2012-02-26 22:06:59
Małe wielozadaniowce?
Wśród zainteresowanych nie cichnie sprawa decyzji o anulowaniu programu budowy korwety Gawron. Media mainstreamowe potraktowały ją nawet swego czasu jako wiadomość dnia. No i oczywiście podchwycili to politycy. Ludwik Dorn w TVN24 przeskakuje w swych wypowiedziach parametrami stealth Gawrona i szwedzkich korwet Visby, premier Miller z kolei oświadcza (w RMF FM), że bez Gawrona nasza marynarka nie istnieje, jakby ORP Ślązak pływał z polską banderą choć jeden dzień. Szum w głównych mediach powoli cichnie. My z tematem pozostajemy.
Z konkretami odsyłani jesteśmy już do mitycznego marca i decyzji w sprawie przyszłości marynarki do 2030 roku. Warto jednak śledzić popularne portale społecznościowe typy facebook czy twitter, licząc, że ktoś coś przemyci.
Moim zdaniem ciekawa jest informacja na twitterze a podana przez rzecznika MON Jacka Sońtę: Dec[yzja] o rezygnacji z korwety to sprzeciw wobec pozyskiwania okr[ętów] pojedyn[czych], to jest zmobilizowanie MW do pozyskiwania okr[ętów] pod kątem ich zdolności.
Rozszerzenia podane w nawiasie cytatu to oczywiście moje dopowiedzenia. Wypowiedź odbieram jako plany pozyskania małych jednostek wielozadaniowych, tylko one mogą być pozyskane w ilościach większych niż śladowe, jednocześnie jako okręty nie specjalistyczne posiadać (również z punktu widzenia ekonomicznego) najatrakcyjniejszy dla naszych decydentów potencjał.
Argumentem dla osób podejmujących decyzję jest, z czym można się zgodzić, że koncepcja tak dużej korwety z myślą o Bałtyku jest błędna. Jednak słona woda nie kończy się przecież tylko na Bałtyku.
Czyżbyśmy więc rezygnowali z jednostek „błękitnych wód” i skupiali się tylko na naszym „jeziorze”? Trochę szkoda, nie chodzi tylko o sentymenty, a nawet zadania (ochrona tras komunikacyjnych) jakie stoją przed współczesnymi marynarkami. Szkoda, ponieważ z tego Gawrona mogliśmy mieć jeszcze okręt klasy OPV (Offshore Patrol Vessel), fakt niestety, że bez hangaru i przynajmniej uczestniczyć z naszą banderą w operacjach sojuszniczych na Morzu Śródziemnym a nawet jeszcze dalej. Wydaliśmy 400 mln PLN, kadłub i wiele osprzętu już u nas jest (choćby turbiny). Skończenie jednostki w standardzie OPV to nie byłby mityczny 1 mld PLN – odejmijmy przecież najdroższy zintegrowany system walki (szacunki 650 mln PLN) czy nawet i zapas uzbrojenia (szacunki to 250 mln PLN). Do swoich zadań wystarczyłyby na Gawronie magazynowane po Tarantulach armaty AK-176, małokalibrowe AK-630, a nawet można by pokusić się o otrzymane od Szwedów w ramach programu Żeglarek (modernizacja projektu 660) starszych wersji pocisków RBS-15, czyli wariantu Mk2. Dokończenie budowy nie powinno w takim wypadku być droższe niż 200-300 mln PLN. Okręt może nie byłby stricte bojowy na Bałtyk, ale swoje miejsce w zadaniach MW, a nawet strategii Polski jako państwa by znalazł. Trzeba przecież pamiętać o już wydanych ponad 400 mln PLN na budowę i tą wartość brać pod uwagę przy szacunkach, co warto a co nie warto. Mam nadzieję tylko, że w marcu nikt nie wpadnie na pomysł pozyskania kolejnych, dużych używek dla marynarki wojennej. Nie dlatego, że nie jestem zwolennikiem większych jednostek w PMW, ale jaki to byłby wtedy postęp o którym tyle słyszymy?
Zapraszamy do udziału w dwóch naszych małych sondach:
(MC)