Serwis używa cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zapoznaj się z polityką prywatności.
zamknij   

szukaj

2013-01-26 13:17:43

Konsolidacja zbrojeniówki – mniejszymi kęsami

     Ostateczna decyzja w sprawie przyszłości polskiego przemysłu zbrojeniowego odkładana jest od przynajmniej kilku miesięcy. Trwa swoiste przeciąganie liny pomiędzy dwoma najważniejszymi graczami, Bumarem oraz Hutą Stalowa Wola. Oba podmioty mają swoje koncepcje. Kierując się porównaniami astronomicznymi, Bumar ma według nich samych, naturalną ambicję bycia centrum całego układu planetarnego, zapewniając z kolei HSW prawo do funkcjonowania jako duża planeta, nawet z własnymi księżycami (jako liderowi jednego z oddziałów Grupy Bumar). Z kolei Huta, zdaje się z trochę mniejszymi ambicjami, oczekuje stworzenia własnego, niezależnego układu. Co powstanie z tej materii?

   Przy rynku otwartym na podmioty międzynarodowe (przynajmniej te z Unii Europejskiej), braku protekcjonistycznych perspektyw ze strony państwa, zapóźnieniu technologicznym, braku kapitału, zmniejszającym się potencjale rodzimej armii (a tym samym potrzebie szukania odbiorców za granicą, zdominowaną przez dużych graczy) potrzeba konsolidacji części gospodarki specjalnego znaczenia jest w tej sytuacji bezdyskusyjna.

  Jeszcze kilka lat temu naturalnym podmiotem wokół którego miano zespalać kolejne spółki przemysłu obronnego była Grupa Bumar. Grupa kapitałowa łącząca 20 spółek produkcyjnych oraz kilka związanych z usługami. Pomimo dekady funkcjonowania (od 2002 roku), nie okrzepnięcia nowych pomysłów związanych ze strukturą organizacyjną (Dywizje Elektronika, Amunicja itd.), dofinansowania ze strony skarbu państwa (około 400 mln PLN na prace rozwojowe), wsparcia związanego z offsetem (przede wszystkim Zakłady Mechaniczne Mesko) potrzebuje reanimacji i przebudowy. Nim na dobre się rozwinął, nasz narodowy koncern stał się pomocniczym dostawcą III kategorii dla odbiorców zagranicznych. Z trzech dużych kontraktów eksportowych ostatniej dekady - Indonezja, Malezja i Indie – dwa ostatnie okazały się połowicznymi sukcesami medialnymi, ale na pewno nie biznesowymi. Gdyby nie występujące z różnych powodów (miejsca pracy ale i potrzeba utrzymania narodowego potencjału produkcyjnego) wsparcie w zakupach sprzętu i jego obsługi przez ministerstwo obrony, Bumar już dawno straciłby rację bytu. Faktem jest, że z jednej strony państwo polskie dokarmia Bumar zamówieniami a z drugiej w zasadzie odmawia pomocy polityczno-biznesowej (lobbing oraz poręczenia) przy jego próbach wyjścia poza podwórko krajowe.

Polskiemu przemysłowi zbrojeniowemu, z wyjątkami, nie brakuje tylko problemów.

   Z punktu widzenia menadżerów zarządzających Bumarem, wejście w skład grupy takich firm jak Huta Stalowa Wola, Wojskowe Zakłady Mechaniczne w Siemianowicach Śląskich, grupa wojskowych przedsiębiorstw związanych z lotnictwem (z pewnością WZL nr 1 z Łodzi oraz nr 2 z Bydgoszczy) dałoby na dziś już istotny pakiet ofertowy produktów, które wojsko kupi w najbliższych latach za kwoty rzędu miliardów złotych. Mając taki zasób w portfolio można obiecywać, że tym razem jest inna ekipa zarządzająca, a cała historia Grupy Bumar jako koncernu zbrojeniowego z prawdziwego zdarzenia potoczy się tylko ku świetlanej przyszłości...

Z kolei z punktu widzenia państwa, większościowego właściciela, sprawa wygląda inaczej. Dziś Bumar jest ciągle na początku drogi konsolidacyjnej, poszczególnym spółkom brakuje więzi, tożsamości wspólnoty i potrzeby działania na wspólny rachunek. Co do prezesa Krystowskiego, który próbuje reanimować giganta, wcale nie ma pewności, że trafiając na zakładowy beton, przyzwyczajenia kadry kierowniczej starej daty (wszystkich przecież nie wymieni), interesy pracowników, lokalnych polityków o koneksjach ogólnopolskich, związków zawodowych i samych elit w związkach (bo wypada te grupy rozróżnić, interesy pracowników i elit związkowych tylko teoretycznie mogą być zbieżne) – w końcu może ulec partykularnym interesom. Trudno w takiej sytuacji Bumarowi, w chwili gdy sam ma problemy wewnętrzne, dodawać kolejne spółki. Firmy pośród których są nie tylko liderzy. Przykładowo, WZMS, producent transporterów Rosomak, w sytuacji braku nowej umowy z fińską Patrią z roku na rok stanąć może przed dylematem – co dalej? Nie dodawajmy Bumarowi kolejnych problemów, bo ostatecznie to państwo i podatnicy będą musieli je rozwiązać kolejnym dokapitalizowaniem.

   Czy właściwiej stworzyć dwie grupy kapitałowe? Jedną w postaci Grupy Bumar oraz drugą skupioną wokół Huty Stalowa Wola S.A.? Spółki mniejszej i z gotowymi do wdrożenia produktami. HSW usilnie strzeże swoich obecnych wyników finansowych, ale zapewne produkcja 120 Krabów, 64 Raków i kilkunastu maszyn inżynieryjnych da zysk. Zasadne byłoby stworzenie obu koncernów na zasadzie specjalizacji z małymi nakładającymi się na siebie zadaniami – tak by zachować pewną kontrolowaną konkurencję. Stworzenie dwóch grup kapitałowych wydaje się bezpieczniejsze i jawi się jako ewolucja, a nie rewolucja. Ewolucja, ponieważ od pojedynczych spółek przechodzimy w większe specjalistyczne grupy a potem być może jeden koncern o miejmy nadzieję mocnych podstawach biznesowych i technologicznych.

Kompleksowa obsługa sprzętu postsowieckiego ma swoje granice czasowe. O serwis nowego sprzętu zadbają dostawcy, nawet jeżeli będą korzystać z pośredników, to oni będa rozdawać karty.  Zdjęcia Mariusz Cielma.

   Być może jeden koncern, ponieważ funkcjonowania dwóch grup z założenia nie należy traktować jako rozwiązanie docelowe. W ciągu 5-10 lat należałoby powrócić do pomysłu tworzenia jednego koncernu narodowego. W tej perspektywie lider i integrator takiej fuzji winien się wyłonić nawet w sposób naturalny.

   Z perspektywy rządzących łatwiej będzie kanalizować nastroje, a nawet antagonizować między sobą interesy w dwóch grupach kapitałowych. Zamiast jednego, dużego ośrodka związkowego byłyby przynajmniej dwa. Sytuacja łatwiejsza do rozwiązania i jak podałem w przykładzie dająca, większe pole manewru i narzędzia przy rozładowywaniu konfliktów.

   Prócz Grupy Bumar i Huty Stalowa Wola jest jeszcze „języczek u wagi” ministerstwa obrony, to znaczy grupy 12 wojskowych przedsiębiorstw remontowo-produkcyjnych. Grupy bardzo niejednorodnej i mocno uzależnionej od zamówień armii. Grupy, która próbuje wybić się na samodzielność głównie z dwóch powodów – ambicji oraz obawy o wpływy osób kierujących (i związkowców), a także przyszłe miejsca pracy. Przeważnie byli wojskowi uważają, że są w stanie lepiej domówić się z żołnierzami w służbie czynnej – pośrednicy im niepotrzebni. Z drugiej strony ich oferta sprowadza się głównie do sprzętu używanego przez Wojsko Polskie, jego modernizacji, ewentualnie liczą na zlecone prace w przyszłości (jak Stocznia MW, która z pewnością kalkuluje jak to siłą rozpędu otrzyma zlecenia w programie modernizacyjnym MW w ramach polonizacji kontraktów). Nawet jeżeli wymuszą połączenie w ramach samodzielnej, trzeciej mini-grupy, kolejne pokolenia pracowników mieć korzyści nie będą. Przedsiębiorstwa remontowo-produkcyjne funkcjonowały jako stacjonarne zaplecze logistyczne sił zbrojnych. Coraz częściej jednak umowy zawierane pomiędzy wojskiem a dostawcą nakładają obowiązek dla tego pierwszego obsługi posprzedażnej sprzętu (tego wymaga także decyzja MON dotycząca zakupów). Wojsko nie będzie wiecznie remontować silników do samolotów MiG-29, TS-11, śmigłowców rodziny Mi, wyrzutni Osa i całego postsowieckiego sprzętu, którego obsługa w machinie militarnej Układu Warszawskiego oparta był między innymi o owe dziś „wojskowe” zakłady. Bez przejścia pod skrzydła innych, a nawet przemyślanej likwidacji części ze spółek, przyszłości jako grupa nie mają.

   Poza tym raczej nie mamy co liczyć na prywatny udział w konsolidacji zbrojeniówki. Najpoważniejszym graczem na polskim rynku jest z pewnością Grupa WB Electronics skupiająca kilka spółek. Jako przedsięwzięcie prywatne, ukierunkowane w sposób naturalny na sukces biznesowy, może nie być zainteresowane budową narodowego potencjału. Co bardziej wartościowego zapewne chętnie by przejęła. Podobnie z inwestorami zagranicznymi. Tych również należy traktować jako partnerów strategicznych dla rodzimych projektów modernizacyjnych. Armia jest coraz mniej liczna ale sprzęt przez nią używany coraz kosztowniejszy i bardziej zaawansowany. Inicjatywa w sprawie konsolidacji musi iść od państwa, z wszelkimi tego pozytywami oraz negatywami.

   Interesy są więc rozbieżne. Dla skuteczności całego niezbędnego procesu konsolidacyjnego, właściwsze wydaje się stworzenie dwóch zadaniowych grup kapitałowych, jako elementu nie docelowego, ale pośredniego. Boję się tylko, czy na taki krok nie jest za późno o przynajmniej dekadę.

Mariusz Cielma




Rejestracja

Funkcja chwilowo niedostępna

×

Logowanie

×

Kontakt

×
Samoloty F-35A dla Sił Zbrojnych RP zamówione

Samoloty F-35A dla Sił Zbrojnych RP zamówione

W Dęblinie, w obecności m.in.: Prezydenta RP Andrzeja Dudy, premiera Mateusza Morawieckiego i ambasador USA w Polsce Georgette Mosbacher, 31 styczn...

więcej polecanych artykułów