2013-11-28 17:22:01
Pozostała wartościowa pamiątka, ale straciliśmy dużo więcej
Podsekretarz stanu w Ministerstwie Obrony, Waldemar Skrzypczak, nie wytrzymał presji, z kulminacją której mieliśmy do czynienia w ostatnich dniach. Kwestia jednego zdania, nie podsłuchanego w rozmowie na cmentarzu, lecz odczytanego w oficjalnym liście skierowanym do ministerstwa obrony Izraela spowodowała, że sprawa trafiła na medialne salony. Było zwarcie, z jednej strony generała wspieranego przez resort obrony, po drugiej stanęli w zasadzie pozostali.
Bo komu mógł się podobać taki człowiek mający wpływ na istotne decyzje? Czy mógł się podobać zakładom zbrojeniowym blisko związanym z MON, które po dwóch dekadach bezładu z pewnym bólem próbowano wyspecjalizować i skierować na nowe tory współpracy? Czy mógł się podobać polskim firmom zbrojeniowym, które przyzwyczajone są do ustalania cen dla Wojska Polskiego i stałego dopływu przychodu? Czy mógł podobać się zagranicznym kontrahentom, ich reprezentantom w kraju, starającym się o polskie miliardy w sytuacji, gdy dążył by duża część tej kwoty pozostała w naszym przemyśle, a sprzęt był przydatny żołnierzowi? Czy mógł podobać się biurokracji resortu obrony przyzwyczajonej do „ewakuacji budynku” po skończonej pracy, przecież oni nigdzie się nie śpieszą, papiery mogą z Klonowej na Aleje Niepodległości jechać dwa tygodnie? Czy mógł w końcu podobać się politykom szukającym swojej szansy w dołożeniu swojego kamyczka do krytyki obozu rządzącego, a nawet koalicjanta?
Waldemar Skrzypczak nie mógł się wielu podobać. Ilu ideowych ludzi mamy w kraju widać doskonale. To gatunek nawet nie wymierający, trudno zgodzić się, czy w ogóle w liczniejszym gronie taka grupa narodziła się w naszym kraju po II wojnie światowej. Ostatecznie stał się balastem także dla ekipy rządzącej. Odchodzi minister Nowak, mamy przetasowania w rządzie, odnowę, a taki Skrzypczak, co to za persona, że taki nietykalny?
W podobny sposób kończy się więc sprawa kolejnego odpowiedzialnego w ministerstwie obrony za zakupy dla armii. W podobnych okolicznościach jak z ministrem Szeremietiewem, to wszystko na chwilę przed decyzjami o wydatkowaniu dużych środków na potrzeby Sił Zbrojnych. Opieramy się na faktach a nie domysłach, a fakty są takie, że sąd Szeremietiewa oczyścił z zarzutów. Czy z najistotniejszych decyzji podejmowanych ponad dekadę temu, przy poprzedniej „Złotej pięciolatce” jesteśmy tak zadowoleni? Podobają nam się rozliczenia umowy na F-16, a warunki umowy na Rosomaki były okazyjne?
Już w poprzednim tekście (Polonizacja to nie tylko PR) twierdziliśmy, że jesteśmy obiektem ataków lobbystycznych mających ukierunkować nasze decyzje, a nasz system niestety nie jest do takich ataków przygotowany. Skala wydatków jaką założyliśmy spowodowała, że nasi urzędnicy stali się obiektem polowania. Może ta dymisja nauczy.

Odejście Skrzypczaka spowoduje opóźnienia w realizacji planów modernizacyjnych resortu obrony. Niech nie zmylą nas deklaracje, że wszystko w wojsku postępuje według ustalonej hierarchii, terminarza, procedur. Wierzycie w to? To terminy ze słownika zarządzania i dowodzenia. W praktyce wiele spraw napędza indywidualne zaangażowanie konkretnej osoby. Co będzie priorytetem nowego podsekretarza ds. modernizacji, czym będzie chciał się zająć, a papiery dotyczące jakiego projektu staną się jego „półkownikami”? Jak szybko stworzy swój zespół współpracowników, kiedy wdroży się w realizowane prace? To zajmie trochę czasu. Czy nowy wiceminister w ogóle będzie na tyle aktywny by realizować zgodny z interesem państwa tok decyzyjny, więdząc co działo się z jego poprzednikami?
Do bałaganu z jakim mamy mimo wszystko do czynienia w sektorze publicznym, dodajmy jeszcze rewolucję jaką szykujemy przemysłowi obronnemu, opóźnioną o przynajmniej dekadę. Patrząc na wydarzenia ostatnich dni, nawet i te sprzed dekady, ponownie zastanówmy się jak efektywnie wydawać te publiczne miliardy na wojskowe zakupy i gdzie tkwi problem? Bo do takich wyzwań ciągle nie jesteśmy przygotowani - jako ludzie, jako gospodarka, jako system.
Wiceminister obrony Waldemar Skrzypczak pozostawił po sobie pamiątkę. Jak przystało na byłego pancerniaka, zakończył swoją urzędniczą służbę po podpisaniu umowy na 119 czołgów Leopard 2 pozyskiwanych z zasobów niemieckiej armii. To był bardzo pożyteczny krok dla wzmocnienia potencjału militarnego bezpieczeństwa Polski.
Pamiętam zdanie z lipcowej naszej rozmowy - "zobaczy Pan, już wkrótce będą na mnie artykuły". Nacisnął na zbyt wiele odcisków.
Mariusz Cielma