2014-10-19 10:14:52
Sytuacja na Ukrainie na przykładzie batalionu Ajdar
W nocy z 15 na 16 października zaatakowano poruszającą się w północno-zachodniej części obwodu ługańskiego kolumnę ukraińskiego ochotniczego batalionu Ajdar. Oddział ponieść miał duże straty. Sprawa wywołała kolejną dyskusję na temat dowodzenia, statusu oraz wykorzystania do różnych celów ochotników na terenach objętych konfliktem.
Do zasadzki miało dojść w rejonie wioski Trochizbenka (w połowie 60 kilometrowej drogi pomiędzy Lisiczańskiem a Ługańskiem). Napastnicy, według Ukraińców mowa o (dońskich lub czeczeńskich) najemnikach, zaatakowali oddział. Podczas walki batalion Ajdar stracić miał 14 swoich ludzi oraz kilka sztuk sprzętu.
Członkowie batalionu Ajdar z Zakarpacia zorganizowali dzień później konferencję prasową, podczas której oskarżyli dowództwo jednostki o zdradę. Napastnicy mieli znać czas i trasę przemieszczania się kolumny przez co byli w stanie zorganizować tak skuteczną zasadzkę. Sam dowódca batalionu, Serhiej Melniczuk, wedle ich słów, zamiast być obecnym wśród żołnierzy, prowadził kampanię wyborczą. Dowódca już od dawna ma nie mieć wśród podwładnych autorytetu i jego decyzje nie pierwszy raz przyczyniły się do poniesienia dużych strat.
W wypadkach pod Trochizbenką prawdopodobnie nie ma mowy o zdradzie, ale planowym i ofensywnym działaniu separatystów na tym obszarze. Dzień wcześniej, przy wsparciu moździerzy, próbowali bowiem oni bez sukcesu zająć tą wioskę. 16 października, napastnicy, określani mianem „kozaków” (tak swoje oddziały określili sami separatyści) atakowali również pobliski punkt kontrolny numer 32 w rejonie wioski Smiliwe (także rejon słowianoserbski). Przedstawiciel Rady Bezpieczeństwa i Obrony informował w tym wypadku o powrocie po walkach do batalionu Ajdar 6 z 11 zaginionych na tym obszarze żołnierzy. RBiO również informowała o starciu w rejonie wioski Trochizbenka, choć strat nie podawała. Nie zmienia to faktu, że obecni na tym obszarze separatyści są bardzo aktywni i stwarzają dla Ukraińców ryzyko okrążenia ich punktów kontrolnych. Jednak nie tylko oni są tutaj przeciwnikiem.
Jak wygląda walka wyborcza na terenach sąsiadujących z dotychczasowym polem walki, niech świadczą wydarzenia z 11 października z Lisiczańska. Wówczas to do lokalnej stacji telewizyjnej Akcent, chronionej przez siły miejscowego dowódcy operacji antyterrorystycznej, przyjechali żołnierze Ajdaru. Wśród nich znajdować się miał jeden ze współpracowników Sierhieja Dunajewa. Obecnego posła i kandydata na to stanowisko w zaplanowanych na 26 października wyborach parlamentarnych, osoby jeszcze niedawno oskarżanej o sprzyjanie separatystom. Po 14 godzinach i biernym oporze ochrony siedziby firmy Akcent oraz przybyłych posiłkach (żołnierze batalionów Tarnopol i Ługań oraz lokalna milicja i służba bezpieczeństwa), żołnierze Ajdaru opuścili teren.
Wykorzystanie do walki wyborczej to nie jedyny problem ukraińskich ochotników. Wedle przytoczonej na początku tekstu wypowiedzi samych ochotników, nie są oni traktowani na równi z innymi formacjami. Rodziny ochotników, także tych poległych, nie otrzymują należnej pomocy ze strony struktur państwa. Ciągle brakuje jednoznacznych uregulowań na temat ich statusu kombatanta. Z tego powodu, chociaż chcą dalej walczyć za Ukrainę, są rozdarci pomiędzy głosem obowiązku wobec kraju, a potrzebą zapewnienia bezpiecznego bytu swoim rodzinom. Mają poczucie walki na dwóch frontach: z separatystami oraz własnym państwem. Batalion Ajdar, utworzony jeszcze z Majdanowców, wszelkie koszty utrzymania ponosi samodzielnie, chociaż połowa z nich powinna być regulowana przez resort obrony, batalion bowiem oficjalnie jest 24. Batalionem Obrony Terytorialnej Obwodu Ługańskiego.
Wedle ochotników, oddział potrzebuje przede wszystkim środków transportu (samochody terenowe, pick-upy, ciężarówki) oraz sprzętu optoelektronicznego i łączności (celowniki, urządzenia noktowizyjne i termowizyjne).
Nawet jeżeli podane przez ochotników straty są przesadzone (czy sumowane ze starć pod Trochizbenką i Smiliwe) pokazują swoisty ferment wśród walczących w Donbasie wojsk. Brak zaufania do dowódców, ich udział w lokalnej walce wyborczej, brak jednolitej i skutecznej polityki państwa wobec uczestników działań oraz podziały wśród nich samych – stających naprzeciw siebie. W takiej sytuacji trudno mówić o odzyskaniu Donbasu, a być może nawet utrzymaniu obecnego kursu politycznego w całym, rozrywanym jednak wewnętrznie kraju.
(MC)