2016-03-21 10:20:58
Wojsko zweryfikuje zgłoszenia na wadliwą amunicję
Wojskowi poszukują certyfikowanego instytutu, który dokona oceny stanu technicznego wskazanych partii amunicji kalibru 120, 30 i 23 mm. W określonych typach amunicji zgłoszono nieprawidłowości.
Chodzi o dwie partie amunicji czołgowej 120x570 mm APFSDS-T-TP stosowanej w czołgu Leopard 2. W tym wypadku oczekuje się weryfikacji zarzutów związanych z rozcalaniem naboi.Dwie partie naboi ćwiczebnych 30x173 mm z pociskiem TP-T stosowanych na KTO Rosomak. A nabojach wykorzystywanych przez armatę Bushmaster stwierdzono opóźniony zapłon oraz detonacje poza komorą nabojową. Trzecim weryfikowanym typem amunicji są naboje bojowe kalibru 23 mm, chodzi o przeciwlotnicze OFZT z zapalnikiem MG-25 (odłamkowo-burząco-zapalająco-smugowy). W przypadku tego popularnego systemu chodzi o zaobserwowane pęknięcia z boku łuski. Wszystkie naboje dostarcza Siłom Zbrojnym spółka Mesko ze Skrażyska Kamiennej.
Postępowanie prowadzi 2. Regionalna Baza Logistyczna z Warszawy. Postępowanie ogłoszono 10 marca br., tylko do dziś przewidziano składanie wniosków podmiotów zainteresowanych. O wyborze wykonawcy usługi zdecyduje kryterium najniższej ceny. Badania mają być przeprowadzone do 30 czerwca br.
Szczególnie dużo w ostatnich miesiącach informacji dotyczy amunicji czołgowej kalibru 120 mm. Nagłośnienie sprawy to efekt tragicznego poligonowego zdarzenia z 17 września ubiegłego roku, który miał miejsce z udziałem załogi i czołgu Leopard 2A4 z 10. Brygady Kawalerii Pancernej. W wyniku wewnętrznego wybuchu załoga odniosła obrażenia, ładowniczy zmarł w kolejnych dniach w szpitalu. Po kolejnych, także sprzecznych decyzjach wojska o wstrzymaniu użytkowania amunicji ćwiczebnej 120 mm krajowej produkcji, doszło do kolejnego interesującego wydarzenia. Podczas realizowanych miesiąc później ćwiczeń Dragon 15, z udziałem brytyjskich czołgów Challenger oraz niemieckich Leopard 2A6, żołnierze z polskiej kompanii czołgów Leopard 2A5 z 34. BKPanc odmówić mieli prowadzenia strzelań z użyciem polskiej amunicji. Sprawa mogła okazać się międzynarodowym skandalem. Według samych żołnierzy, w zmianie ich negatywnego do zajęć nastawienia uczestniczył sam dowódca dywizji, generał dywizji Jarosław Mika.
Od tamtej pory mamy do czynienia mniej z oficjalnym przekazem dotyczącym wyjaśnieniem sytuacji, a bardziej przerzucaniem się odpowiedzialności. Wojskowym zarzucane są konkretne nieprawidłowości. Wykorzystywanie ćwiczebne amunicji poza dopuszczalny przez producenta okres użytkowania, rozhermetyzowanie tubusów z papierową przecież łuską nabojów, niedopuszczalne wielokrotne ładowanie i rozładowywanie tych samych egzemplarzy nabojów. Nieificjalnie wiadomo, że odpowiedzialny za kwestie logistyczne Inspektorat Wsparcia dopuścił się faktycznie przynajmniej niektórych nieprawidłowości.
(MC)