2014-07-29 14:45:26
Iskander źródłem amerykańsko-rosyjskiego sporu
8 grudnia 1987 roku prezydent Ronald Reagan oraz I sekretarz KPZR Michaił Gorbaczow w końcu podpisali traktat o całkowitej likwidacji pocisków średniego zasięgu bazowania lądowego. Wkrótce, z pewnymi oporami, traktat został ratyfikowany. Wówczas dotyczył głównie likwidacji radzieckich zestawów pocisków balistycznych RSD-10 Pionier (SS-20 Saber) oraz amerykańskich balistycznych Pershing II oraz manewrujących GLCM.
Traktat Intermediate-Range Nuclear Forces (INF) dotyczył pocisków o zasięgu 500-5500 kilometrów. W trakcie negocjacji podjęto kilka zasadniczych kwestii. Rosjanie koniecznie chcieli połączyć jego zapisy prowadzonym przez Ronalda Reagana programem Strategic Defense Initiative, tzw. Gwiezdnych Wojen, nie chcieli zgodzić się na zniszczenie Pionierów w Azji i w końcu postawili na wokandzie kwestię znajdujących się w amerykańskich magazynach niemieckich pocisków Pershing IA. Ostatecznie wszystkie te kwestie udało się rozwiązać, również sekretarz Gorbaczow potrzebował sukcesu na arenie międzynarodowej. Postanowiono zniszczyć wszystkie zapasy pocisków, Niemcy ze swojej strony zadeklarowali (nie byli stroną traktatu, to była samodzielna ich decyzja), że nie chcą następcy dla Pershinga IA. Jeszcze 8 grudnia 1987 roku, w planowanym do podpisania traktatu dniu, wszystko wisiało na włosku. ZSRR nie wypełnił ostatniego zobowiązania – dostarczenia zdjęcia pocisku systemu RSD-10. Uczyniono to w ostatnich godzinach.

Iskander-K z wyrzutniami pocisków skrzydlatych R-500. fot. militaryrussia.com
Już w 2012 roku sygnalizowano, że testowany dla systemu rakietowego Iskander-K pocisk manewrujący R-500 łamie zapisy INF. Wedle informacji jakie były dostępne jeszcze kilka miesięcy temu, a zmienione zostały choćby na rosyjskiej Wikipedii, R-500 posiadał zasięg ponad 2000 kilometrów. Nowy pocisk po raz pierwszy odpalony został 27 maja 2007 roku na dystans 360 kilometrów z poligonu Kapustin Jar. Już przynajmniej w 2012 roku Amerykanie sygnalizowali Rosjanom, że ich zmodyfikowany Iskander łamie zapisy traktatu o pociskach średniego zasięgu. Dla bezpieczeństwa w regionie problemem jest blisko 500-kilogramowa głowica konwencjonalna, ale jeszcze większym będzie przetestowana (dziś prowadzi się to w ramach symulacji) głowica nuklearna zastosowana w systemie Iskander-K.
Możliwe, że Rosjanie wycofają się w ogóle z INF. Takie groźby pojawiły się wkrótce po amerykańskich informacjach o rozmieszczeniu we wschodniej Europie (w Polsce i Czechach, potem w ramach EPAA w Polsce i Rumunii) systemu obrony przeciwbalistycznej. Dla Moskwy wówczas, jak i dziś, próba podważenia skuteczności ich strategicznych sił jądrowych budzi ogromny niepokój. W latach 70-tych rozwój środków defensywnych blokowany był umową o ochronie tylko stolic i jednego kompleksu silosów rakiet ICBM. W latach 80-tych wyzwanie w postaci Gwiezdnych Wojen było jednym z przyczynków do upadku ZSRR. Dziś w Rosji panuje obawa, że mogą nie podołać kolejnemu wysoce technologicznemu i kosztownemu wyzwaniu. Sztuką mimo wszystko nie jest stworzenie kolejnej generacji systemów obrony powietrznej, sztuką jest budowa systemu na miarę amerykańskich GBI (Ground Based Interceptor) czy nawet i SM-3IIA. Wkrótce po podpisaniu traktatu INF rozległy się głosy krytyczne w ZSRR, że kraj rezygnuje z wywierania presji balistycznej w swoim otoczeniu, mowa o stosunkowo nowych wówczas rakietach SS-20 (RSD-10 Pionier). INF to dla Rosjan był błąd, być może dziś rozwijaniem R-500 chcą go naprawić, a przynajmniej ponownie drogo „sprzedać”.
(MC)