. Kompanie rozformowano, wzmocniono natomiast pozostałe pododdziały oraz utworzono centrum instrukcyjne, czyli de facto kompanię zapasową.

   Ocena udziału czołgów w tym starciu nie jest jednoznaczna. Po wojnie krytykowano zabezpieczenie bojowe i logistyczne kompanii, wskazywano, że czołgi weszły pierwszego dnia do walki bez przeglądu, po długim (jak na Renault FT-17), kilkukilometrowym marszu. Nie uzupełniono paliwa, które nie dotarło na czas (sytuacja jakże symptomatyczna dla działań polskich czołgów dwadzieścia lat później). Drugi dzień działań zakończył się pełnym sukcesem, ponieważ przygotowane w nocy pojazdy poprowadziły skutecznie natarcie piechoty, niszcząc stanowiska broni maszynowej i zapory inżynieryjne.

Przypisy:

[1] Według niektórych źródeł 75 czołgów z armatami i 45 czołgów z km.

[2] Według niektórych źródeł 26 samochodów ciężarowych.

[3] Według niektórych źródeł 10 motocykli.

[4] Według niektórych źródeł tylko dwa czołgi uległy awarii i nie wzięły udziału w walce.

Karol Turzyński




Rejestracja

Funkcja chwilowo niedostępna

×

Logowanie

×

Kontakt

×
Od Wisły do Narwi małymi krokami?

Od Wisły do Narwi małymi krokami?

Już ponad 2 lata upłynęły od chwili, kiedy szef MON Mariusz Błaszczak podpisał umowę o wartości ponad 20 mld PLN brutto na dostawy do 2022 roku prz...

więcej polecanych artykułów