2012-11-15 20:25:32
Prezydent Mali: Polacy instruktorami sił afrykańskich
Dzisiejsze paryskie spotkanie ministrów spraw zagranicznych i obrony Francji, Niemiec, Włoch, Hiszpanii oraz Polski, mogło być nieprzypadkowe jeszcze z jednego powodu. Według prezydenta Mali, Dioncounda Traore, to właśnie instruktorzy z tych krajów zajmą się przygotowaniem afrykańskich sił zbrojnych do odzyskania kontroli nad północą tego kraju, dziś opanowanego przez islamistów. Tak przynajmniej twierdzi, na swoim koncie Twitterowym.
Treść dwóch informacji wraz z polskim tłumaczeniem:
MALI |France, Allemagne, Pologne, Espagne et Italie constitueront l'ossature de la mission européenne d'entraînement des forces africaines
— Presidence Mali (@PresidenceMali) November 13, 2012
Francja, Niemcy, Polska, Hiszpania i Włochy będą podstawą misji szkoleniowej UE afrykańskich sił
...l’#Allemagne, de l’#Espagne, de l’#Italie et de la #Pologne. Ces pays vont fournir des instructeurs militaires pr l'intervent° au #Mali
— Presidence Mali (@PresidenceMali) November 14, 2012
Ministrowie obrony (z poprzedniego wpisu na Twitterze) Niemiec, Hiszpani, Włoch i Polski. Kraje te dostarczają wojskowych instruktorów do Mali
O przygotowaniach do zbrojnego odbicia zdezorganizowanej północy wiadomo już od dawna, wskazywane jest również uczestnictwo w nim 200 zagranicznych instruktorów (doradców, zespołów wojsk specjalnych?).
Zapytane o tą sprawę polskie ministerstwo obrony nie potwierdziło jednoznacznie takiej informacji. Na pytanie Michała Holi, minister Siemoniak odpowiedział:
@michalhola Nie sądzę. Ale nie można wykluczyć jakiegoś naszego minimalnego zaangażowania w misje szkoleniowe w Afryce.
— Tomasz Siemoniak (@TomaszSiemoniak) November 15, 2012
Jeżeli jednak byłby w tym choć cień prawdy (informacja może być wstrzymywana do czasu jutrzejszej wizyty w Polsce prezydenta Francji F. Hollande) nie ma powodów do krytyki, a raczej poklasku do, miejmy nadzieję, skutecznego użycia sił zbrojnych w ramach szeroko pojętego narzędzia w rękach polskiej polityki zagranicznej.
W naszym kraju dużo pisze się o potencjale Polski w Unii Europejskiej. W praktyce posiadamy raczej niewiele instrumentów w polityce zagranicznej, które mają konkretną wartość. Najważniejszym z nich nie jest mityczne weto jakie nasi przedstawiciele mogą wnieść przy kluczowych decyzjach w Unii Europejskiej, ale Wojsko Polskie. To Siły Zbrojne RP są kluczowe w uzyskiwaniu korzyści politycznych, szczególnie do otrzymania zgody na nasze projekty ze strony krajów śródziemnomorskich, raczej skromnie zainteresowanych naszym regionem. Dlatego polscy żołnierze pojechali do Czadu, a teraz zapewne w skromnej liczbie udadzą się do Mali.
Instruktorzy i doradcy to raczej żołnierze sił specjalnych. Zasada kierowania na operacje ekspedycyjne przede wszystkim zespołów Wojsk Specjalnych, a nie dużych kontyngentów ogólnowojskowych ma same plusy. Przynosi zbliżone korzyści polityczne i wizerunkowe, a ogranicza koszty ekonomiczne i przede wszystkim potencjalne ofiary wśród personelu. Przypomnijmy, że w działaniach w Iraku czy Afganistanie nie zginął z rąk rebeliantów żaden żołnierz podległy Wojskom Specjalnym.
(MC/MH/KN)