2013-02-08 14:12:28
UE w akcji - Europejska Śmigłowcowa Jednostka Transportowa
Duże katastrofy naturalne czy techniczne w określonej perspektywie czasowej dotykają wszystkie kraje. Z tego rodzaju zdarzeniami w większości przypadków władze krajowe muszą od pierwszych godzin radzić sobie samodzielnie, ewentualnie liczyć na dobrą wolę państw ościennych i wsparcie z ich strony. Członkowie Unii Europejskiej przedstawiają co jakiś czas rachunki niespodziewanych zdarzeń, licząc na dodatkowe fundusze na pokrycie strat. Powódź, trzęsienie ziemi, masowy pożar czy katastrofa komunikacyjna przerasta czasem możliwości poszczególnych państw. Wiele mniejszych krajów nie ma dostatecznie licznych narodowych sił ratowniczych. A katastrofy to nie są sprawy polityczne, w takich przypadkach należałoby wykorzystać siłę i sprawdzić skuteczność samej Unii Europejskiej.
W przypadku dużych katastrof naturalnych lub technicznych istotnych jest pierwsze 48 godzin. Wówczas są największe szanse na pomoc poszkodowanym. Struktury państwa najczęściej ten czas poświęcają na zorganizowanie własnej akcji ratowniczej oraz zgrupowanie potencjału. A tymczasem uciekają cenne godziny, nim rozpocznie się zorganizowana, ponadlokalna pomoc.
Wyobraźmy sobie teraz lotnisko w centralnej Europie, bazę unijnej jednostki śmigłowców ciężkich, wyposażonej w kilkanaście wiropłatów. Struktury o wysokiej gotowości do działania, zdolnej w ciągu kilkunastu godzin skierować swoje siły do wsparcia władz narodowych w rejonach dotkniętych klęską czy katastrofą. Beneficjent otrzymałby środki techniczne do poszukiwania, transportu, ewakuacji poszkodowanych, przerzutu ratowników, przerzutu sprzętu (pożarniczego, medycznego, humanitarnego), gaszenia pożarów itp. Ludźmi - profesjonalistami w zakresie pomocy poszkodowanym narodowe systemy przeważnie dysponują, gorzej jest ze sprzętem technicznym, szczególnie tym najbardziej zaawansowanym i skutecznym. Taka jednostka potrzebuje przede wszystkim ciężkich śmigłowców klasy CH-47 czy CH-53, o ładowności około 15 ton, zasięgu do 1000 kilometrów. Są to maszyny na tyle drogie, że niedostępne dla większości krajów Unii Europejskiej, a u dotychczasowych użytkowników (Niemcy, Brytyjczycy itd.) z czasem ich flota będzie z uwagi na koszty zmniejszana.

Wspólna jednostka śmigłowcowa mogłaby stanowić przetarcie szlaków przed konkretniejszą integracją potencjałów w UE. Na zdjęciu śmigłowiec CH-47 Chinook. MO Wielkiej Brytanii.
Założenia, które zawarte są w powyższym akapicie, nie są żadnym novum. Unia Europejska udzieliła grantu w wysokości 1 mln euro na przeprowadzenie – do końca stycznia 2014 roku – pracy analitycznej pod nazwą Heli4Rescue przez organizację Fraunhofer z Monachium. Kooperantami projektu są, między innymi, producent śmigłowców Eurocopter i włoskie ministerstwo spraw wewnętrznych. Badaniu poddane mają być możliwości transportowe takiej struktury, funkcje, zarys zasad użycia i korzyści wynikające z posiadania przez UE takich środków. Szczególna uwaga zwrócona będzie na program Future Transport Helicopter, czyli projekt ciężkiego śmigłowca Eurocoptera (pewne zainteresowanie współpracą przejawia także Boeing), pomyślanego jako maszyna wojskowa dla Francji i Niemiec, choć pierwsze pojawić się mają warianty cywilne. Jest to w zasadzie jedyny tego typu projekt na naszym kontynencie (pomijamy Rosję), na którym ciężki transport śmigłowcowy zdominowany został przez produkty amerykańskie. Europa nie posiada własnego, tj. produkowanego na kontynencie, ciężkiego śmigłowca – są to maszyny wyjątkowo kosztowne i stąd liczba posiadanych w służbie jest relatywnie niewielka.
Europejska Agencja Obrony (EDA) zakłada, że FTH mógłby się zmaterializować około 2025 roku. Stąd i kooperacyjny udział Eurocoptera w programie Heli4Rescue. Fraunhofer ma przeanalizować się nie tylko możliwości FTH ale weźmie również pod uwagę rozwiązania alternatywne – bezzałogowce oraz sterowce.
Tego typu struktura ratownicza, o której mowa była na początku, predestynowana ma być do działania w reżimie kryzysowym, zatem istotne jest wypracowanie klarownych procedur podejmowania decyzji o jej użyciu. Czy umiędzynarodowienie jednostki będzie sprzyjać szybkości działania? Wymagane byłoby spłaszczenie komunikacji pomiędzy ośrodkiem politycznym (Komisja Europejska?) a dowódcą (szefem) jednostki kierującym podległych ludzi i sprzęt we wskazany rejon operacji. Tego rodzaju międzynarodowe struktury dotychczas funkcjonują w ramach stricte militarnych porozumień, czyli w naszym przypadku nie UE ale NATO, odgrywającego główną rolę militarną w Europie (jednostki wczesnego ostrzegania z samolotami E-3 oraz transportowa z samolotami transportowymi C-17 Globemaster III).
Śmigłowcowa jednostka transportowa, z maszynami pod flagą Unii Europejskiej, to szansa na uzyskanie skutecznego narzędzia kryzysowego, budującego dodatkowo tożsamość z europejską wspólnotą. Oddział, ukierunkowany na kryzysowe wsparcie, mógłby stać się ambasadorem europejskich projektów także poza naszym kontynentem. Zatem, czy byłyby to dobrze wydane miliony czy nawet miliardy euro?
Tekst: Mariusz Cielma.