2012-11-29 11:31:13
Wspólna budowa niszczyciela min
Wiceminister obrony narodowej Waldemar Skrzypczak na jednym z posiedzeń parlamentarnej komisji obrony wyjawił, że nasz kraj poszukuje innych partnerów w sprawie zakupu niszczyciela min w ramach projektu Kormoran 2. Takie informacje podaje portal polska-zbrojna.pl. Tymi dwoma krajami ma być Ukraina oraz Kazachstan, a w zainteresowaniu obu marynarek byłoby pięć takich jednostek. Dziwnie brzmi dalsza informacja, że Ministerstwo Obrony „prowadzi prace badawczo-rozwojowe” związane ze skonstruowaniem polskiego niszczyciela min. Ma to potrwać jeszcze dwa lata. Prawdopodobnie chodzi o opracowywanie założeń konstrukcji i tego co polskiej Marynarce Wojennej jest potrzebne a nie prowadzenie „badań”. Zresztą trudno zrozumieć termin „2 lata”, wydawało się, że w zasadzie do ustalenia pozostały tylko szczegóły, a podjęta decyzja o zastosowaniu stali amagnetycznej (czyli konstrukcje niemieckiego Lurssena) pozostaje wiążąca. Czyżby znowu zmiana frontu?

W naszym regionie w zasadzie tylko Finowie zakupili nowe niszczyciele min. Trzy jednostki typu Katanpää buduje włoska stocznia Intermarine S.p.A i dostarczyła już pierwszą z nich. Finowie ze względu na koszty wybrali jednostki z "plastikowymi" kadłubami. Koszt to 245 mln euro (1 mld PLN), w tym udział przemysłu odbiorcy oscylował wokół 50% kontraktu. Warto wspomnieć, że wszystkie polskie trałowce i niszczyciele min zbudowane zostały w naszym kraju w podobnej technologii, doświadczenia z budowy i użytkowania "plastikowych" okrętów posiadamy - skoro już koniecznie tą klasę okrętów polska MW potrzebuje posiadać. fot. MW Finlandii.
Wydaje się, że jednak nie. Trzy nowe niszczyciele min mają być „bardzo drogie” (padają kwoty 1,3-1,5 mld PLN za wszystkie) co by wskazywało na tylko modyfikację wcześniejszych założeń. Zresztą, jak wyobrażamy sobie taki wspólny zakup? Ukraińcy ledwo co wiążą koniec z końcem (inwestycje w siły zbrojne na poziomie 1 mld PLN rocznie!) i raczej nie będą wiązać się z drogimi technologiami. Dodatkowo oba kraje są poza Unią Europejską, więc nie obligują ich żadne uzgodnienia związane z ograniczaniem offsetu – muszą wydać duże środki, więc będą oczekiwać rekompensaty w ich gospodarce, my im to zapewnimy? No i sama kwestia „polskiego projektu”. W praktyce sprowadzi się raczej do montażu końcowego. Sensu do budowy linii technologicznej w Polsce dla okrętów ze stali amagnetycznej raczej nie ma, to niszowa produkcja. Jaki to „polski projekt” będzie jeśli gotowe kadłuby z Niemiec przypłyną do np. gdyńskiej Nauty a tutaj doprowadzi się do ich ostatecznego ukompletowania zgodnie z założeniami? „Polski projekt” to głównie specyfikacja, no i trochę mniej czy bardziej zaawansowanego wyposażenia krajowego (nie umniejszając znaczenia np. polskich pojadów przeciwminowych).
Wydaje się, że MON na własne życzenie „pcha się” w problemy związane z budową niszczycieli min (jednostki dedykowane mogą równie dobrze zastąpić modułowe), okrętów hydrograficznych, rozpoznawczych (według koncepcji ich koszt byłby zbliżony do uderzeniowych korwet zwanych okrętami obrony wybrzeża). Znana z marca br. koncepcja jest przez resort obrony aktualizowana. Wielkich zmian się nie spodziewamy, zamiast rewolucji na polskim wybrzeżu (a obecnej na świecie od dawna) będzie to zapewne klasyczna wymiana starych, specjalistycznych jednostek w stosunku 1:1 lub gorszym, na miarę możliwości budżetu.
(MC)