2012-10-28 09:00:01
Szkockie Siły Zbrojne – scenariusz
Na 2014 rok premierzy Wielkiej Brytanii David Cameron oraz Szkocji Alex Salmond ustalili datę przeprowadzenia historycznego referendum – mieszkańcy Szkocji zadecydują, czy chcą niepodległości. A atrybutem każdego niezależnego państwa (no prawie każdego, jeśliby wykluczyć małe podmioty) są własne siły zbrojne. Sytuacji powstawania nowych struktur militarnych w Europie w ostatnich dwudziestu latach mieliśmy kilka. Możemy je przypisać do przynajmniej czterech kategorii: podział na zasadzie umowy (przykład podziału Czechosłowacji), nowe struktury przy wykorzystaniu sił i środków dotychczasowego państwa (państwa bałkańskie, jak Słowenia, Chorwacja), wchłonięcie dotychczasowych struktur i środków obecnych na terenie nowego podmiotu państwowego (generalnie państwa postradzieckie, prócz krajów nadbałtyckich) oraz tworzenie potencjału militarnego od podstaw (Litwa, Łotwa, Estonia). W przypadku Szkocji i tworzenia własnych sił zbrojnych najprawdopodobniej mielibyśmy do czynienia podziałem na zasadzie umowy – trudno wyobrazić sobie inny scenariusz. Pozwólmy więc sobie na pewien scenariusz, przedstawmy dzisiejszy brytyjski potencjał militarny na terenie Szkocji oraz jego ewentualną użyteczność dla nowego państwa. Pomijamy w tym głosie pytania dotyczące przyszłości tego kraju w NATO, czy innych strukturach bezpieczeństwa regionalnego.
Tło ogólne
Szkocja ma powierzchnię 78 tysięcy kilometrów kwadratowych i jest zamieszkiwana przez 5,25 mln mieszkańców (w 90 % narodowości szkockiej). Szacowany dochód narodowy to 139,7 mld funtów szterlingów. W przypadku tego kraju należy zwrócić uwagę na bogactwa naturalne w okalających wyspę wodach morskich (rybołówstwo, jak i energetyczne kopaliny), lądową turystykę czy symbol Szkocji - whisky. Zagrożenia dla bezpieczeństwa Szkocji jakie można przewidywać to zatargi na morskich terytoriach zależnych (klasyczne konflikty), terroryzm i ewentualnie wojna w cyberprzestrzeni. Tak jak przez setki lat Królestwo Brytyjskie chlubiło się swoim wyspiarskim położeniem, oddzielającym Koronę od kontynentalnej zawieruchy, teraz Szkocja mogłaby za taki „zderzak” i „bufor” uznać Anglię. Samo położenie może być jednak zagrożeniem dla suwerenności tego kraju. Z pewnością kierunkować politykę kraju próbowałyby podmioty globalne – stare imperia: Stany Zjednoczone czy Rosja, ale nie należałoby być również zaskoczonym podobnymi zagraniami ludowych Chin – Szkocja bowiem leży wraz z pobliską Islandią na strategicznym łańcuchu wysp będących północnymi morskimi wrotami komunikacyjnymi na trasie Europa-Ameryki. Stąd konkluzja, że siły zbrojne Szkocji byłyby potrzebne. Wydaje się, że za uprawnione można uznać porównanie potencjału Szkocji do Irlandii czy Danii.
Ogólna koncepcja Szkockich Sił Zbrojnych
W przypadku tak niedużych, nawet jak na skalę europejską państw, raczej niecelowe będzie utrzymywanie tradycyjnej struktury organizacyjnej siły zbrojnych z podziałem na wojska lądowe, siły powietrzne i marynarkę wojenną. Bardziej skuteczną strukturą, zresztą zgodną z późniejszym operacyjnym zastosowaniem, wydaje się utworzenie jednolitego Dowództwa Połączonego Sił Zbrojnych z podobną, niejednolitą strukturą podległych wojsk.
Potencjał lądowy
Zacznijmy od wojsk lądowych, w praktyce dla kraju wyspiarskiego raczej drugorzędnego filaru militarnego. Ważnego od strony zachowania wewnętrznej spoistości i zabezpieczenia macierzystego terytorium, jak również z uwagi na tradycję historyczną – Szkoci byli zawsze bardziej kojarzeni z piechotą a nie marynarką wojenną.
W kwietniu 2012 roku rozwiązano najwyższe, stacjonujące na terenie Szkocji dywizyjne dowództwo terytorialne (2nd Division) pozostawiając niewielki ośrodek kierowania w postaci General Officer Commanding Scotland (GOC Scotland). Wojska lądowe na terytorium Szkocji zorganizowane są w dwóch brygadach: 51. (Szkocka) Brygada (Scottish Brigade) ze Stirling, zespalająca jednostki armii terytorialnej oraz 52. Brygada Piechoty (Infantry Brigade) z Edynburga z podporządkowanymi wojskami operacyjnymi. Plany brytyjskie mówią o pozostawieniu w przyszłości na tym obszarze tylko jednej brygady. Największą jednostką historyczną wojsk lądowych zlokalizowaną na interesującym nas terytorium jest Szkocki Pułk Królewski (Royal Regiment of Scotland) złożony z pięciu batalionów liniowych (1st Royal Scots Borderers, 2nd Royal Highland Fusiliers, 3rd The Black Watch, 4th The Highlanders i 5th Argyll and Sutherland Highlanders) oraz dwóch armii terytorialnej (Territorial Army). Wkrótce, w ramach realizacji ministerialnego przeglądu potencjału obronnego, 5. Batalion Górali z Argyll i Sutherland (5th Argyll and Sutherland Highlanders) zostanie zredukowany do siły kompanii i przeznaczony do pełnienia funkcji reprezentacyjnych w kraju. W późniejszym terminie rozformowany z kolei ma być 4. Batalion Górali (4th Highlanders of Seaforth, Gordons and Camerons). Szkocki pułk pozostać ma więc z trzema batalionami operacyjnymi. Prócz typowych batalionów w ramach Brygady Gwardii funkcjonują również Szkoccy Gwardziści (Scots Guard) – pułk złożony dziś tylko z jednego batalionu i stacjonujący w Anglii. Co prawda w Niemczech, w Bad Fallingbostel rozmieszczony jest Szkocki Pułk Dragonów Gwardii (Royal Scotland Dragoon Guards), ale już pojawiają się zakusy, by połączyć go z ekwiwalentnym Queen's Dragoon Guards. Niedawno, bo w kwietniu 2012 roku, swój wojskowy żywot zakończył również 40. Pułk Artylerii Polowej (40 Field Regiment Royal Artillery), mający również rodowód szkocki (the Lowland Gunners).

Wielka Brytania kojarzy się głównie jako państwo morskie, Szkoci to jednak doskonali żołnierze formacji piechoty.
Najpewniej najwartościowsze pododdziały lądowe zorganizowano by w zgrupowanie operacyjne o potencjale brygady (trzy bataliony liniowe), zdolne również do działań ekspedycyjnych. Swoje uzasadnienie, zgodnie zresztą z tradycją brytyjską, a od tego jak by nie patrzeć wojskowa Szkocja nie ucieknie, miałoby utworzenie podobnej jednostki (trzy bataliony) wojsk terytorialnych. Gorzej z ich dyslokacją, z dziś obecnych garnizonów piechoty po 2014 roku dostępne będą tylko cztery: Inverness, dwa w Edynburgu i Midlothian. Na ten cel można by wykorzystać cześć obiektów zwolnionych po dzisiejszych użytkownikach: Royal Navy i Royal Air Force. Generalnie dwie brygady z sześcioma batalionami oraz jednostkami wsparcia nie powinny liczyć więcej niż 10-12 tysięcy żołnierzy. Ich formowanie w sposób naturalny należałoby związać z 51. i 52. Brygadą (jeżeli obie przetrwają poza 2014 rok), nic nie stoi również na przeszkodzie, a być może byłoby nawet wskazane by rotacyjnie wymieniały się podległymi jednostkami i zadaniami – operacyjne i terytorialne.
Jednym z największych zagrożeń współczesnych państw Zachodu jest terroryzm. Nie inaczej jest w Szkocji. O ile do tej pory kraj ten nie doświadczał tego typu zdarzeń, lub miały one charakter iście incydentalny (zniszczenie Boeinga linii Pan Am nad Lockerbie był spowodowany wadliwym zadziałaniem ładunku bombowego, a nie celowym atakiem nad terenem zurbanizowanym) to jednak władze muszą wziąć pod uwagę posiadanie szeregu instalacji roponośnych i gazowych we własnej strefie ekonomicznej. Dodatkowo atak na Szkocję organizacji terrorystycznych może być potraktowany jako pośrednia operacja przeciw Wielkiej Brytanii – sojusznikowi USA i ogólnie cywilizacji Zachodu. Stąd siły specjalne będą miały na pewno swoje miejsce, choć ich potencjał ze względu na poziom zagrożenia, zadania, ale i możliwości werbunkowe nie może być duży. Szacunkowo liczebność oddziału specjalnego powinna oscylować wokół kompanii z plutonami wyspecjalizowanymi do działań specjalnych (powietrznodesantowych, szturmowych), morskich i typowo kontrterrorystycznych (odbijanie zakładników itp.). Będąc elementem systemu bezpieczeństwa wewnętrznego kompanię należałoby zgrupować w rejonie ważnego obiektu, także ośrodka umożliwiającego szybkie przemieszczanie grup interwencyjnych – naturalne byłoby lotnisko. Początkowo kadry jednostki mogłyby być rekrutowane z chętnych, dziś służących w Special Air Service czy Special Boat Service.

Kraj otoczony z trzech stron morzami, o raczej górzystym terytorium, mniejszych ambicjach międzynarodowych i skromnej armii (kilka batalionów) nie powinien inwestować w ciężkie wojska pancerne, pozostawić ewentualnie w linii lekki rozpoznawczy pułk pancerny.
Pod względem wyposażenia i uzbrojenia raczej za zasadne należałoby uznać rezygnację przez Szkockie wojska lądowe z posiadania czołgów czy artylerii samobieżnej. Ewentualnie można by pozostawić w rozpoznawczym pułku kawalerii lekkie czołgi (następca używanego od lat 60. wozu Scimitar). Pozostałoby otwartym pytanie, na ile w sprzęt opancerzony wyposażyć bataliony piechoty, czy miałyby to być w ogóle wozy gąsienicowe czy kołowe transportery (BWP Warrior i zakupione na potrzeby Afganistanu pojazdy rodziny Mastiff, Foxhound czy dwuczłonowe Warthog). Na pewno obie brygady musiałyby otrzymać wsparcie artyleryjskie w postaci przynajmniej holowanych haubic kalibru 105 i 155 mm.

Armia bez ciężkiego komponentu pancerno-zmechanizowanego wsparcie jednostek operacyjnych oprzeć powinna na lekkich środkach artyleryjskich - kalibrów 105 czy 155mm.
Szkocja już znana jest jako doskonałe miejsce do ćwiczeń z udziałem lekkich jednostek. Ten teren ma wspaniałe tradycje w szkoleniu formacji typu commando jeszcze z czasów II wojny światowej – co pamiętają również Polacy. Istnieje również pewien potencjał do prowadzenia strzelań artyleryjskich czy przeciwlotniczych w takich lokalizacjach jak Kirckudbright, Cape Wrath czy Benbecula. To z czym będą mieli problem Szkoci to miejsce do realizacji ćwiczeń z użyciem pododdziałów ciężkich, szczególnie gąsienicowych. W tym wypadku istnieje możliwość, niestety kosztowna, by tego typu zadania szkoleniowe, głównie na poziomie batalionu, realizować poza terenem macierzystej Szkocji (wykorzystywanie poligonów w Anglii, Kanadzie, a może i Europy Wschodniej).
Lotnictwo i obrona powietrzna
Jeszcze rok temu Wielka Brytania w operacyjnej służbie utrzymywała w Szkocji trzy bazy Królewskich Sił Powietrznych (Royal Air Force) – Kinloss (miała być bazą maszyn patrolowych Nimrod MRA4, które z uwagi na koszty zostały wycofane i złomowane przed wprowadzeniem do służby), Leuchars (dywizjon samolotów Tornado GR4) i Lossiemouth (trzy dywizjony Tornado GR4, jednostka szkolna na Tornado GR, jednostka SAR ze śmigłowcami Sea King). Zgodnie z planami, przed 2020 rokiem pozostanie tylko ta ostatnia. Kinloss w 2012 roku z bazy lotniczej stał się koszarami 39. Pułku Inżynieryjnego (39 Engineer Regiment). RAF w Szkocji dysponuje również dwoma jednostkami radiotechnicznymi (Benbecula i Saxa Vord) oraz poligonem lotniczym w Train.
Jeżeli Brytyjczycy zrealizują swoje plany, Szkoci prócz Lossiemouth powinni zadbać, głównie dla swobody manewrowania siłami, o posiadanie jeszcze przynajmniej jednej bazy powietrznej. Albo uruchomić Leuchars albo oprzeć ją o lotniska cywilne w Edynburgu, Glasgow, Aberdeen czy Iverness. Bo lotnictwo powinni posiadać. Ich potencjał ekonomiczny, ale i rozbudowane interesy na morzu wymagają posiadania własnych sił powietrznych, zdolnych do obrony powietrznej, regionalnej projekcji siły, ograniczonego wsparcia pododdziałów lądowych. Zasadne wydaje się połączenie potencjału lotniczego z naziemną obroną powietrzną.

Rozległa strefa interesów (morska) oraz dzisiejszy potencjał RAF pozwala snuć scenariusz, że dywizjon nowoczesnych samolotów bojowych trafi do Sił Powietrznych Szkocji. Na zdjęciu najważniejszy kandydat do tej roli - Eurofighter Typhoon.
Budowa potencjału lotniczego Szkocji będzie dużym problemem, przejęcie stacjonujących na jej terytorium samolotów uderzeniowych Tornado raczej mija się z celem – są zbyt specjalistyczne i dodatkowo drogie. Na podstawie umowy z Londynem należałoby wynegocjować przeniesienie w podporządkowanie Szkotów jednego, nawet i słabszego (12 zamiast 18 samolotów) dywizjonu wielozadaniowych Typhoonów. Drugim typem jaki mógłby znaleźć się na lotniskach „panów w spódnicy” wydaje się poddźwiękowy Hawk. Z przynajmniej 24 samolotów (ze 118 dostępnych w Wielkiej Brytanii) można utworzyć dwa dywizjony. Inne maszyny możliwe do pozyskania z Wielkiej Brytanii to transportowce C-130 Hercules. 6-8 maszyn tego typu (z 50 posiadanych przez RAF) utworzyłoby zręb lotnictwa transportowego, ewentualnie również patrolowego. W klasie maszyn patrolowych, zabezpieczających morską strefę ekonomiczną należałoby wykorzystać Herculesy, ewentualnie zakupić z własnych środków dedykowaną maszynę, także bezzałogową. Po przerwaniu programu Nimrod MRA4 Brytyjczycy w zasadzie pozbawili się zdolności w tym zakresie. Podsumujmy:
-
dywizjon Typhoonów;
-
dwa dywizjony Hawków,
-
dywizjon Herculesów, kilka maszyn pomocniczych.
w sumie 42-44 samoloty.
Potencjał śmigłowcowy Szkocji. Z 40 dostępnych u Brytyjczyków ciężkich CH-47 Chinook stworzyć własny dywizjon z 6 maszynami tego typu. Dodatkowo flotę wiropłatów tworzyć mogłoby kilka Sea Kingów (ratownictwo morskie) i kilka lżejszych, najlepiej uzbrojonych maszyn (może modernizowane właśnie Pumy?). Łącznie znak przynależności do Szkocji nosiłoby blisko 70 statków powietrznych.
Dla personelu kilkunastu maszyn bojowych nie miałoby sensu budowanie własnych zdolności szkoleniowych w tym zakresie. Naturalnym wydaje się wykorzystanie dziś używanej bazy RAF. Podwaliny pod własne siły powietrzne zostałyby utworzone z dziś służących pod Union Jackiem Szkotów, w lotnictwie ich odsetek wynosi 14%.

Prócz lekkich i średnich śmigłowców w arsenale, Szkoci nie powinni zrezygnować z używanych dziś w Wielkiej Brytanii ciężkich śmigłowców CH-47 Chinook idealnych do manewru sił w górzystym i wyżynnym terytorium.
Racjonalnym wydaje się utworzenie w ramach lotnictwa naziemnego pułku obrony powietrznej z 2 batalionami ogniowymi (wszystkie środki rakietowe), jednostkami radiotechnicznymi i wsparcia. Na pewno Szkoci nie powinni rezygnować z posiadanych ręcznych zestawów przeciwlotniczych typu Blowpipe, były niedawno modernizowane. Dziś Wielka Brytania posiada ich w sumie 150 sztuk, część na zasadzie podziału środków powinna przypaść Góralom z północy. Drugim systemem przeciwlotniczym jaki mogliby przejąć to wchodzące w skład średnich baterii (3-4) i wprowadzone w 1977 roku zestawy przeciwlotnicze Rapier, ewentualnie nowsze Starstreak. W zależności od potrzeb stanowiłyby przydzielaną zadaniowo osłonę baz powietrznych, wojsk operacyjnych - także w misjach zagranicznych, czy ważniejszych ośrodków (Edynburg czy Glasgow).
Łączna liczebność wojsk podporządkowanych pod szefostwo lotnictwa i obrony powietrznej nie powinna być większa niż 2500 ludzi. Część z nich, szczególnie z jednostek wsparcia można by oprzeć o etaty niezawodowe (w granicach 20%).
Marynarka wojenna
Chociaż Royal Navy wraz z RAF odgrywała od dekad najistotniejszą rolę w systemie obrony Wysp, wiele się w ostatnich latach zmieniło – jej siła również zmalała. Na terenie Szkocji znajduje się dziś jedna z trzech operacyjnych baz morskich – Clyde. Tutaj również znajduje się dowództwo marynarki na Północną Anglię, Irlandię Północną no i oczywiście Szkocję. Dumą Clyde są cztery atomowe okręty podwodne typu Vanguard (nosiciele pocisków międzykontynentalnych Trident), od 2009 roku przybywają tu lżejsze, ale również atomowe, wielozadaniowe okręty podwodne typu Astute. Poza tym stacjonuje w bazie 8 niszczycieli min typu Sandown (1stMine Counter Measures Squadron) oraz dwie jednostki patrolowe (HMS Pursuer i HMS Dasher). Najważniejszą jednostką lądową Royal Navy jest rozmieszczony również w rejonie Clyde skład amunicji jądrowej (Armaments Depot w Coulport). Niepodległość Szkocji spowodowałaby duże problemy nie tylko dla marynarki ale i dla całego systemu obronnego Wielkiej Brytanii. Przeniesienie bazy dla atomowych okrętów podwodnych oraz składów amunicji jądrowej na tereny Anglii wiązałoby się z ogromem problemów logistycznych ale i ekonomicznych – ten rachunek na spokojnie można szacować w miliardach funtów. Prawdopodobnie wywołałoby protesty społeczne przeciwników broni jądrowej.

Gros strategicznych interesów umiejscowiona jest w morskiej strefie ekonomicznej. Flota musi więc posiadać cały wachlarz okrętów: od podwodnych, po fregaty i przeciwminowe.
Niezależnie od szczegółów dotyczących podziału morskiej strefy ekonomicznej, Szkocja musiałaby, podobnie jak przez wieki Wielka Brytania, mocno zainwestować w morski element potencjału obronnego. Prócz bogactw naturalnych (rybołówstwo, kopaliny) wpływa na to również i samo położenie kraju – z trzech stron otoczonego wodami. Niepodległa Szkocja, nawet i dla własnego bezpieczeństwa ekonomicznego, nie potrzebuje atomowych nosicieli pocisków balistycznych, raczej nie byłoby jej stać również na mniejsze jednostki podwodne typu Astute, czy nawet starsze Trafalgar. Jednak na otwartych wodach, przewidywanych do realizacji zadaniach (skryty dozór, szlaki komunikacyjne, potencjał floty podwodnej), MW Szkocji powinna posiadać 2-3 spalinowe okręty podwodne. Chociaż Brytyjczycy nie posiadają na północy żadnych okrętów klasy niszczyciel czy fregata, ich dostępna liczba oraz nade wszystko szerokie strefy gospodarcze są zasadnym argumentem za ich pozyskaniem. Dwie fregaty Typ 23, jeden-dwa patrolowce typu River (z czterech posiadanych przez RN), oba dziś stacjonujące w Clyde patrolowce (Pursuer i Dasher), sześć niszczycieli min typu Sandown, kilka kolejnych jednostek pomocniczych – potencjalny kręgosłup MW Szkocji. Otrzymalibyśmy w sumie około 20 okrętów z personelem na poziomie 2000 marynarzy (w bardzo niewielkim stopniu opartym o rezerwy).
Zasadnym wydawałoby się, podobnie jak z lotnictwem, rozmieszczenie sił w przynajmniej dwóch bazach. Prócz kwestii bezpieczeństwa powód jest jeszcze jeden. Clyde jest na zachodnim wybrzeżu – druga baza powinna być rozmieszczona na przeciwległym. Na wschodzie najlepiej pasowałaby do tego używana jeszcze całkiem do niedawna baza w Rosyth, ewentualnie bardziej na północy, legendarna Scapa Flow.
Cyberobrona
Ciągle przez wielu niedoceniana, ale powoli będąca obowiązkowym elementem planu przy agresywnych działaniach – cyberwojna. Ofiar śmiertelnych nie pochłania, ale w ucyfrowionym i zinformatyzowanym świecie ataki cybernetyczne na centra dowodzenia, zarządzania kryzysowego, obrotu finansowego, bezpieczeństwa teleinformatycznego, energetycznego czy choćby i wizerunkowego są bardziej prawdopodobne niż desant piechoty morskiej. Dzisiejsza Wielka Brytania to dostrzegła. Realizowany jest projekt utworzenia Zintegrowanej Jednostki Cybernetycznej z siedzibą w Corsham, działającej wespół z istniejącą rządową agencją zabezpieczenia informatycznego (GCHQ – ochrona cybernetyczna, wywiad telekomunikacyjny) z Cheltenham. Rozszerzona ma być współpraca pomiędzy administracyjnymi organami rządowymi a jednostkami przemysłu, innowacyjnej gospodarki, centrami „wiedzy” - wszystko to celem zapewnienia osłony przed cyberszpiegostwem i ogólnym wzmocnieniem osłony w cyberprzestrzeni. Te dwa ośrodki będą podstawą do brytyjskiego działania w wirtualnym świecie – wspierane oczywiście przez bardziej klasyczne Security Service (MI5) i Secret Inteligence Service (MI6).
W przypadku niepodległej Szkocji otwarte niestety pozostać musi pytanie na ile kraj ten otrzyma dostęp do zasobów służb specjalnych Wielkiej Brytanii. Tak funkcjonującego systemu w łatwy sposób nie uda się przenieść na grunt szkocki, w brytyjski układ wywiadowczy zainwestowano miliardy funtów. Sama siedziba GCHQ w Cheltenham kosztowała 1,5 mld funtów. Najkorzystniej dla Szkotów byłoby, gdyby przynajmniej w pewnym zakresie pozostać pod osłoną kontrwywiadowczą dziś działającej struktury. Przynajmniej przez kilka lat, do czasu okrzepnięcia narodowego systemu do operacji w cyberprzestrzeni. Są to jednak drażliwe decyzje polityczne, wymagające rachunku – co zyskujemy, a co tracimy.
Rachunek szkockiej obronności
Tę kwestię można jedynie zarysować opierając się na dziś funkcjonujących w Wielkiej Brytanii kosztach obronności, ewentualnie porównując je do innych, zbliżonych podmiotów europejskich (Irlandia i Dania). Oczywiście musi nieść to za sobą dosyć spory bagaż błędu.
Biorąc pod uwagę cały potencjał Wielkiej Brytanii i jego przeliczeniową część dotyczącą konkretnie udziału w nim Szkocji, według raportu GERS (Government Expenditure and Revenue Scotland) w latach okresie 2010-2011 wkład w dziedzinie obronności wyniósł 3,27 mld funtów, co stanowi 5,1 % całego centralnego budżetu. W przypadku brania pod uwagę wskaźnika PKB przeliczeniowy wydatek pochłaniał 2,3 % produktu krajowego brutto.
Pokuśmy się o małe obliczenia. Brytyjczycy przeliczyli statystycznie wszystko, od kosztów jednego żołnierza, po samolot czy okręt. Zacznijmy od wojsk lądowych. Przy 10-12 tysiącach żołnierzy i szacunkowym 50% stopniu uzawodowienia (pozostali w armii terytorialnej) koszty osobowe możemy określić na 100% dla wojsk operacyjnych (UK Defence Statistics mówi o przeliczeniowych 50 tysiącach funtów na etat) – 6000 x 50000 = 300 mln funtów i 20% dla armii terytorialnej. 6000 x 10000 = 60 mln funtów. Tak więc orientacyjne koszty osobowe wojsk lądowych Szkocji wynieść powinny 360 mln funtów. Zdecydowanie trudniej określić koszty utrzymania sprzętu i infrastruktury. Spoglądając jednak na dane brytyjskie oraz doświadczenia z polskim budżetem MON, ta wartość nie powinna być większa niż koszty osobowe – 360 mln funtów.
Potencjał lotniczy Szkocji powinien składać się z około 2500 żołnierzy i 70 statków powietrznych. UK Defence Statistics przyjmuje szacunkowe 5 mln funtów na maszynę, przy wymienionej liczbie da nam to do 350 mln funtów. Koszt osobowy wyniesie około 100 mln funtów, założono, że 80% personelu będzie służyć w pełnym wymiarze godzinowym jako personel operacyjny.
Szkocka marynarka wojenna szacunkowo powinna liczyć w granicach 2000 członków personelu i dysponować 20 jednostkami morskimi (Dania około 3500 marynarzy i około 70 okrętów, Irlandia około 1500 marynarzy z 8 okrętami). Brytyjczycy zakładają, że utrzymanie jednego okrętu to 26 mln funtów. Przy 20 jednostkach dla Szkocji otrzymujemy kwotę 520 mln funtów. Koszt utrzymania 2000 osób personelu pochłonie kolejne 100 mln funtów.
Szkockie Siły Zbrojne – wybrane elementy:
|
Liczebność |
do 16500 żołnierzy, w tym 10000 służby stałej. |
|
Potencjał lądowy |
ok. 50 lekkich czołgów, 200-300 wozów opancerzonych, ok. 50 haubic kalibru >100 mm, 6 batalionów piechoty (w tym 3 operacyjne), pułk rozpoznawczy, 2 dywizjony artylerii. |
|
Potencjał powietrzny |
m.in. 12 samolotów bojowych, 24 samoloty szkolno-bojowe, 6-8 samolotów transportowych, 6 ciężkich śmigłowców transportowych, ok. 30 ręcznych wyrzutni plot., 16 samobieżnych wyrzutni plot. |
|
Potencjał morski |
2 okręty podwodne, 2 fregaty, 2-4 patrolowce, 6 niszczycieli min, jednostki pomocnicze, |
|
Roczne wydatki |
2,1-2,2 mld funtów |
Koszty osobowe (lądowe+lotnictwo+marynarka) około 560 mln funtów. Koszty utrzymania kolejne 1130 mln funtów. Razem 1690 mln funtów. System emerytalny – nie wiadomo. Generalnie, na pewno nie przekroczy się dzisiejszego wskaźnika wydatków z szacunkowymi 3,27 mld funtów, odchodzi choćby drogi w utrzymaniu potencjał jądrowy, komponent pancerno-zmechanizowany, strategiczne lotnictwo. Szkocja przy samodzielnych wydatkach obronnych powinna więc zaoszczędzić. Ich wartość powinna oscylować wokół 2,1-2,2 mld funtów. Jest to możliwe, w 2010 roku Dania wydała w przeliczeniu 2,8 mld funtów. Jeszcze raz podkreślmy, to są tylko szacunki - na potrzeby tego scenariusza.
Krzysztof Kozłowski, Mariusz Cielma