Serwis używa cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zapoznaj się z polityką prywatności.
zamknij   

szukaj

2016-06-02 08:54:07

Ogniowy debiut Morskiej Jednostki Rakietowej

     Ostatnia dekada maja zapisze się mocnymi głoskami w historii Morskiej Jednostki Rakietowej, Marynarki Wojennej, a nawet całych Sił Zbrojnych RP, biorąc pod uwagę znaczenie morskiego komponentu rakietowego dla potencjału odstraszania Polski. Wydzielone elementy MJR, po wcześniejszym przerzucie do Norwegii i przy wykorzystaniu sprzętu etatowego, wykonały pierwsze strzelania pociskami kierowanymi NSM. Ważny sprawdzian zakończył się sukcesem.

  „Dzisiaj możemy z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że posiadamy jednostkę wojskową wchodzącą w skład Marynarki Wojennej, która posiada zdolność rażenia na odległościach dotychczas nie posiadanych przez Siły Zbrojne” – tak w jednym zdaniu sprawdzian podsumował Dowódca Generalny RSZ gen. Mirosław Różański, naoczny obserwator strzelań. Dla strony polskiej wykonanie zadania na rakietowym poligonie Andoya miało dwojakie znaczenie. Było sprawdzianem przygotowania dowódców i załóg do realizacji pełnego cyklu wykonania zadania, włącznie z odbiorem danych rozpoznawczych ze strony specjalnie wysłanego do Norwegii samolotu patrolowego M28 Bryza, dodatkowo, ważna jest możliwość skorzystania z danych, które powstały w trakcie wykonywania strzelania. Takie obietnice złożyła strona norweska, dodatkowo, przekazane polskim wojskowym zostaną informacje ze strzelań do celu lądowego. Zadanie tego typu wykonał norweski okręt rakietowy typu Skjold. „Uważam, że należy mocno przeanalizować tą zdolność jaką posiadają rakiety NSM” – tak zainteresowanie strzelaniem norweskim podsumował Dowódca Generalny. System jest uniwersalny, ale główna domena jednostki to obrona wybrzeża morskiego, zaznaczał generał.


   Rakietowcy z 1. Dywizjonu Morskiej Jednostki Rakietowej do Norwegii przerzuceni zostali drogą morską, na pokładzie okrętu logistycznego ORP Kontradmirał Xawery Czernicki oraz drogą lotniczą, dzięki ciężkiemu samolotowi transportowemu An-124. W sumie do realizacji zadania wytypowano blisko 90 żołnierzy, wozy dowodzenia dywizjonem i baterią oraz pojedynczą wyrzutnię rakietową. Na poligonie Andoya, przygotowanym do rejestracji danych ze strzelań, w kolejnych po sobie dniach, polscy żołnierze wykonali dwa strzelania. Jedno z nich było przeprowadzone wespół z okrętem norweskiej floty. Zarówno dla polskich jak i norweskich załóg dane o celach przekazywał polski samolot rozpoznawczy Bryza. Załogi dywizjonu zaplanowały, zaprogramowały i przygotowały pociski do strzelania. Ich lot odbył się po zaplanowanej trasie z kilkoma punktami zmiany kierunku lotu, zarówno nad lądem jak i morzem, i trafieniem w cel nawodny. Przyjęto założenie, że zadania mają by na wysokim poziomie trudności. Pociski pokonywały dystans ponad 150 kilometrów, w przynajmniej jednym przypadku w ostatniej fazie lotu pocisk musiał wybrać właściwy cel pośród otoczenia. Oba strzelania wykonały różne załogi, zarówno w wozach dowodzenia jak i rakietowym. Sprawdzono zatem dwa zespoły MJR.

Celem dla polskich i norweskich pocisków NSM była wycofana z użytku i przystosowana do strzelań telemetrycznych stara fregata norweska. Jednostka pozbawiona była wielu elementów, ale w to miejsce zamontowano na niej kontenery z podgrzewaczami. Przez cały lot, trwający kilkaset sekund, pociski były monitorowane. Morski poligon Andoya, ulokowany w pobliżu szlaków żeglugowych, zabezpieczał polski okręt logistyczny ORP Czernicki. Dla jego załogi, tego rodzaju zadania potraktowano jako element szkolenia. Generał Różański wspominał, że możliwość bliskiego przyjrzenia się strzelaniom, ale przede wszystkim przygotowaniom do nich, to ważna nauka dla organizatorów podobnych przedsięwzięć w kraju. Obserwatorami na poligonie Andoya i działań, między innymi polskich marynarzy, byli przedstawiciele ze Stanów Zjednoczonych, Kanady, Niemiec i Finlandii. Norwegowie dają również mocne sygnały, że system NSM będzie rozwijany i nie jest to ich ostatnie słowo.


   Przygotowanie do strzelań trwało wiele miesięcy. Jak powiedział Inspektor Marynarki Wojennej kontradmirał Mirosław Mordel, po raz pierwszy pomysł w sprawie strzelań w Norwegii padł jeszcze podczas przekazywania sprzętu dla pierwszego Nadbrzeżnego Dywizjonu Rakietowego, podczas spotkań NSM Users Group. „Proces przygotowania, tak na poważnie, rozpoczął się we wrześniu ubiegłego roku” – mówił Inspektor MW, czyli wraz z podpisaniem umowy o współpracy z norweską marynarką. Również w ubiegłym roku, zarówno Dowódca Generalny, jak i ówczesny wiceminister obrony Czesław Mroczek wizytowali norweski poligon pod kątem wykorzystania przez polskich rakietowców. Całe przedsięwzięcie uszczegółowiono i podpisano odpowiednie porozumienie związane z przeprowadzonym właśnie sprawdzianem w marcu br., podczas wizyty dowódcy norweskiej MW w Polsce.

   Tego rodzaju szkolenie nie będzie ostatnim. „Nie jest wykluczone, że będziemy częściej bywać w Norwegii, aby móc obserwować ich strzelania, gdzie nasze załogi i nasze obsługi będą uczestniczyć w procesie przygotowania jak i później wykonania zadania” – mówił generał Różański. Wojskowi podkreślają dobrą współpracę z gospodarzami, już na etapie planowania, przerzutu i potem realizacji ćwiczenia. Sami Norwegowie są zainteresowani obecnością Polaków, a z punktu widzenia polskiego użytkownika, cennym byłoby nawet wysłanie elementów planowania i dowodzenia operacją, nie jest bowiem tajemnicą, że norweska marynarka częściej wykonuje strzelania z NSM. Takich nie wyklucza również w przyszłości strona polska, ale najbardziej racjonalne staną się w sytuacji kończących się resursów dla posiadanych pocisków.

   Wykorzystane w majowym szkoleniu obie posiadane przez MJR rakiety telemetryczne NSM zostaną zastąpione nowymi. Jak wspomniano planuje się kolejne zadania tego typu, choć trzeba mieć świadomość, że będą stosunkowo rzadkie z przyczyn finansowych. Pocisk telemetryczny jest nawet droższy od bojowego. Dowództwo Generalne, wespół z Marynarką Wojenną, pracuje nad wypracowaniem systemowego harmonogramu strzelań, chodzi nie tylko o ich wykonanie w ramach cyklu szkolenia, ale również kadencyjności na stanowiskach oficerów. Optymalny byłby okres 3 lat pomiędzy strzelaniami bojowymi.

   Zakończone sukcesem pierwsze w historii strzelania NSM nie są ostatnimi przed którymi stoi Marynarka Wojenna. „Do tej pory z RBS-ów nie strzelaliśmy, ale już pracujemy nad tym, żeby kolejne strzelanie, to było strzelanie z RBS-ów” – przybliżył marynarskie plany kontradmirał Mordel. Spodziewać się zatem należy sprawdzianu uzbrojenia okrętów rakietowych Orkan i zamontowanych na ich pokładach kierowanych pocisków RBS-15 Mk 3. Z kolei za 3-4 lata, gotowość do działania powinien uzyskać drugi dywizjon Morskiej Jednostki Rakietowej.

Link do filmu prezentującego strzelania Morskiej Jednostki Rakietowej.

Mariusz Cielma

fot. ppłk Szczepan Głuszczak




Rejestracja

Funkcja chwilowo niedostępna

×

Logowanie

×

Kontakt

×
Airbus Helicopters H160M Guépard – przyszłość francuskiej floty śmigłowców

Airbus Helicopters H160M Guépard – przyszłość francuskiej floty śmigłowców

Zainicjowana pod koniec czerwca 2020 roku przez Inspektorat Uzbrojenia faza dialogu technicznego dotycząca programu Perkoz skłania do przyjrzenia s...

więcej polecanych artykułów