2016-10-13 05:56:16
USS Mason kontra pociski przeciwokrętowe
W rejonie cieśniny Bab al-Mandab doszło do kolejnego poważnego incydentu. W środę, 12 października, okręty US Navy patrolujące szlak żeglugowy w pobliżu wybrzeży Jemenu, prawdopodobnie zostały ponownie zaatakowane wystrzelonymi z lądu pociskami przeciwokrętowymi. Jak informuje agencja Reutera, USS Mason, niszczyciel rakietowy typu Arleigh Burke Flight IIA, zmuszony został do użycia swojego uzbrojenia rakietowego do odparcia ataku nadlatujących pocisków. Dzięki podjętym działaniom ani USS Mason, ani towarzyszący mu USS Ponce nie zostały uszkodzone. W chwili obecnej nie są znane charakterystyki pocisków przeciwokrętowych użytych do ataku oraz nie jest wiadomym, jakiego dokładnie uzbrojenia użył USS Mason. Nie potwierdzono jeszcze czy to okręty US Navy były rzeczywistym celem ataku.

USS Mason, bohater ostatnich starć z pociskami przeciwokrętowymi. Fot. US Navy
USS Mason wyposażony jest w zintegrowany system walki AEGIS, który pozwala na wykorzystanie szerokiego spektrum uzbrojenia przeciwlotniczego oraz przeciwrakietowego. Ciekawostką jest fakt, że razem z USS Mason operował USS Ponce, który jest zmodyfikowanym okrętem amfibijnym typu Trenton (podtyp Austin). Obecnie pełni on funkcję eksperymentalnej jednostki testującej działo laserowe LaWS o mocy 30 kW. Ta prototypowa broń obecnie posiada niewystarczającą moc do przechwytywania celów większych i bardziej odpornych od amunicji artyleryjskiej, bezzałogowych statków latających czy niewielkich łodzi.
Należy zauważyć, że to już 3 przypadek zaatakowania okrętów na tych wodach w ciągu ostatnich 2 tygodni.
1 października został zaatakowany HSV-2 Swift - okręt będący w służbie jednej z agencji rządowych Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Bojownicy Huti przyznali się do przeprowadzenia ataku na tę jednostkę przy użyciu pocisku przeciwokrętowego Noor. Jest to pocisk irańskiej proweniencji, który wywodzi się z konstrukcji chińskiego C-802. W wyniku tego zdarzenia kadłub HSV-2 został mocno uszkodzony w części dziobowej. Pomimo konstrukcji kadłuba wykonanej z aluminium, trafienie nie doprowadziło do zatopienia jednostki. Według oficjalnych komunikatów żaden członek załogi nie zginął.
W odpowiedzi na te wydarzenie, US Navy wydzieliła USS Mason oraz USS Ponce do ochrony ruchu morskiego w rejonie cieśniny Bab al-Mandab.
Jednakże już 9 października doszło do kolejnego incydentu, o którym informuje szczegółowo portal USNI News. Para amerykańskich okrętów została dwukrotnie zaatakowana przez niesprecyzowane pociski manewrujące. Po wykryciu pierwszego pocisku USS Mason otworzył ogień. Pierwszy cel prawdopodobnie został zniszczony pociskiem SM-2. Po około 60 minutach wykryto drugi zbliżający się pocisk. Ponownie otwarto ogień oraz użyto wabika Nulka. W rezultacie podjętych środków zagrożenie zostało zneutralizowane. Nie jest jasne czy drugi pocisk został zestrzelony, uległ awarii lub został ogłupiony przez środki walki radioelektronicznej. USS Mason zmuszony został do zużycia w sumie dwóch pocisków SM-2, jednego pocisku ESSM oraz pojedynczego wabika Nulka. Był to debiut bojowy pocisku ESSM, z kolei pociski SM-2 po raz pierwszy zostały użyte przeciwko przeciwokrętowemu pociskowi manewrującemu. Po tym wydarzeniu rebelianci Huti zaprzeczyli jakoby brali udział w ataku.

Uszkodzenia HSV-2 Swift po trafieniu pociskiem przeciwokrętowym. Fot. Liveleak
Można podejrzewać, że we wszystkich trzech atakach użyto pocisków Noor. Nie powinno zaskakiwać, że będący w gotowości okręt wyposażony w nowoczesny system walki oraz wystarczającą ilość efektorów, jest zdolny do neutralizacji zagrożenia płynącego ze strony relatywnie starych koncepcyjnie pocisków przeciwokrętowych.
Jest to przy okazji lekcja na przyszłość dla polskiej Marynarki Wojennej oraz MON. Jedynie okręty wyposażone w odpowiednie, wielowarstwowe systemy defensywne zdolne są do przetrwania na współczesnym polu walki. Należy pamiętać, że arsenał rosyjskich pocisków przeciwokrętowych jest dużo nowocześniejszy oraz niebezpieczniejszy od pocisków Noor.
Marcin Niedbała