Serwis używa cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zapoznaj się z polityką prywatności.
zamknij   

szukaj

2013-06-03 07:06:09

Powstanie platforma Anders 2

     Wydaje się, że zawarte w ostatnią środę porozumienie polsko-szwedzkie (brytyjskie) to głos rozsądku, dla obu stron. Polski Holding Obronny oraz BAE Systems zawiązały „pancerny sojusz strategiczny”, który jednym zapewni skok technologiczny oraz szansę na rynki eksportowe a drugim ewentualne otwarcie u bardzo chłonnego i perspektywicznego z punktu widzenia starego kontynentu odbiorcy, jakim są Siły Zbrojne Rzeczypospolitej.

   Współpraca dawnego Bumaru ze szwedzką częścią największego koncernu zbrojeniowego w Europie nie jest niczym nowym. 29 maja we Wrocławiu byliśmy świadkami finalizacji rozmów, ale ich początek jest dużo starszy. Datowany na przynajmniej kilka lat wstecz odkąd pojawił się pomysł oparcia „nowych” polskich sił pancernych o tak zwaną gąsienicową uniwersalną platformę (unifikacja) i gdy na salon w Kielcach w 2007 roku przywieziono CV90120, a następnie przeprowadzono jego demonstrację na poligonie w Drawsku wraz z polskim czołgiem PT-91 (wersja dla Malezji). BAE Systems prezentował również pojazd w wersji bwp CV9035 MkIII także na MSPO w 2011 roku. Na zeszłorocznym salonie pojawiły się z kolei komunikaty o włączeniu ówczesnego Bumaru w łańcuch dostawców dla BAE Systems. Pomysł kooperacji funkcjonował od wielu lat, prócz inicjatywy, Bumar jako podmiot zdecydowanie słabszy musiał wnieść do wiana największy swój atut, dostawcy uzbrojenia dla 100-tysięcznych Sił Zbrojnych RP, w dużej mierze nastawionych jeszcze na utrzymywanie licznego komponentu pancerno-zmechanizowanego (ciężkiego). I takie wiano się urzeczywistnia, wraz z powolną ale ciągłą deklaracją wdrożenia tzw. programu pancernego.

    Pierwszym elementem współpracy pomiędzy Polskim Holdingiem Obronnym a BAE Systems staje się wpięcie polskiego komponentu w łańcuch dostawców czołowej w Europie firmy zbrojeniowej. I dostawcą takim Bumar Łabędy ma się stać. Początkowo będzie produkował moduły dla wież pojazdów CV90 – sztandarowego produktu Hägglunds.

     Kluczowym elementem porozumienia jakie podpisali prezesi Krystowski oraz Gustafsson-Rask są prace badawczo-rozwojowe nad uniwersalną platformą gąsienicową powstającą by spełnić wymagania polskiego ministerstwa obrony narodowej. Wóz ma wykorzystywać doświadczenia jakie uzyskano przy prowadzeniu programu Anders oraz szczególnie z prac nad CV90. Jednoznacznie zaznaczono, że nie chodzi o polonizację CV90, ale stworzenie nowego produktu. Przeznaczonego zarówno „pod” czołg lekki (średni), wóz wsparcia ogniowego, zabezpieczenia technicznego, pojazd saperski, ale i bojowy wóz piechoty. To duże wyzwanie, szczególnie biorąc pod uwagę, że najpewniej, wbrew współczesnym tendencjom, w mocy pozostanie wymóg aby bwp posiadał zdolność do pływania. Wówczas można szacować, że uniwersalne podwozie w wersjach specjalistycznych będzie pojazdami o masach 20-25 ton (transporter, pływający bojowy wóz piechoty), po 30-35 ton (ciężki bojowy wóz piechoty) i w końcu 40-45 ton (czołg lekki). Przypomina się sytuacja z programem Rydwan, który w latach 2010-2011 ewoluował w dwie linie (cięższą i lżejszą).

     Projekt już powstaje, wiadomo, że z końcem bieżącego roku zostanie zmaterializowany, co raczej wskazuje na wykorzystanie w nim najnowszego podwozia CV90, czyli Armadillo. Można wstępnie zakładać, że na MSPO w Kielcach pojawi się ten wariant CV90 z polską bezzałogową wieżą czołgową. I taki ma być generalnie podział prac: Szwedzi podwozie, Polacy wieża. Drugą wiadomą w przypadku nowej oferty polsko-szwedzkiej jest zastosowanie hybrydowego napędu. Obaj partnerzy liczą na rynek polski, ale już wymieniają współpracę przy próbie zdobycia kontraktów w przetargach zagranicznych.

BAE Systems i wozy rodziny CV90 są prezentowane w Polsce przynajmniej od kilku lat, zarówno w wersji czołgu (CV90120) jak i bojowego wozu piechoty (CV9035MkIII).

     Aktualnie opracowywane lub wdrażane do służby czołgi podstawowe, choć raczej lżejsze niż poprzednicy (masa 50-65 ton) to jednak rozwiązania klasyczne (przedział napędowy z tyłu kadłuba) i dedykowane. Poważnie, przynajmniej w zachodniej Europie, nie pracuje się (bo i częściowo nie ma takiej potrzeby mając zapasy zmodernizowanych wozów trzeciej generacji) nad stworzeniem jednego zunifikowanego podwozia przeznaczonego dla czołgu czy bojowego wozu piechoty. Dawne, sprawdzone rozwiązania trzymają się dobrze. Specjaliści z polskiego resortu obrony oczekują jednak innego podejścia do czołgu przyszłości. Ma być lekki (do 45-50 ton), wyposażony w wieżę bezzałogową, modułowe opancerzenie, prawdopodobnie z załogą trzyosobową umieszczoną w pancernej kapsule i uzyskujący przewagę na polu walki głównie dzięki przewadze informacyjnej (sieciocentryczne środowisko) oraz własnym środkom wykrywania i rozpoznania. Typowe osłony pancerne zostaną wzbogacone o aktywne systemy samoobrony i maskowania. Istnieje również świadomość, że przyszłe uzbrojenie artyleryjskie czołgów ewoluować będzie w kierunku rozwiązań dziś uznawanych za alternatywne, ale już i testowanych – działa elektrochemiczne, elektromagnetyczne, laserowe itp. – dzisiejszy pancerz klasyczny wcale nie musi być najbardziej efektywnym rozwiązaniem do osłony pojazdu pancernego przed takimi środkami. Można by pokusić się o stworzenie stricte modułowego pojazdu, nie tylko wykorzystującego podwozie do budowy wersji specjalistycznych na etapie produkcyjnym, ale także funkcjonowanie takich już w ramach związków taktycznych po otrzymaniu zadań – w zależności od potrzeb pojazd staje się czołgiem, bojowym wozem piechoty, transporterem opancerzonym. To kwestia modułów, wymienności power-packa w zależności od potrzeb związanych z obciążeniem, wymiany układu bieżnego (inne koła napędowe, mocniejsze zawieszenie) czy pierścieni redukujących umożliwiających montaż wieży bezzałogowej z armatą 120 mm, wieży bezzałogowej z armatą 30 mm czy płyty stropowej i stanowiska z karabinem maszynowym dla transportera piechoty, wozu logistycznego czy innego. Takie projekty pojawiały się już od lat 80-tych, jednak do tej pory nie zostały ukończone choćby w postaci prototypu.

     Z punktu widzenia sił zbrojnych to bardzo odważny krok, uważamy nawet, że koncepcyjnie słuszny, ale w przypadku realizacji na własnym podwórku skazany raczej na niepowodzenie – będziemy posiadać po prostu lekkie czołgi. Skuteczne użycie takich pojazdów to nie tylko kwestia ich stworzenia, ale przebudowy zasad funkcjonowania użycia całych sił zbrojnych, przewagi informacyjnej, uzbrojenia dalekiego zasięgu i w końcu odejścia od taktyki (ale także sztuki operacyjnej) linearnego ugrupowania. To wymaga użytkownika „nowej generacji”, nie tylko w sztabach, ale w każdym z pojazdów, człowieka z następnego, cyfrowego pokolenia. Owa sieciocentryczność i jej skuteczne użycie na polu walki, przy przeciwdziałaniu przeciwnika, będzie prawdziwym wyzwaniem.

     Nie zbudujemy takiego systemu dla obecnych sił zbrojnych. Wojsko do dziś ćwiczy walkę w ugrupowaniach sprzed kilkudziesięciu lat, nie ma mowy o takiej przewadze informacyjnej, która pozwoliłaby na niszczenie sił przeciwnika spoza zasięgu środków ogniowych jego wojsk ciężkich.

     Oczywiście można zbudować narzędzie bazowe (nośnik) i w perspektywie 20-30 lat, dobudowując kolejne elementy pokusić się o stworzenie armii cyfrowej, ale raczej nie 100-tysięcznej. Na wyposażenie Wojska Polskiego należy patrzeć przez pryzmat potencjalnych przeciwników. Polskie wojsko będzie prowadzić działania ekspedycyjne oraz ewentualnie przygotowywać się na konfrontację z przeciwnikiem z kierunku wschodniego. Chociaż w Rosji gros sprzętu pancernego to pojazdy minionej epoki (nawet i T-90 powstały na bazie T-72), o tyle nowy program pod kryptonimem Armata, choć jeszcze nie upubliczniony, zdaje się częściowo powielać koncepcję uniwersalnej platformy. Częściowo, ponieważ przewidziany jest jako podwozie pod ciężkie zastosowania (czołg, samobieżna haubica, wozy zabezpieczenia technicznego, ciężki transporter piechoty), a jako następca rodziny BWP powstaje lżejszy i pływający Kurganiec. Jest to optymalne rozwiązanie, biorąc pod uwagę rzeczywiste, a nie życzeniowe (przy powoływaniu się na resort obrony padają różne liczby, ale jest to w granicach 2200 wozów) zapotrzebowanie, raczej nieefektywne ekonomicznie na polskim podwórku.

     Inaczej można na to spojrzeć dodając do potrzeb sił zbrojnych potrzeby przemysłu zbrojeniowego. Ten czołg to jedyna szansa dla Bumaru Łabędy oraz OBRUM Gliwice na funkcjonowanie. Ten projekt to pierwsza i pewnie ostatnia szansa by w naszym przemyśle pozostawić zdolność do wytwarzania konkurencyjnych na rynkach światowych pojazdów pancernych. O powodzeniu przedsięwzięcia zadecyduje koszt-efekt, tak jak zadecyduje o podziale obciążeń produkcyjnych pomiędzy Polskim Holdingiem Obronnym a BAE Systems. Nie możemy zbudować klasycznego czołgu, ponieważ nasz rynek wchłonie 500-600 takich wozów, a moim zdaniem w praktyce nawet połowę tego. Dla takiej liczby nie opłaca się tworzyć odpowiednika tureckiego Altaya. Taki produkt nie znajdzie również nabywcy za granicą, rynek klasycznych czołgów został już podzielony – dominują wozy niemieckie, amerykańskie, rosyjskie i chińskie. Jeżeli zbrojeniówka chce konkurować z najlepszymi trzeba zrobić krok naprzód, opracować, a najlepiej jeszcze wdrożyć, pojazdy „nowego podejścia” – platformy uniwersalne. W czasach rosnących kosztów nowego sprzętu, wozów redukujących wydatki poprzez unifikację, ułatwiających szkolenie i użytkowanie, poprzez modułowość dającą swobodę aranżacji w zależności od potrzeb operacyjnych (mniejszy liczebnie park wozów).

     Trzeba iść w nowe rozwiązanie - taki może być punkt widzenia przemysłu. Natomiast patrząc przez pryzmat tylko sił zbrojnych, należałoby zakupić Leopardy 2 i je spolonizować oraz opracować odrębną rodzinę bwp i pochodnych. Blisko 20 lat temu powstawała pewna rakieta przeciwpancerna pod nazwą NT-D. Izraelski Rafael zaproponował ją w drugiej połowie lat 90-tych polskiemu odbiorcy, nie poszliśmy z propozycją dalej. Ów sprzęt znalazł się i tak w naszym arsenale kilka lat później pod nazwą Spike, ale równocześnie też w wielu innych krajach Europy. Pierwsi zyskują najwięcej, może więc NT-D to taka stracona szansa na eksportowe sukcesy polskiej zbrojeniówki? Czy teraz stoimy przed podobnym wyborem?

Przy opracowywaniu nowej platformy wykorzystane zostaną polskie prace nad systemem wieżowym oraz doświadczenia z programu Anders. Zdjęcia w artykule Mariusz Cielma

     Porozumienie Polskiego Holdingu Obronnego oraz BAE Systems Hägglunds jest interesujące również pod kątem podziałów w polskiej zbrojeniówce. Ów podział jest nowy, kilka lat temu był tylko Bumar, dziś jest on bardziej kontrastowy, jest Bumar (pod nową nazwą) oraz Huta Stalowa Wola S.A. Podział tortu w tzw. programie pancernym wydawał się już określony, PHO z firmami towarzyszącymi opracuje czołg, HSW z kolejnymi podmiotami bojowy wóz piechoty. Podczas podpisania porozumienia 29 maja prezes PHO Krzysztof Krystowski, na końcu, ale jednoznacznie wspomniał o wersji bwp. I do tego modyfikacja CV90 jak najbardziej się nadaje. Można chyba prawdziwie przyjąć, że PHO uzyskuje więc na chwilę obecną przewagę w uzyskaniu statusu głównego kontraktora w przetargu. Ma doświadczonego partnera strategicznego w postaci Hägglunds, na dodatek ten partner pochodzi z kraju z którym Polskę łączą coraz intensywniejsze kontakty na niwie budowy wspólnej polityki obronnej. Co by nie patrzeć, Polsce ze Szwecją bardzo po drodze. W przypadku Huty Stalowa Wola niewiele słychać o poszukiwaniu partnera strategicznego, bez niego chyba trudno oczekiwać, że tylko ambicje krajowych inżynierów i środki podatników przerodzą się w nowoczesny pojazd bojowy, jeżeli ma nie być powieleniem przeszłych rozwiązań.

     Sam temat partnerów strategicznych z zagranicy jest równie ciekawy. Państwo i jego przedstawiciele, w tym wypadku minister obrony oraz spraw zagranicznych prowadzą swoją politykę, jednocześnie firmy podejmują własne decyzje. Przytoczmy przykład z ostatnich miesięcy. Do programu haubicy samobieżnej kalibru 155 mm na podwoziu samochodu pod kryptonimem Kryl Huta Stalowa Wola wybrała partnera izraelskiego, a nie francuskiego. Z punktu widzenia biznesowego (przekazanie technologii, warunki umowy) wszystko w porządku, ale wydaje się, że szczególnie przy projektach realizowanych przez państwo, to właśnie ono powinno mieć sporo do powiedzenia. Nie łudźmy się, że Niemcy czy Francuzi oddzielają kwestie polityczne od biznesowych. Mamy taki dualizm interesów, firmy sobie a instytucje państwowe sobie. Po co minister Siemoniak zwiedza francuskie stocznie, rozmawiamy o MEADS, próbuje tworzyć pewną strategiczną bazę dla zakupów na potrzeby Wojska Polskiego zyskując także politycznie u Francuzów, Niemców, Włochów czy Szwedów, skoro to i tak biznes zadecyduje co jest dla niego korzystniejsze. Akurat umowa PHO i BAE Systems Hägglunds jak najbardziej wpisuje się w polską rację stanu.

     Prezes Krystowski nie chciał wyjawić zakładowego kryptonimu dla powstającej wspólnie z BAE Systems platformy gąsienicowej. Wydaje się, że nazwa Anders, tak ważna dla polskiej historii nie powinna zniknąć wraz z wykorzystanymi doświadczeniami z projektu, a użycie określenia Anders 2 wskaże wręcz na pewną ciągłość. Przynajmniej w wozach przeznaczonych dla naszego odbiorcy. Są przecież takie przypadki, istnieje bowiem brytyjski Challenger 2 czy izraelskie Merkava (I-IV). Biorąc pod uwagę, że konstrukcja w równej mierze ma być przeznaczona na rynki trzecie, istnieje uzasadnienie dla równoczesnego funkcjonowania bardziej uniwersalnej nazwy, choćby od zwierza ze świata drapieżników.

Mariusz Cielma




Rejestracja

Funkcja chwilowo niedostępna

×

Logowanie

×

Kontakt

×
Duże zamówienie na Węzłowe Wozy Kablowe

Duże zamówienie na Węzłowe Wozy Kablowe

Pomiędzy Agencją Uzbrojenia a Zakładem Doskonalenia Zawodowego w Krakowie 22 grudnia br. została zawarta umowa na dostawę kolejnych Węzłowych Wozów...

więcej polecanych artykułów