2012-10-24 09:47:48
Niszczyciele min z Niemiec
Jak przekazał Rzeczpospolitej wiceminister obrony narodowej Waldemar Skrzypczak, dla Marynarki Wojennej zakupimy w Niemczech trzy "gotowe" niszczyciele min. Umowa ma być podpisana na początku 2013 roku, a przewidywane terminy dostaw obejmują dostawę pierwszej jednostki w 2016 roku, a pozostałych do 2022 roku. Koszt transakcji szacowany jest na 1,5 mld PLN. Polski przemysł stoczniowy i zbrojeniowy ma uczestniczyć tylko w dostosowaniu okrętów do potrzeb naszego odbiorcy.

Jedna z propozycji stoczni Lurssen, niszczyciel min Frankenthal (M332) budowany dla MW Niemiec i Turcji. fot. Mariusz Cielma.
W ten sposób będzie wyglądał projekt Kormoran II, nota bene od dawna sugerowano, że wymagania napisane są "pod niemieckie" jednostki przeciwminowe ze stoczni Lurssen. Jeżeli to prawda, to rodzą się zarówno optymistyczne myśli, jak i obawy. Co do plusów - otrzymamy nowoczesne i pełnowartościowe jednostki, które wzmocnią polską Marynarkę Wojenną. Wraz z nowymi okrętami podwodnymi bedą stanowic kościec nowoczesnej floty. I to właściwie wszystko, jeśli chodzi o plusy tego rozwiązania. Minusów jest jednak więcej. Jak można mówić o wsparciu polskiego przemysłu zbrojeniowego (stoczniowego) jeżeli nawet jednostki przeciwminowe, do tej pory produkowane z powodzeniem w Polsce sprowadzimy z Niemiec? Jeżeli kilkusettonowe okręty powstaną za granicą, to jakie są podstawy do oczekiwań, że okręty podwodne, uderzeniowe czy nawet patrolowe (zarówno klasy IPV, jak i OPV) będą miały cokolwiek wspólnego z polskimi stoczniami? Czy jakiekolwiek elementy wyposażenia i uzbrojenia polskiej prowenicncji będą na Kormorananach II zastosowane? Nasze ośrodki badawcze i przemysłowe dysponują przecież ofertą zaawansowanych systemów przeciwminowych, wspomniec należy chocby trały czy zdalnie sterowane pojazdy do zwalczania min Głuptak (swoją drogą nazwa tych ostatnich wzbudziła ostatnio zażenowanie kierownictwa resortu obrony, a przecież nazwa systemu znana jest od dawna - nazewnictwo projektów w MON jest usankcjonowane od wielu lat...).
Poza tym cena - 500 mln PLN za niszczyciel min (nie określono rodzaju wyposażenia i uzbrojenia jednostek), niedawno ktoś narzekał ile to kosztuje korweta typu Gawron.
Zażenowanie po raz kolejny budzi sposób przekazywania informacji o elementach modernizacji SZ RP opinii publicznej, ciągle kulejący pomimo paru lat obecności w strukturach europejskich i 13 lat w NATO. Czy doczekamy się sytuacji, że zamiast pojedynczych wypowiedzi dla różnych publikatorów, oczekiwania, aż coś zostanie „wygadane” na konfererencji lub spotkaniu, otrzymamy profesjonalnie przygotowaną informację, z harmonogranem i szacunkowymi kosztami? Wbrew obawom niektórych, ujawniane (a częściej "zdobywane") są wieloktrotnie bardziej szczegółowe informacje i ich upublicznienie nie stanowi zagrożenia dla bezpieczeństwa państwa. Polska jest krajem granicznym – Unii Europejskiej i NATO – a rząd, co wielu nie dziwi, jest strukturą odgraniczoną od swoich obywateli.
Nawet jeżeli informacja o zakupie niszczycieli min w Niemczech jest w dużej mierze nieprawdziwa i spotka się z dementi, to jest to tylko kolejny, ważki argument by poważnie potraktować panujący chaos informacyjny i wyłożyć „karty na stół”. Przeciąć domysły czy półprawdy.
By nie być gołosłownym, warto podpatrzeć jak robią to inni. Niemiecki dokument prezentujący harmonogram przechodzenia poszczególnych oddziałów i pododdziałów wojsk lądowych na nową strukturę Heer 2011. Szczegółowość mogłaby niektórych w Polsce przerazić, a jednak Niemcy nie wzbraniają się przed ujawnianem takich opracowań. Trzeba bowiem zdawac sobie sprawę, że istotnymi dla bezpieczeństwa i wrażliwymi informacjami nie są te, ile czołgów, dział czy śmigłowców mają na stanie siły zbrojne, ale zupełnie inne dane...
(MC/TK)