2013-06-30 23:24:44
Koniec dyżuru Weimarskiej Grupy Bojowej UE
Żołnierze 17. Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej, przydzielone elementy Sił Zbrojnych, ich koledzy z Niemiec oraz Francji mogą odstawić broń do magazynów, zdjąć hełmy, poluzować pas i pomyśleć o urlopie. Tak, obrazowo ale i mocno symbolicznie informujemy, że Weimarska Grupa Bojowa Unii Europejskiej zakończyła swój półroczny dyżur.
Żołnierze dowodzeni przez generała brygady Rajmunda Andrzejczaka (na co dzień dowódca 17. WBZmech) przez całe pół roku stanowili najważniejszy unijny element militarny przygotowany prawie do natychmiastowego działania nawet w odległości 6 tysięcy kilometrów od Brukseli. W praktyce Grupy Bojowe to jedne z najbardziej pokojowych związków bojowych funkcjonujących na świecie – prawdopodobieństwo ich użycia w działaniach zbrojnych jest bliskie zeru. Wymaga synchronizacji struktur unijnych oraz narodowych, przyjęcia wielu dokumetów zarówno szczebla polityczno-strategicznego jak i dotyczących samej operacji. Mało prawdopodobny w praktyce jest termin wkroczenia do akcji na obszarze operacji w maksymalnie 10 dni od podjęcia takiej decyzji (w niektórych krajach wymagana jest zgoda nie tylko gremiów rządowych ale i parlamentarnych), co może być szczególnie kłopotliwe proceduralnie (czasowo) przy wielonarodowych grupach. Dodajmy do tego europejską iluzję, że ma środki transportowe by przerzucić przynajmniej 1,5 tysiąca żołnierzy wraz z zaopatrzeniem na 30 dni na odległość wspomnianych 6 tysięcy kilometrów. Możliwości narodowe krajów uznawanych za europejskie mocarstwa militarne, przede wszystkim ich logistyczne kłopoty, pokazała operacja w Mali.
Liczebność pojedynczej Grupy jest różna, oscyluje wokół 1,5-2,5 tysięcy i w języku wojskowych bardziej można porównać ją do lekkiej batalionowej grupy bojowej. Rdzeń każdej tworzyć może państwo ramowe (jak Polska w przypadku Grupy Weimarskiej) lub koalicja państw. Certyfikacji związków dokonuje Komitet Wojskowy UE we współpracy ze Sztabem Wojskowym UE.
Najważniejszy pożytek z Grup Bojowych jest taki, że w ogóle są, stanowiąc kręgosłup wspólnej polityki w kwestii bezpieczeństwa. Budują kooperację militarną państw regionalnych (kompatybilność, procedury), często sankcjonują współpracę polityczną w regionach (jak Weimarska czy przyszła Wyszehradzka Grupa Bojowa). W skali narodowej pozwalają na uzyskanie doświadczeń w planowaniu i tworzeniu zgrupowań ekspedycyjnych, dla samych żołnierzy z kolei są „pretekstem” do osiągnięcia wyższego poziomu profesjonalizmu indywidualnego czy zespołowego.
Legiony europejskiego imperium są mirażem, tak jak pokazujące się wędrowcom w Afryce widoki, głównie z myślą o tamtym kontynencie zresztą owe legiony w praktyce powstawały. Czy grudniowy szczyt UE poświęcony intensyfikacji wspólnej polityki obronnej, a w zasadzie jej tworzeniu coś zmieni? Ten raczej niewiele, procesy integracyjne postępują w Unii dłużej niż zakładają zwykle optymiści. Trudno oczekiwać by istniała wspólna polityka obronna bez (nie fasadowej) integracji polityki zagranicznej – jednego z ostatnich pól samodzielności decyzyjnej państw-członków.
(MC)