Serwis używa cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zapoznaj się z polityką prywatności.
zamknij   

szukaj

2013-05-04 17:40:47

Sylwetki Weteranów: Wiru

     "To Twoje decyzje i działanie często decydują o życiu i śmierci. Nie ma czasu na zastanawianie się...".

"Wiru" - swoją służbę w Lublińcu rozpoczął w październiku 2000 roku, standardowo jak wszyscy, w zespołach bojowych. Jak wspomina, początki były trudne, choć nie ze względu na wymagania sprawności fizycznej. Zanim został powołany do służby czekał niemalże rok, który poświęcił głównie na fizyczne przygotowanie się do służby w działaniach specjalnych. Na początku problemem była specjalność do jakiej został przydzielony, bo był to zwiadowca - kierowca - sanitariusz.

Jak mówi: "O rozpoznaniu nie wiedziałem zupełnie nic, no może poza rozpoznaniem przestrzeni powietrznej, bo zasadniczą służbę odbyłem w koszalińskim Centrum Szkolenia Obrony Przeciwlotniczej. Prawo jazdy miałem niespełna rok, a z udzielania pierwszej pomocy to wiedziałem do czego służy woda utleniona i plaster z opatrunkiem. Na szczęście, już wtedy mieliśmy w pułku kilku specjalistów z tych dziedzin, a jako nowy nabytek w SF starsi koledzy dość intensywnie zajęli się szkoleniem".

Zaledwie rok później został wysłany na swoją pierwszą misję jako medyk-kierowca. Misja miała trwać maksymalnie trzy miesiące. Wrócił po trzynastu. Pierwszymi doświadczeniami z medycyną były głównie wypadki komunikacyjne oraz pierwsza pomoc udzielana miejscowej ludności. Wtedy wszyscy stawiali pierwsze kroki w misjach zagranicznych, zdobywali doświadczenia.

"Patrząc przez pryzmat czasu doświadczenia i wiedza nabyta w czasie służby w Macedonii ukierunkowały mnie na to co robię teraz. Przede wszystkim zdałem sobie sprawę, jak ważna jest znajomość języka angielskiego z kontaktach z armiami innych państw. Już na początku misji ostro wziąłem się za naukę, a zaraz po powrocie udało mi się zdać I stopień z języka angielskiego, kilka miesięcy później był to już II stopień, a w kolejnym roku III stopień".

Wiedział też, że musi nieustannie pogłębiać swoją znajomość z medycyny pola walki. W międzyczasie była III. i VII. zmiana w Iraku, oczywiście jako medyk w sekcji specjalnej. Po VII. zmianie, ze względu na znajomość języka, został skierowany na kurs JTAC jako pierwszy Polak i udało mu się go ukończyć. W 2006 r. Amerykanie, między innymi w zamian za polski wkład w iracką misję, otworzyli drzwi swoich szkół. Po dość łatwym egzaminie w ambasadzie USA w Warszawie został zakwalifikowany jako pierwszy Polak na kurs Infantry Combat Medic w Fort Huston w San Antonio w Teksasie. Sześciomiesięczny kurs zakończony trzytygodniowymi praktykami w miejscowym wojskowym szpitalu. Udało mu się go ukończyć ze średnią ze wszystkich 27 egzaminów wynoszącą 93,11% i był to szósty wynik w całej szkole.

"Wtedy, też dowiedziałem się o kursie SFMS/SOCM (Special Forces Medical Sergeant/Special Operations Combat Medic) bardziej znanym jako kurs dla 18D, odbywającym się w Fort Bragg w Północnej Karolinie, kurs przeznaczony tylko dla medyków sił specjalnych trwający rok. Ze względu na dobry wynik w Teksasie znowu jako pierwszmu Polakowi, i jak na razie jedynemu, choć w maju będzie nas już dwóch w Polsce, udało mi się zakwalifikować na kurs, o którego ukończeniu marzyłem, od kiedy dowiedziałem się o jego istnieniu. Kurs naprawdę ciężki, dla przykładu podam, że w mojej klasie zaczynało naukę 67 operatorów sił specjalnych, na promocji było 36, w tym ja ze średnią 88,52%. Zanim zacząłem naukę w JSOMTC (Join Special Operation Medical Training Center) w Fort Bragg nigdy nie pomyślałbym, że można uczyć się 21 godzin na dobę i spać 8 godzin tygodniowo. Jako przykład mogę podać to, iż przed rozpoczęciem kursu kilkakrotnie próbowałem rzucić palenie. A kurs w zasadzie mnie do tego zmusił, ponieważ wycieczka na palarnie znajdującą się przed hotelem, w którym mieszkałem trwała 10 minut, a więc za dużo cennego czasu, wolałem poświęcać go na naukę. Rzuciłem palenie i nie palę do dziś".

W czasie trwania kursu już jako Trauma Team Leader i certyfikowany paramedic odbył półtoramiesięczne praktyki w Tampa General Hospital na Florydzie. Najbardziej był zdziwiony z jakim szacunkiem wyższy personel medyczny podchodzi do paramedyków sił specjalnych, a było to coś o co trudno w Polsce. Później był pierwszy Afganistan, VIII. zmiana, wtedy był operatorem sekcji specjalnej i głównym medykiem zgrupowania TF 50, a w „wolnym czasie" był medykiem w załodze amerykańskich śmigłowców ewakuacji medycznej MEDEVAC. Na X. zmianie w Afganistanie wykonał ponad sto wylotów do poszkodowanych o najwyższym priorytecie ewakuacji medycznej.

"Wspaniałe doświadczenie, dla mnie jako medyka doświadczenie jakiego nie zdobędę nigdzie indziej. Jeśli chodzi o medycynę pola walki, amerykańskie śmigłowce Medevac to najlepsze miejsce na zdobywanie doświadczenia. Jesteś tylko Ty i Twój pacjent, często bardzo ciężko ranny i to Twoje decyzje i działanie często decydują o życiu i śmierci. Nie ma czasu na zastanawianie się... nie ma nikogo kogo mógłbyś się zapytać co dalej. Bazujesz tylko na swojej wiedzy". Kursy, które ukończył przygotowały go bardzo dobrze, ale przede wszystkim uświadomiły jak wiele musi się nauczyć i że nigdy nie wolno spocząć na laurach. Jak podkreśla medycyna pola walki ewoluuje i trzeba być zawsze na bieżąco. Wspaniale wspomina współpracę z Polską Grupą zabezpieczenia medycznego. "Czasami pomimo całej wiedzy było naprawdę ciężko były sytuacje, że mieliśmy po siedmiu ciężko rannych na pokładzie, który dosłownie cały pływał we krwi. Najciężej zawsze wspominam ranne dzieci, po które zdarzało mi się latać naprawdę często i oczywiście, kiedy pomimo wszelkich starań poszkodowany umierał w czasie transportu do szpitala polowego. Nie raz zdarzało się lądowanie pod ostrzałem, wtedy chyba bałem się najbardziej".

Na XII. zmianę PKW Afganistan po raz kolejny leci jako główny medyk zgrupowania TF 50. Poza operacjami specjalnymi Afganistan to również szkolenie medyczne afgańskich policjantów i afgańskich oddziałów specjalnych.

"Wszystkie misje i sukcesy to przede wszystkim efekt pracy zespołowej. A ludzie, z którymi pracowałem to fachowcy najwyższej próby, zawsze powtarzam, że z takimi ludźmi choćby i do piekła".

Ponadto jest instruktorem wspinaczki, narciarstwa i pływania. Pasją jest medycyna pola walki, język angielski, wspinaczka, chodzenie po jaskiniach, ale przede wszystkim gra w „Chińczyka" z 5-letnią córką Zuzią.

Tekst: Edyta Szura




Rejestracja

Funkcja chwilowo niedostępna

×

Logowanie

×

Kontakt

×
USAF zamawia myśliwce F-15EX

USAF zamawia myśliwce F-15EX

13 lipca bieżącego roku amerykański Departament Sił Powietrznych (Department of the Air Force) zawarł kontrakt na dostawę pierwszej partii samolotó...

więcej polecanych artykułów