Serwis używa cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zapoznaj się z polityką prywatności.
zamknij   

szukaj

2012-04-04 02:40:17

Borsuk z czarnym pagonem

     Na kilku poligonach, od Wędrzyna po Świętoszów 11. Dywizja Kawalerii Pancernej - najbardziej ofensywny związek taktyczny Wojsk Lądowych – w dniach 26-31 marzec realizowała swoje największe przedsięwzięcie szkoleniowe pod kryptonimem Borsuk 2012.

   Jeszcze przed Kampanią Wrześniową 1939 roku, żołnierzy 10. Brygady Kawalerii Zmotoryzowanej pułkownika Maczka wyróżniały czarne skórzane kurtki. Za zasługi w wojnie obronnej, w 1940 roku generał Sikorski nadał żołnierzom 10. Brygady specjalny przywilej noszenia lewego pagonu (naramiennika) w kolorze czarnym. Oficjalnie zostało to zatwierdzone w Dzienniku Rozkazów Naczelnego Wodza i Ministra Spraw Wojskowych z dnia 31 marca 1941 roku. Do czasu rozwiązania 1. Dywizji Pancernej generała Stanisława Maczka pagon ten stał się wyróżnikiem pododdziałów. W III Rzeczypospolitej do dawnych tradycji powrócono w 11. Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej – spadkobiercy prócz historii maczkowców także 1. Korpusu Pancernego LWP. Czarny naramiennik powrócił na mundury w dywizji jednak całkiem niedawno, dopiero w 2006 roku, prócz jeszcze takich symboli jak czarny krawat.


   Ćwiczenia realizowane w poszczególnych dywizjach Wojsk Lądowych RP (przypomnijmy, że są trzy: 11. Lubuska, 12. Szczecińska i 16. Pomorska) otrzymały swoje wyróżniające nazwy. W przypadku 11. Dywizji jest to kryptonim Borsuk. Przeważnie co 2-3 lata realizowane jest ćwiczenie sprawdzające przygotowanie jednej z podległych dywizji brygad. Borsuk-2010 brał pod lupę głównie 17. Brygadę Zmechanizowaną, natomiast tegoroczny to sprawdzian dla 10. Brygady Kawalerii Pancernej. Jednostki wyróżnionej pod kątem wyposażenia, to właśnie w koszarach w Świętoszowie znajduje się najmocniejszy argument Wojsk Lądowych: dwa bataliony czołgów Leopard 2A4. Choć same wozy to niewiele, najwartościowsi są ludzie co widać choćby po sukcesach jakie odnosimy w międzynarodowych zawodach załóg Leopardów.

   Warto dodać, że dziś 11. Dywizja Kawalerii Pancernej im. Króla Jana III Sobieskiego prócz wspomnianej 10. Brygady posiada jeszcze 17. Wielkopolską Brygadę Zmechanizowaną z Międzyrzecza (głównie z KTO Rosomak) i najbardziej zaniedbaną z tej trójki 34. Brygadę Kawalerii Pancernej z Żagania (czołgi PT-91 Twardy ale ukompletowanie w szeregowych na poziomie 20%).

Wojna o łupki

   Jeszcze pięć lat temu hasło „wojna o łupki” wzbudzałoby zdziwienie. Co za diabeł te łupki? Ale dziś, gdy chcemy stać się drugą Norwegią gaz łupkowy chcemy mieć jak najszybciej w kuchenkach. Na dodatek w naszą hipotetyczną, ćwiczebną sytuację wplątała się mniejszość narodowa. Kurka wodna, u mnie od razu pojawiło się skojarzenie z tzw. ukrytą opcją – jak kiedyś powiedział czołowy polityk. Na dodatek ta opcja przyjechała do nas jako sojusznicy. Ale mniejsza o to, hipotetyczna sytuacja, hipotetyczne problemy a i łupki są dalej także hipotetyczne.

Misja 10. Brygady

    Założenie przewidywało wykorzystanie pododdziałów 10. BKPanc w klasycznych działaniach zbrojnych. Całość zadań opierała się o planowanie, organizowanie prowadzenie działań bojowych przez brygadę. Kierownikiem ćwiczenia był dowódca Czarnej Dywizji, generał brygady Janusz Adamczak.

   Warto nadmienić, że cały czas piszemy „brygada”. Faktycznie w ćwiczeniu wzięły udział 33 polskie czołgi Leopard 2A4 (głównie 24. batalion ułanów) co stanowi odpowiednik w zasadzie 2 kompanii liniowych. Oby ta ilość nie odzwierciedlała technicznej sprawności naszej „pięści”. Oczywiście czołgi to nie wszystko, ale jakby nie patrzeć, są najmocniejszą stroną brygady. Prócz nich ze Świętoszowa uczestniczyły pododdziały min. 2 kompanii zmechanizowanych, baterii przeciwlotniczej oraz baterii haubic Goździk.

W ćwiczeniach uczestniczyły 33 czołgi Leopard 2A4.

   Do udziału w ćwiczeniach skierowano dodatkowe elementy z: 23. pułku artylerii (min. bateria WR-40 Langusta), 4. pułku przeciwlotniczego (zestawy OSA-AK), 1. i 2. pułku saperów, 5. pułku inżynieryjnego, 5. pułku chemicznego, 2. i 9. pułku rozpoznawczego, 2. Ośrodka Radioelektronicznego, Centralnej Grupy Działań Psychologicznych, Zespołu Współpracy Cywilno-Wojskowej, 1. Brygady Lotnictwa WL (bsl Orbiter oraz śmigłowce Mi-24W), 11. batalionu dowodzenia, 11. batalionu zaopatrzenia, 4. batalionu remontowego, 5. batalionu saperów (co ważne, w ramach trudno na razie rozszyfrowanego pomysłu wchodzącego w skład 17. BZ). Był to więc bardzo rozbudowany komponent liczący około 3 tysięcy żołnierzy (faktycznie niewiele więcej liczy 10. Brygada) i blisko 500 jednostek sprzętu.

   Prawdziwym hitem Borsuka był udział w ćwiczeniach kompanii czołgów Bundeswehry. Na polski poligon transportem kolejowym przybyła głównie 4. kompania 203. batalionu 21. Brygady Pancernej z Augustdorfu. Prócz 120 żołnierzy zza zachodniej granicy przyjechało do nas 16 czołgów Leopard 2A5/A6 i jeden wóz zabezpieczenia technicznego. Zgrupowaniem niemieckim dowodził ppłk Dirk Franke (dca 203. batalionu) a kompanią czołgów kpt. Julian Gaus.

   Co to za wojna bez przeciwnika. Za tzw. czerwonych, rolę odgrywali żołnierze i sprzęt (głównie Rosomaki) z 17. Brygady Zmechanizowanej.

   Założono przeprowadzenie wszechstronnego sprawdzianu pancerniaków ze Świętoszowa. Przeprowadzono zadania z zakresu przemieszczania brygady w terenie zarówno środkami własnymi jak i transportem kolejowym, pokonywanie przeszkody wodnej, prowadzenie działań przeciwdywersyjnych i przeciwdesantowych, działania ugrupowania i prowadzenie ognia amunicją bojową zarówno w dzień jak i w nocy, przeciwdziałanie broni masowego rażenia.

Czołgi czołgami ale bez piechoty i 40-letnich BWP-1 Wislandii byśmy nie obronili.

   Gros zadań wykonywało batalionowe zgrupowanie taktyczne oparte o 10. batalion zmechanizowany (ppłk Rohde) wzmocnione kompanią czołgów (z 24. batalionu), baterią Białych, baterią Goździków, zwiadowcami z kompanii dalekiego rozpoznania (zapewne pułk z Hrubieszowa) i saperami.

   Sam scenariusz zasadniczych działań jest zawsze zbliżony, również z powodu możliwości sprawdzenia każdego z wariantów operacji bojowej. Mamy więc do czynienia z rozpoznaniem ugrupowania przeciwnika, opóźnianiem jego natarcia, obrony rubieży głównej oraz kontrnatarciem. Zwykle w tym momencie zajęcia szkoleniowe się kończą. Tak było i tym razem, Wislandia atak odparła.

Finał

   Mieliśmy okazję odwiedzić ćwiczących żołnierzy podczas ostatniego dnia Borsuka. Ostatniego nie znaczy mało intensywnego. To właśnie na 31 marca zaplanowano przeprowadzenie głównego zwrotu zaczepnego ugrupowania z wykorzystaniem czołgów wspartych artylerią i śmigłowcami szturmowymi. Prócz wspomnianych łupków, dowódcy i żołnierze mieli jeszcze jedną motywację a w sumie i nobilitację do pełnego zaangażowania w ćwiczeniach. Wizytę Ministra Obrony Narodowej Tomasza Siemoniaka i Szefa Sztabu Generalnego WP gen. Mieczysława Cieniucha. Pan Minister zresztą na poligonie był już od zeszłego dnia, obserwując nocne strzelania czołgów armatnią amunicją bojową.

   Pozycje obronne zajmowały okopane nasze BWP-1 w sile zbliżonym do kompanii zmechanizowanej. Na przedpolu natomiast rozmieszczono stanowiska dla dwóch zestawów artyleryjsko-rakietowych ZSU-23-4MP Biała. Takie rozmieszczenie sprzętu nie ma raczej nic wspólnego z rzeczywistym ugrupowaniem, ale faktem pokazania etapu wywalczania przewagi w powietrzu przez wojska własne. Trudno było oczekiwać, że pociski 23 mm będą uderzać w tarcze strzelnicze wcześniej lecąc nad włazami BWP-1. Bezpieczeństwo przede wszystkim.

    Zaczęły więc wspomniane Białe prowadząc ogień artyleryjski w kierunku odległych o kilkaset metrów tarcz. Szkoda, ale nie odpalono Gromów. Następnie scenariusz starcia zakładał wymianę ognia z przeciwnikiem, walkę artylerii celem unieszkodliwienia istotnych punktów oporu przeciwnika oraz jego środków rażenia (walka ogniowa z artylerią przeciwnika). Naszą stronę wspierała bateria haubic 2S1 Goździk kalibru 122 mm, przeciwnika – wybuchy wcześniej przygotowanych ładunków pirotechnicznych.

Leopardy kompanii niemieckiej rozwijają się do kontrnatarcia.

   W trakcie realizacji zadań przez Goździki doszło do groźnego zdarzenia. Przez moment pojawił się we włazach wieży haubicy ogień, doszło do krótkotrwałego intensywnego zapłonu. Akurat obserwowałem ta sytuację i całkiem długo byłem przekonany, że to zaplanowane „straty” i jesteśmy świadkami ćwiczeń z ewakuacji z pola walki. Nawet biegnących na pomoc kolegom grupie żołnierzy wziąłem początkowo za kontratak piechoty... Powaga sytuacji dotarła do mnie dopiero w momencie jak wojskowe Iveco z rannymi przemknęło przed pozycjami walczących wojsk. W wyniku zdarzenia trzech żołnierzy zostało niegroźnie rannych (poparzonych), na zdjęciach jakie cały czas wykonywałem widać, że poruszali się o własnych siłach i bardzo szybko pozbyli się ubrań. Mam nadzieję, że oparzenia faktycznie nie będą poważne i sprawa dla nich zakończy się tylko niemiłym wspomnieniem.

   Po kilkuminutowej przerwie ćwiczenia wznowiono. Kolejna wymiana ognia artyleryjskiego i do akcji w końcu weszły krążące w strefie trzy śmigłowce Mi-24W. Maszyny miały podwieszone pod pylonami wyrzutnie niekierowanych pocisków kalibru 57 mm. Uzbrojenia widowiskowego – przy odpaleniu salw z trzech maszyn powstawała spora linia strefy rażenia – ale raczej z powodu zasięgu nieprzydatnego w dzisiejszym konflikcie konwencjonalnym. Ale to miało być tylko zasygnalizowanie wsparcia z powietrza – i takie było. Mi-24 po pierwszym ataku npr-ami dokonały jeszcze lotów po okręgu z symulowaniem poszukiwania dodatkowych celów dla swojego uzbrojenia.

   No i w końcu czołgi w liczbie około 30. W ataku brały udział dwie kompanie: niemiecka na prawym skrzydle i polska na lewym. Obie skrzydła rozdzielał budynek dowodzenia i kierowania bojową strzelnicą przy którym również umieszczono polowe stanowisko dowodzenia z mieszanką wozów. Z ciekawości a pewnie i z powodu warunków atmosferycznych (był naprawdę silny wiatr) większą widownię miały niemieckie Leopardy. To był ładny widok jak z dwóch kolumn ruszających z przesieki leśnej wozy rozchodziły się w ugrupowanie bojowe by po chwili przejść przez pozycje BWP-1. Niemieckich wozów przyjechało do Polski 16, z tego co policzyłem aktywnie uczestniczyło 12 Leopardów – podobno u nich też nie było tak idealnie z zachowaniem gotowości wśród czołgów. Kompanii zza Odry towarzyszyły również trzy KTO Rosomak, nie na zasadzie wsparcia ogniowego tylko jako wozy z łącznikami, operatorami środków łączności.

Z lewej strony widoczna kula ognia - to pocisk armatni kalibru 120 mm za chwilę uderzy w cel.

   Polska kompania jako pierwsza otworzyła ogień pociskami armatnimi w kierunku wykrytych celów, zaraz po naszych zawtórowały im działa wozów niemieckich. Rozpoczął się zasadniczy etap ćwiczenia, strzelanie do tarcz imitujących cele. Z racji miejsca mieliśmy możliwość lepszego przyglądania się zgrupowaniu niemieckiemu. Wstydzić się raczej nie mamy czego, w kilku przypadkach gołym okiem oraz wsłuchując komentarzy wojskowych można było zobaczyć i usłyszeć jak to „Niemiec poszedł za wysoko”. Specyfiką takich strzelań jest to, że z każdą sekundą pojazdy coraz bardziej oddalają się od obserwatora i skuteczność podglądania sytuacji coraz bardziej się zaciera. W końcu padła komenda „stop the fire”.

   Warto dodać jako uzupełnienie, że natarcie kompanii Leopardów 2A4 zamykały wozy zabezpieczenia technicznego i medyczne M113, natomiast zaraz za ugrupowaniem niemieckim poruszały się zgodnie z przeznaczeniem, dwie zmodernizowane Szyłki.

   Na tym zakończył się etap praktyczny działań 31 marca.

Modernizacja po polsku

   O tym trochę szerzej napisaliśmy w innym miejscu, ale porządek nakazuje o tym wspomnieć. Nasze Leopardy są już mocno wyeksploatowane i wymagają przynajmniej odtworzenia potencjału bojowego. Wizyta ministra Siemoniaka i możliwość ustawienia obok siebie tego co mamy oraz tego czym dysponuje sojusznik to była najlepsza okazja do przedstawienia przez wojskowych (konkretnie gen. Danielewskiego – szefa Wojsk Pancernych i Zmechanizowanych) propozycji dwóch zakresów modernizacji pod roboczą nazwą Leopard 2PL. Ta czy inna forma prac nad naszymi Leopardami, jestem pewien, musi dojść do skutku. To najważniejszy czołg w naszym arsenale, o sporym potencjale modernizacyjnym, na dodatek prac już takich wymaga.

Sztandar na Leopardzie

   Po krótkim podsumowaniu ćwiczeń doszło do ostatniego punktu programu – defilady. Uczestniczyło w niej circa ze 100 gąsienicowych pojazdów pancernych. Wydarzenie dużo ciekawsze niż podobne temu defilady w Warszawie. Tam wozy smarowane dla uzyskania efektu ropą, tutaj co najwyżej połysk był od deszczu.

Wsparcia wojskom udzieliły haubice Goździk, niestety załoga jednej z nich ucierpiała rzeczywiście.

   Przejazd zapoczątkował pojedynczy Leopard 2A4 ze sztandarem 10. Brygady Kawalerii Pancernej. Potem przyszła kolej na wozy dowodzenia (MP-31, MT-LB, M113, M577), kompanię Leopardów, dwie kompanie BWP-1, medyczne M113, Bergepanzery z zabezpieczenia, baterię ZSU, baterię Goździków, saperskie Krotony i Transportery Rozpoznania Inżynieryjnego. To był zasadniczy trzon defilady. Ale to nie koniec. Przed gośćmi na większej prędkości przejechała druga kompania naszych Leopardów. W końcu pojawili się również koledzy z Niemiec, Leopardy 2A5/A6 przeważnie przejechały trójkami a całość zakończyła widziana trochę wcześniej trójka Mi-24W w niskim przelocie.

   Chociaż gros tego co widzieliśmy swoje lata służby ma, niekiedy również te świetności (głównie myślę o BWP-1) dawno za sobą, to jednak widok całych pododdziałów robił wrażenie. Defilada na pasie taktycznym to jedno z ciekawszych wydarzeń tego dnia, nawet od tych fajerwerków.

   Podziękowania dla służby prasowej Czarnej Dywizji za sprawną i rzeczową pomoc podczas pokazów 31 marca.

Galeria zdjęć Borsuk 2012 - walka

Galeria zdjęć Borsuk 2012 - defilada

Film Borsuk 2012 - defilada

Film Borsuk 2012 - walka

Opracował: Mariusz Cielma

Zdjęcia: Mariusz Cielma




Rejestracja

Funkcja chwilowo niedostępna

×

Logowanie

×

Kontakt

×
Śmigłowiec Bell AH-1 Cobra

Śmigłowiec Bell AH-1 Cobra

Śmigłowiec szturmowy Bell AH-1 Cobra jest z pewnością jedną z najsłynniejszych, o ile nie najsłynniejszą, prowizorek w historii lotnictwa wojskoweg...

więcej polecanych artykułów