2012-07-04 09:17:04
Pechowy F-18
6 kwietnia br. wkrótce po starcie z bazy Oceana (Virginia Beach) na domy spadł samolot bojowy F/A-18D (106. Dywizjon US Navy). Na szczęście załoga się katapultowała, również nikt z przebywających na ziemi nie ucierpiał. Ciekawe i niecodzienne są jednak wnioski do jakich doszła badająca katastrofę komisja. W samolocie, niezależnie od siebie w krótkim odstępie czasu wysiadły oba silniki (F404-GE-402). Jak podają sami Amerykanie, to pierwsza taka sytuacja w historii wykorzystania samolotów Hornet/Super Hornet.
Gdy samolot startował a pilot podnosił jego dziób załoga usłyszała małe wybuchy z prawej strony. Początkowo sądzili oni, że wybuchła opona i uszkodziła silnik. Kontynuowali zgodnie z procedurami start na jednym silniku zwiększając jego moc do maksymalnych obrotów i pozostawiając podwozie wypuszczone. W tym momencie siadł drugi silnik, nie zaskoczył dopalacz a obroty silnika zaczęły spadać. Samolot był na wysokości 150 metrów, bez działających jednostek napędowych, dodatkowo na jego aerodynamikę niekorzystnie działało podwozie oraz podwieszany zbiornik paliwa. Według badających skutki zdarzenia ekspertów, była szansa na uratowanie samolotu gdyby załoga miała podwozie schowane i zrzuciła zbiornik paliwa. Trudno było jednak po pierwszym uszkodzonym silniku tak postąpić, załoga nie mogła przewidzieć, że za chwilę straci drugą jednostkę napędową. Obaj piloci katapultowali się, gdy samolot był na wysokości 17 metrów.
Awarię pierwszego silnika spowodowało wyciekające paliwo, które następnie się zapaliło. Drugi silnik padł z powodu usterki elektronicznej sterowania. Pilotom nie zarzucono błędów, ale pochwalono za walkę do końca o utrzymanie maszyny w powietrzu.
(MC)