Serwis używa cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zapoznaj się z polityką prywatności.
zamknij   

szukaj

2016-07-09 12:25:50

Donbas, British Army i Wojsko Polskie - bezzałogowce w służbie artylerii

     Dwa elementy należy zauważyć jako charakterystyczne dla nowoczesnych systemów artyleryjskich, zarówno tych lufowych jak i rakietowych. Zyskują na precyzji przy prowadzeniu ognia punktowego i są zdolne wykonywać takie zadania na coraz większych dystansach. Jeżeli odnotujemy jeszcze znaczenie pozyskania i wykorzystania informacji na dynamicznym współczesnym polu walki, otrzymujemy odpowiedź, dlaczego tak licznie korzysta się w artylerii z walorów, jakie zapewniają powietrzne bezzałogowce. Znaczenie, ale i wykorzystanie powietrznych bezzałogowców w służbie artylerii warto pokazać na przykładzie nadal trwającego konfliktu na Ukrainie, doświadczeń brytyjskich oraz obecnych rozwiązań polskich.

System kontra bezzałogowce ze sklepu

   Intensywna faza konfliktu zbrojnego w południowo-wschodniej części Ukrainy, głównie w Zagłębiu Donieckim, to raptem kilka miesięcy (maj-wrzesień 2014 oraz styczeń-luty 2015). W tym czasie operacje prowadzone przez obie strony miały różnorodny charakter, od operacji pacyfikacyjnej prowadzonej na wstępnym etapie konfliktu, po klasyczne działania z wykorzystaniem sprzętu ciężkiego przez obie strony oraz istnienie linii frontu. Konflikt w Donbasie był także operacyjnym poligonem dla powietrznych bezzałogowców, głównie maszyn dostosowanych swoimi charakterystykami do szczebla niższego w strukturze wojsk (pluton-kompania, maksymalnie batalion). Przy słabościach lub wręcz brakach lotnictwa załogowego, powietrzne bezzałogowce (BSP) stały się obiektem pożądania wojskowych obu stron, w tym artylerzystów wymagających do prowadzenia ognia pośredniego zewnętrznych źródeł informacji, najlepiej w czasie rzeczywistym lub zbliżonym do niego.

Najpopularniejszym rosyjskim bezzałogowcem wykorzystywanym nad wschodnią Ukrainą był Orlan-10, maszyna klasy mini, zdolna do prowadzenia działań z wykorzystaniem kilku kamer i łącza telewizyjnego. Charakterystyka terenowa części obszaru Donbasu i pora letnia sprzyjała rosyjskim artylerzystom - Orlan dostarczał wymagane dane o celach.

  Regularna armia ukraińska wykorzystała w toku tak zwanej operacji antyterrorystycznej odrzutowe BSP Tupolew Tu-141 i Tu-143. Były to jedyne systemowo użyte statki powietrzne tego rodzaju, jednak praktycznie całkowicie nieprzydatne do kierowania ogniem z powodu braku systemów do transmisji obrazu i danych oraz wysokiej prędkości bezzałogowca. Dzięki prywatnym zakupom podczas konfliktu na Ukrainie małe powietrzne bezzałogowce stały się bardzo powszechne. Trafiły zarówno do ukraińskich batalionów ochotniczych, jak i jednostek prorosyjskich separatystów.

  Systemowo z zasobów powietrznych bezzałogowców korzystała rosyjska armia federalna, która w odróżnieniu od odpowiednika ukraińskiego, maszyny bezzałogowe stosowała licznie. W rosyjskim Południowym Okręgu Wojskowym i wchodzącej w jego skład 58. Armii w końcu 2013 roku w związkach taktycznych sformowano kompanie bezzałogowych statków powietrznych (o mieszanym składzie BSP). W tym czasie Okręg otrzymać miał około 30 BSP typów Orlan-10, Eleron, Tachion, Zastawa, Granat-3, Granat-4 i Lejer. Były to zatem przede wszystkim maszyny klasy mini. Bezzałogowce przygotowały informacyjnie interwencję regularnych pododdziałów SZ Rosji w sierpniu 2014 roku, powszechnie współpracowały z artylerią lufową i rakietową, wykonującą transgraniczny ostrzał latem 2014 roku, przede wszystkim w południowej części obwodu ługańskiego, czemu sprzyjało głównie położenie sił ukraińskich. Do tego celu stosowano przede wszystkim mini-BSP Orlan-10, powszechnie stosowany odpowiednik polskiego FlyEye, przygotowany dla zasadniczych rosyjskich systemów ogniowych, jakim są haubice 122 mm, armatohaubice 152 mm i wyrzutnie BM-21 Grad. Z powodzeniem korzystano z bieżącej transmisji danych i obrazu z pokładowych urządzeń optoelektronicznych, czemu sprzyjały także korzystne warunki atmosferyczne podczas prowadzonej z największym natężeniem w lipcu i sierpniu 2014 roku operacji. Rosjanie zresztą nie dysponowali licznymi taktycznymi BSP, za takie głównie należy uznać budowane na licencji izraelskie IAI Searcher II. W latach 2009-2011 Rosja za kwotę 9 miliardów rubli zakupiła w swoich zakładach UZGA w Jekaterynburgu budowane na licencji 10 zestawów z łącznie 30 izraelskimi BSP IAI Searcher II, znanymi w Rosji jako Forpost. Taktyczne BSP trafiły do każdego z okręgów wojskowych, w tym do zgrupowania Floty Bałtyckiej w obwodzie kaliningradzkim. Przynajmniej jeden Forpost miał być zestrzelony nad Donbasem latem 2014 roku, kolejny 8 maja 2015 roku i jeszcze jeden pod Awdiejewką przez żołnierzy pułku Dniepr-1 w dniu 21 maja 2015 roku, co udokumentowano materiałem fotograficznym.


Na temat konfliktu we wschodniej Ukrainie napisano wiele tekstów o konflikcie asymetrycznym. Taki był na początku, w kolejnych miesiącach był to już klasyczne starcie z dużym nasyceniem bronią pancerną i artylerią, w kacji były również pociski balistyczne. Powietrze bezzałogowce zetknęły się z oddziaływaniem z ziemi, w użyciu były systemy artyleryjskie i rakietowe. Ukraińcy mieli żałować, że w latach 90. wycofali armaty S-60 kalibru 57 mm. Klasyczne ZU-23-2, czy nawet broń strzelecka, okazywały się skuteczne dla latających na stosunkowo niskich pułapach rosyjskich Orlanów.

   Większe straty odnotowano w maszynach mniejszych. Ukraińscy wojskowi często pokazywali maszyny klasy mini stracone przez agresora. 11 lipca 2014 roku jeden z rosyjskich BSP reprezentujących typ Orlan-10 zestrzelony został w rejonie miasta Zielenopol w obwodzie zaporoskim. Do zdarzenia doszło w odległości około 60 kilometrów od granic Federacji Rosyjskiej, maszyna mogła startować z terytorium Ukrainy, ale także i Rosji. Rosjanie na dużą skalę wykorzystali swoje bezzałogowce w prowadzeniu w lipcu i sierpniu 2014 roku ostrzałów rakietowo-artyleryjskich wymierzonych w próbujące tworzyć kordon graniczny wojska ukraińskie. Takie wydarzenia miały miejsce w rejonie przejścia granicznego Izwarine, jak i dużego ukraińskiego zgrupowania złożonego z elementów 24., 51., 72. czy 79. Brygady rozmieszczonych na południu obwodu ługańskiego, pozbawionych możliwości manewru z powodu problemów z utrzymaniem linii komunikacyjnych i tym samym braków w zaopatrzeniu, zablokowania możliwości zrzutów zaopatrzenia z powietrza oraz szczupłości dostępnego terenu. Ukraińcy po wydostaniu się z pułapki informowali, jak szybko kierowana przez bezzałogowce artyleria rosyjska zniszczyła ich sprzęt, zapasy oraz morale. Rosjanie stale monitorowali obszar za pomocą śmigłowców oraz bezzałogowców. Artylerzysta 51. BZmech wspomina, że jego jednostka straciła w kilka dni pięć haubic 2S1 Goździk i dwa transportery dowodzenia. Dźwięk lecącego na stosunkowo niskiej wysokości bezzałogowca zwiastował zwykle, że wkrótce rozpocznie się ostrzał. Ukraińska straż graniczna odnotowywała w ciągu doby kilka czy nawet kilkanaście naruszeń przestrzeni powietrznej przez rosyjskie bezzałogowce prowadzące swoje działania od rejonu Krymu po obszary na północ od Ługańska. Tak budowana świadomość informacyjna pozwoliła następnie na przeprowadzenie błyskawicznej operacji rosyjskich sił zbrojnych, które ostatecznie przejęły od połowy sierpnia 2014 roku inicjatywę strony ukraińskiej w walkach na donbaskim froncie.

  Ukraina posiadała stosunkowo wysokie możliwości naukowo-badawcze w zakresie powietrznych bezzałogowców, powstały liczne koncepcje, nawet i demonstratory czy prototypy. Dużo trudniej przychodziło dopracowywanie konstrukcji i wprowadzanie jej do produkcji seryjnej. Wskazywanym w końcu pierwszej dekady XXI wieku problemem ukraińskiego potencjału w tym segmencie lotnictwa były dwukierunkowe systemy łączności i przesyłu danych o określonej wydajności, pracujące na odległości do 150 kilometrów, oraz systemy optoelektroniczne (szczególnie ich miniaturyzacja). Armia podejmowała kilka prób wdrożenia nowych systemów do służby, ostatecznie prawie nic z tego nie osiągnięto. Trudno uznać za dobrą decyzję zakup jednego zestawu IAI Bird Eye 400 za kwotę 1,3 miliona USD kilka lat przed wybuchem starć w Donbasie . Izraelski zakup krytykowano jako pośpieszny, bez wypracowanych wymagań, błędny (akumulator elektryczny o mniejszych parametrach pracy w okresie zimowym) i wręcz przepłacony. Jedyny zakupiony zestaw Bird Eye 400 nie był w praktyce wykorzystywany, trafił ostatecznie do magazynów.

W konflikt na wschodzie ukraińska armia weszła z pułkiem powietrznych bezzałogowców wykorzystujących bardzo kłopotliwe systemy postsowieckie VR-2 i VR-3.

  O ile w przypadku rosyjskim możemy mówić o działaniu systemowym, z zastrzeżeniem, że i tak przeważnie na szczeblu niższym, odmienna sytuacja panowała w ukraińskich siłach zbrojnych. Te wykorzystywały operacyjnie jedynie wspomniane już poradzieckie systemy rozpoznawcze VR-2 Striż oraz VR-3 Rejs z aparatami latającymi Tu-141 oraz Tu-143. Sprzęt używano w ramach Samodzielnego Pułku Zdalnie Sterowanych Aparatów Latających, stacjonującego w miejscowości Chmielnickij. Brak bezzałogowców na szczeblu pododdziałów wojskowych skierowanych w rejon tzw. operacji antyterrorystycznej, gdy linia frontu nie miała jeszcze uporządkowanego przebiegu, wskazywany jest jako jeden z powodów licznych strat ukraińskich wojskowych. Na szeroką skalę, głównie w jednostkach ochotniczych, stosowano cywilne bezzałogowce. Nie było to rozwiązanie idealne, brakowało w nich systemów do transmisji danych czy choćby stabilizowanych głowic obserwacyjnych, ale tego rodzaju rozwiązania miały swoje znaczenie w systemie dozoru ruchu przeciwnika, czy nawet w wypracowaniu koordynat dla artylerii, przykładowo moździerzy 82 mm. Oddzielną kwestią jest przeciwdziałanie aktywności BSP, czy to w formie ogniowej, czy poprzez zagłuszanie sterowania, nawigacji czy transmisji danych, co okazało się łatwym zadaniem dla zmilitaryzowanych, choć nadal cywilnych małych bezzałogowców.

   Jeszcze przed konfliktem ukraińscy wojskowi zwracali uwagę, że dysponują zestawami rakiet taktyczno-operacyjnych Toczka-U z pociskami o zasięgu 120 kilometrów, ale nie mają na swoim wyposażeniu systemów rozpoznania niezbędnych do efektywnego wykorzystania uzbrojenia. Podczas konfliktu na Ukrainie powietrzne bezzałogowce powszechnie wspierały obie strony, ale w przypadku strony ukraińskiej należy wspomnieć o jednym bardzo nośnym epizodzie. 13 lutego 2015 roku w nocy dwa pociski balistyczne systemu Toczka miały na terenach przemysłowych Iłowajska uderzyć w zgrupowanie wojsk rosyjskich. Celem były dwa składy kolejowe z kilkoma cysternami paliwa oraz wyposażeniem pododdziału artyleryjskiego. Jeden ze składów był rozładowywany, drugi stał w jego pobliżu. Początkowo zamierzano także porazić trzecią rakietą rosyjski skład MPS ulokowany w pobliżu, na taki krok się jednak nie zdecydowano, uznając, że zbyt blisko znajdują się obszary zabudowane. Według Ukraińców oba eszelony zostały trafione, prócz samych wagonów i znajdującego się na nich wyposażenia spłonąć miało także kilkanaście stojących w pobliżu kolejowej rampy ciężarówek. Straty przeciwnika oceniono jako wysokie, w mieście przez przynajmniej dobę nie było prądu. Po rakietowym ataku żołnierze będący w tym rejonie strzelali w powietrze na oślep, dowódcy uważali, że ostrzał korygują powietrzne bezzałogowce.

Analiza danych pozyskanych z systemu Rejs.

   Ukraińcy przygotowywali się do tej operacji. W ramach sił ATO istniało specjalne zgrupowanie artyleryjskie, koordynowane przez zespół specjalistów ze Sztabu Generalnego, mające za zadanie wykonywać tego rodzaju zadania. Stale obserwowano dziewięć położonych w Donbasie szlaków kolejowych, mając świadomość, że nasycone pancerną techniką grupy taktyczne przeciwnika potrzebują zaopatrzenia w paliwo i środki bojowe. Wspomniany transport z paliwem miano obserwować już od rosyjskiego Taganroga, w rozpoznaniu osobowym wykorzystano żołnierzy 3. Pułku Specjalnego Przeznaczenia. Obiekt obserwowano także z wykorzystaniem powietrznego bezzałogowca. Chciano mieć pewność co do celu. Zgodę na użycie balistycznych Toczek wyrazić miał sam szef Sztabu Generalnego ukraińskich sił zbrojnych generał Wiktor Mużenko. Pociski tego typu stosowano wbrew ukraińskim komunikatom dosyć powszechnie, szczególnie latem 2014 roku w rejonie wzgórza Saur-Mogił, o które trwały bardzo długie i zacięte boje. Zadanie ogniowe wykonał w rejonie Iłowajska, jak i wiele innych, 1. Dywizjon Rakietowy 19. Brygady Rakietowej rozlokowanej w czasie pokoju w mieście Chmielnickij.

Podejście brytyjskie

  Brytyjskie wojska lądowe (British Army) mają szerokie doświadczenia z wykorzystania powietrznych bezzałogowców na potrzeby jednostek artylerii. Aktualnie wykonywane przez bezzałogowce zadania dla armii to przede wszystkim rozpoznanie i wskazywanie celów, stąd ich ulokowanie w pułkach artylerii, które są de facto oddziałami wyspecjalizowanymi w użytkowaniu BSP, delegowanymi zgodnie z operacyjnymi potrzebami do poszczególnych zgrupowań wyższego szczebla.

 Od końca lat 80. do takich zadań zamierzano zastosować BSP GEC Avionics Phoenix, z powodu problemów wprowadzonego do operacyjnego wykorzystania dopiero w 1999 roku. Phoenix wskazywany był jako jeden z czterech kluczowych programów brytyjskich sił zbrojnych, mających wzmocnić możliwości bojowe pododdziałów, obok czołgu Challenger 2, haubicy AS90 czy bojowego wozu piechoty Warrior. System pozyskiwano z myślą o wsparciu informacyjnym w czasie rzeczywistym i o każdej porze doby, także dla nabywanych w tym czasie rakietowych zestawów MLRS kalibru 227 mm. Sam bezzałogowiec do wykonania misji wykorzystywał zasobniki dedykowane do prowadzenia rozpoznania optycznego przy użyciu umieszczonej w stabilizowanej głowicy kamery pracującej w podczerwieni oraz telewizyjnej.

  Na kwestię wykorzystywania stosunkowo dużego bezzałogowca Phoenix (maksymalna masa startowa 180 kg, rozpiętość skrzydeł 5,5 metra) w strukturach artylerii patrzono jednak szerzej, co pokazała brytyjska część interwencji wojskowej w Iraku o kryptonimie Telic z 2003 roku. Działania wspierał jedyny wyposażony w BSP Phoenix 32. Królewski Pułk Artylerii w ramach zadań ISTAR (Information, Surveillance, Target Acquisition, Reconnaissance). Jednostkę wpięto w dywizyjny, brygadowy i batalionowy system dowodzenia. Bezzałogowce zapewniły dane dla 40% spośród 22000 wystrzelonych wówczas brytyjskich pocisków. Jednak nie tylko kierowanie ogniem własnej artylerii należało do zadań 32. Pułku. Był on również odpowiedzialny za budowanie świadomości sytuacyjnej dowódców na poziomie brytyjskiej brygady; w ramach narodowych środków Phoeniksy były obok rozpoznania naziemnego i śmigłowców wczesnego ostrzegania Sea King Mk 7 podstawowym komponentem brytyjskiego potencjału rozpoznawczego. Phoeniksy wykonały także 133 misje w ramach bliskiego wsparcia pola walki (Close Air Support) we współdziałaniu z lotnictwem załogowym, samolotami oraz śmigłowcami szturmowymi. Misje wykonywano na maksymalną odległość 120 kilometrów od stacji kierowania. Jedną z ciekawszych misji BSP Phoenix było poszukiwanie wyrzutni pocisków balistycznych, co realizowano wespół z amerykańskimi samolotami szturmowymi A-10 Thunderbolt II. Operacyjne wykorzystanie bezzałogowców przyniosło liczne doświadczenia, także krytyczne w stosunku do konstrukcji i technologii. Szczególnie narzekano na awaryjność statku. Podczas Iraqi Freedom stracono 23 aparaty, w trakcie wcześniejszej operacji w Kosowie aż 29 bezzałogowców. Dodatkowo zwracano uwagę na długotrwałe przygotowanie statku powietrznego do misji (około godziny) oraz rozmiary platformy startowej wykorzystującej jako nośnik podwozie ciężarowe 6x6, uniemożliwiające przerzut lotniczy tak popularnym transportowcem, jakim jest C-130 Hercules. Phoenix nie mógł być także wykorzystany jako nośnik laserowego podświetlacza celu. Ostatecznie system wycofano ze służby w 2008 roku, już wcześniej podpisując kontrakty na jego następcę.

Army - ten napis wskazuje jak Brytyjczycy podeszli do ulokowania taktycznych bezzałogowców WK450 Watchkeeper. Maszyna wyposażona w głowicę eleketrooptyczną oraz radar SAR/GMTI (pogoda nad Wielką Brytanią nie należy do najbardziej przejrzystych) przede wszystkim służy do wspierania oddziałów wojsk lądowych, w bardzo szerokim zakresie.

  Początkowo zainicjowano dwa programy o kryptonimach Sender i Spectator. Miały one wprowadzić do wojsk szczebla batalionu BSP o zasięgu 30 km, wyposażony jedynie w optoelektroniczne systemy rozpoznania, drugi miał być przeznaczony dla szczebla dywizyjnego i charakteryzować się zasięgiem 150 kilometrów i wyposażeniem w postaci systemów rozpoznania optoelektronicznego oraz radarowego. W 2000 roku oba programy połączono, tworząc nowy do realizacji zadań ISTAR i nadając mu nazwę Watchkeeper. W 2004 roku brytyjski resort obrony zdecydował o wyborze oferty sygnowanej przez Thales UK. Kontrakt z brytyjskim oddziałem Thalesa resort obrony podpisał w sierpniu 2005 roku na opracowanie, testy, produkcję i wsparcie eksploatacji systemu. Zgodnie z założeniami, Watchkeeper wchodzący w skład brytyjskiego systemu sieciocentrycznego pola walki operować miał przez 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Bezzałogowy Watchkeeper w porównaniu do podstawowego Hermesa 450 otrzymał większy udźwig i możliwość jednoczesnego przenoszenia głowicy optoelektronicznej z laserowym wskaźnikiem celu oraz radaru z syntetyczną aperturą, system automatycznego startu i lądowania Magic Atol, instalacje przeciwoblodzeniowe skrzydeł, wzmocniono podwozie celem prowadzenia operacji z lądowisk bardziej przygodnych, zwiększono zapas paliwa, dodano rodzime urządzenia wymiany danych.

  Do oblotu pierwszego Watchkeepera doszło 16 kwietnia 2008 roku. W sierpniu 2009 roku Thales UK poinformował o zakończeniu trwającego od czerwca 2009 roku etapu testów, podczas którego zbadano z powodzeniem funkcjonowanie samego aparatu latającego, łączy wymiany danych, automatycznego systemu startu i lądowania, systemów rozpoznania, oprogramowania stacji kontroli naziemnej oraz systemów kontroli lotu. W tym czasie zweryfikowano również możliwość startu z prowizorycznych lądowisk. Wówczas jeszcze trwały prace nad finalnymi wersjami oprogramowania, systemów naziemnych i zarządzania lotem oraz systemów rozpoznawczych. W kwietniu 2010 roku doszło do pierwszego lotu Watchkeepera w brytyjskiej przestrzeni powietrznej. Pierwsze bezzałogowce oraz stacje kontroli naziemnej producent przekazał na przełomie 2011 i 2012 roku. Do czerwca 2012 roku Watchkeepery wykonać miały 400 lotów o łącznym czasie trwania około 600 godzin, z kolei wiosną 2014 roku zaakceptowano udział WK450 w szkoleniu wespół z jednostkami artylerii na terytorium Wielkiej Brytanii, wówczas to nalot systemu wynosił już 960 godzin. W sumie brytyjskie siły zbrojne zamówiły 54 BSP WK450 Watchkeeper i 15 naziemnych stacji kontroli, sprzęt trafił do wspomnianego 32. oraz 47. Pułku Artylerii (BSP).

Stacja kontroli systemu WK450, pojedynczy kontener i zespół ludzi sterujących maszyną, podsystemami rozpoznania i analizujących dane.

  Dużym przełomem, również porównawczym dla użytkownika, było skierowanie Watchkeepera WK450 na końcowy etap misji w Afganistanie. Trzy maszyny w okresie październik-listopad 2014 z sukcesem wykonały misje operacyjne w czasie 146 godzin. Dobre opinie z użytkowania WK450 w Afganistanie wynikają w dużej mierze z rozbudowanego zestawu urządzeń rozpoznawczych. Na maszynie taktycznej obecne są dwa różnorodne systemy. Dla zapewnienia świadomości sytuacyjnej o każdej porze dnia i w każdych warunkach atmosferycznych, bardzo zróżnicowanych w Wielkiej Brytanii i generalnie w Europie, a w przypadku Afganistanu o wysokim stopniu zapylenia powietrza, na taki zestaw składają się dwa podstawowe elementy: głowica optoelektroniczna Elop CoMPASS IV oraz radiolokator Thales I-Master klasy SAR/GMTI (czyli trójwymiarowy obraz terenu oraz automatyczne wykrywanie obiektów znajdujących się w ruchu, w przypadku I-Master nawet niewielkich patroli pieszych czy przelatujących na niskim pułapie innych statków powietrznych). Głowica CoMPASS wyposażona jest w kamery światła dziennego oraz podczerwieni, a także laserowy dalmierz/podświetlacz celu. Radiolokator I-Master pracuje w paśmie Ku i zapewnia dookólną informację na dystansach przynajmniej 30 kilometrów. Oba podsystemy rozpoznania mogą współpracować ze sobą. W takich przypadkach głowica optoelektroniczna może posłużyć do szczegółowej identyfikacji celów wykrytych za pomocą radiolokatora pokładowego. Dane pozyskiwane przez pokładowe systemy rozpoznawcze przekazywane są do stanowiska kontroli naziemnej za pomocą łącza wymiany danych Thales Qubic Common Data-Link. To ostatnie dysponuje zasięgiem rzędu 200 km, który może być powiększony dzięki wykorzystaniu retranslatora (przykładowo inny WK450). W razie konieczności i możliwości stosować można również satelitarne łącze wymiany danych. Watchkeeper przy maksymalnej masie startowej 470 kilogramów, rozpiętości 10,8 metra, może wykonywać loty w czasie 16-20 godzin. Dzięki możliwości szybkiego składania statku latającego uzyskano także możliwość transportu Watchkeepera samolotem klasy C-130. Cały zestaw (stacja kontroli plus dwa BSP) mieści się w dwóch 20-stopowych kontenerach przewożonych przez dwa samochody ciężarowe. Stanowisko kontroli naziemnej, dostarczane przez Marshall SV, jest skonteneryzowane i obsługiwane przez zwykle czterech operatorów (pilot, operator systemów rozpoznawczych, analityk oraz dowódca zestawu). Załoga stanowiska zajmuje się planowaniem misji oraz obróbką danych pozyskanych za pomocą pokładowych systemów rozpoznania BSP. Obrobione dane przekazywane są następnie do innych użytkowników. Pojedyncze stanowisko kontroli naziemnej może kontrolować do trzech aparatów latających. Istnieje również możliwość spięcia kilku stanowisk kontroli naziemnej w sieć, dzięki czemu mają one dostęp do danych pozyskiwanych przez inne aparaty. Do wylądowania WK450 potrzebuje około 1000 metrowego pasa (400-700 metrów dobiegu, 100 metrów do zatrzymania, systemy rezerwowe). Sam proces następuje automatycznie dzięki ATOLS (Automated Take off and Land System). Zwykle misje wykonuje się na wysokości około 3000 metrów. Chociaż brytyjska armia stosuje WK450 przede wszystkim do celów rozpoznawczych, z polskiego programu Gryf wiadomo, że Watchkeeper może być uzbrojony w kierowane bomby szybujące FFLMM (Freefall Lightweight Multirole Missile) o masie 6 kilogramów każda, w tym 2 kilogramowa głowica. Watchkeeper ma być w pełni operacyjny w 2017 roku.

Dzięki funkcji GMTI (śledzenie celów ruchomych) radar I-Master wypracowuje pełną informację o sytuacji na ziemi, pozwala na tworzenie biblioteki danych o historii ruchu poszczególnych obiektów.

  Przy opracowywaniu WK450 zadbano o spełnienie cywilnych standardów bezpieczeństwa zalecanych przez Europejską Agencję Bezpieczeństwa Powietrznego (Certification Specifications 23) oraz NATO (Stanag 4671). Watchkeeper jako zaawansowane urządzenie osiągnął także trzeci poziom nienaruszalności bezpieczeństwa (Safety Integrity Level 3), co jest wyznacznikiem jego niezawodności. W odróżnieniu od wielu innych bezzałogowców, WK450 jest na drodze do operowania nad zatłoczoną w powietrzu Europą. System będzie rozwijany w stronę wzrostu wskaźnika bezpieczeństwa, temu także posłużyć ma budowa świadomości sytuacyjnej operatorów; maszyna otrzyma kamery do obserwacji otoczenia z przodu jak i z tyłu Watchkeepera.

  Jednym z doświadczeń wyniesionych z Iraku oraz Afganistanu jest możliwość wykorzystania jako operatorów BSP żołnierzy przeszkolonych z innych specjalizacji. W dobie zmieniającej się armii to ważny czynnik wykorzystania potencjału kadrowego doświadczonych żołnierzy. W Wielkiej Brytanii do wykorzystania BSP odpowiedni personel przygotowuje się w czasie 9-12 miesięcy, który szkoli się na specjalnym obiekcie ulokowanym w Królewskiej Szkole Artylerii w Larkhill. Ten składa się z kilku segmentów. Początkowo zapoznaje się personel z ogólnymi zasadami działania i użytkowania bezzałogowców. Następnie przechodzi się do etapu przygotowania do użytkowania konkretnie WK450 – indywidualnie, potem w ramach zespołów. Po opanowaniu Watchkeepera jest miejsce na szkolenie z taktyki operacyjnego użycia maszyny. Wykonane zadania w trakcie symulatorowego szkolenia można potem dowolnie analizować.

Podejście polskie

  Wojsko Polskie nie ma tak trwałego doświadczenia z wykorzystania powietrznych bezzałogowców, nie wspominając już nawet o wsparciu informacyjnym dla artylerii. Istotne kroki w tym kierunku jednak poczyniono, chociaż powinny być traktowane jako element pośredni, a nie docelowy. W lutym 2013 roku Inspektorat Uzbrojenia podpisał z Grupą WB umowę dotyczącą dostawy 12 zestawów bezzałogowców FlyEye, reprezentujących klasę mini. Trzy z nich, w każdym cztery statki powietrzne, trafiły do 5., 11. i 23. Pułku Artylerii. W dywizjonach dowodzenia pułków, obok stacji rozpoznania artyleryjskiego Liwiec, utworzono plutony wykorzystujące FlyEye. Ten system jest powszechnie stosowany w Wojsku Polskim, prócz artylerzystów przede wszystkim w Wojskach Specjalnych i z pewnymi ograniczeniami związanymi ze skromnymi rozmiarami płatowca, przy dostosowanych do możliwości zadań powinien spełniać oczekiwania wojskowych. FlyEye współpracuje ze zautomatyzowanym zestawem kierowania ogniem artylerii Topaz, jednak jest systemem klasy mini wyposażonym jedynie w lekką głowicę obserwacyjną. Przy zasięgu lotu do 30 kilometrów od stacji bazowej i możliwościach ogniowych systemów artyleryjskich Dana 152 mm oraz rakietowych WR-40 Langusta czy BM-21 być może nie jest to zauważalny problem, ale wkrótce może się to zmienić. Do pułków artylerii już wkrótce trafi pierwszy dywizjon uzbrojony w armatohaubice Krab kalibru 155 mm, w planach jest wdrożenie systemów rakietowych Homar o zasięgu 300 kilometrów, tym samym odbudowany zostanie potencjał rakietowy w zakresie rażenia na duże odległości. Marynarka Wojenna już od kilku lat dysponuje Morską Jednostką Rakietową z pociskami kierowanymi Kongsberg NSM o deklarowanym zasięgu 200 kilometrów. Jeżeli weźmiemy pod uwagę zmienne warunki atmosferyczne w naszej części Europy i związane z tym problemy z uzyskaniem danych jedynie z głowic optoelektronicznych, dodamy potrzebę wykonywania misji długotrwałych na dużych dystansach, zapewnienie możliwości wskazywania celów dla amunicji artyleryjskiej naprowadzanej dzięki laserowym podświetlaczom, to zauważymy konieczność zmian. To pokazał konflikt ukraiński. Lotnictwo załogowe może być sparaliżowane naziemną obroną powietrzną, informacje i wskazywanie celów dla artylerii oraz samolotów bojowych jest bezpieczniejsze przy wykorzystaniu powietrznego bezzałogowca. Jego strata nie jest tak dużym kosztem finansowym, ale przede wszystkim operacyjnym i społecznym. Polskie wojska artylerii lufowej i rakietowej od szczebla brygady powinny blisko współdziałać przede wszystkim z taktycznymi bezzałogowcami.

Mariusz Cielma




Rejestracja

Funkcja chwilowo niedostępna

×

Logowanie

×

Kontakt

×
Serbska haubica samochodowa SORA

Serbska haubica samochodowa SORA

W ostatnich latach nastąpił silny rozwój samochodowych dział samobieżnych, które stały się ciekawą alternatywą dla haubic gąsienicowych. Rozwój koł...

więcej polecanych artykułów