2014-04-03 16:40:51
Miliony z offsetu F-16 do kosza?
Może to brzmieć jak ponury żart, ale w Polsce wszystko jest możliwe. Dziennik Zbrojny uzyskał informację, że serwis wielozadaniowych samolotów bojowych F-16C/D Jastrząb oraz przeglądy strukturalne transportowych C-130E Hercules nie muszą być zrealizowane w naszym kraju, pomimo wielomilionowych inwestycji jakie zrealizowano w Wojskowych Zakładach Lotniczych nr 2 S.A. w Bydgoszczy.
PDM pojedynczego Herculesa będzie trwać kilka miesięcy, aby się do niego przygotować należy wcześniej zamówić części - fot. Łukasz Pacholski/Dziennik Zbrojny
Od kilku lat WZL nr 2 S.A. w Bydgoszczy realizuje proces inwestycji związany z ulokowaniem offsetu uzyskanego z zakupu wielozadaniowych samolotów bojowych Lockheed Martin F-16C/D Jastrząb. Bydgoszcz miała zająć się serwisowaniem wspomnianych F-16 oraz poprzez tworzone krajowe centrum serwisowe objąć pracami średnie samoloty transportowe C-130E Hercules. W obu przypadkach mowa o ulokowaniu i posiadania w kraju zdolności do obsługi sprzętu eksploatowanego przez Siły Powietrzne. W marcu br. przedstawiciele Inspektoratu Wsparcia poinformowali zainteresowanych, że kwestia prac serwisowych odrzutowych Jastrzębi oraz przeglądów strukturalnych C-130E Hercules (PDM) nie będzie zlecona WZL nr 2 S.A. w ramach zamówienia z wolnej ręki (jako jedynej w kraju firmy o zdolnościach do realizacji tego typu usług i o podstawowym znaczeniu dla bezpieczeństwa państwa). Wojsko zdecydowało o zastosowaniu postępowania przetargowego - w ramach unijnej dyrektywy o swobodnym dostępie firm sektora obronnego w Europie.
Co oznacza to dla WZL-2 oraz dla Polski? Po pierwsze możliwym będzie realizacja tych usług poza granicami kraju - trudno wyobrazić sobie, aby kluczowym elementem udzielenia zamówienia spełniającego wymogi ustawy Prawo Zamówień Publicznych było coś innego niż kryterium najniższej ceny. W ostatnich miesiącach odnotowano już kilka tego typu rozstrzygnięć - m.in. obejmujących remonty sprzętu wojskowego należącego do Wojsk Lądowych. Samolot F-16 jest popularną maszyną w Europie. W przypadku WZL-2 ważne jest jeszcze coś innego - to właśnie w tych zakładach ulokowano fundusze i rozwinięto technologie w ramach offsetu za wielomiliardowy zakup Jastrzębi. Ewentualna porażka w przetargu będzie wiązała się z tym, że sprzęt oraz infrastruktura będzie stała niewykorzystana i w praktyce dla firmy stanie się balastem. Można narzekać na poprzedników sprzed dekady i wynegocjowany wówczas z Lockheed Martin pakiet offsetowy, trzeba jednak spojrzeć i na potencjalne konsekwencje dzisiejszych decyzji, gdy z pozyskanych możliwości suwerennie rezygnujemy. F-16 C/D Jastrząb to jedyny i nieliczny samolot polskiego lotnictwa wojskowego zdolny do funkcjonowania na współczesnym polu walki. To jeden z tych systemów, o którego gotowość w jak największym stopniu musimy zadbać sami i na miejscu, pod parasolem państwa polskiego a nie zasad o swobodnej konkurencji.
Podobne problemy dotyczą programu przeglądów samolotów C-130E Hercules. Zwykle wojsko oczekuje szybkich terminów realizacji. To, że kończy się misja w Afganistanie nie oznacza, że lotnictwo transportowe nie będzie potrzebowało sprawnych do wykonywania misji średnich samolotów transportowych. Otwarta formuła przetargu na usługę przeglądów Herculesów dodatkowo całą procedurę wydłuży. Bydgoska firma nie zdecyduje się bez posiadania kontraktu na realizację prac na ryzyko zakupu spekulacyjnego pakietów części zamiennych w Stanach Zjednoczonych, produkcja których trwa około 10 miesięcy i kosztuje ponad milion USD. Sprawa jest podobna do serwisowania F-16. Od kilku już przecież lat wiadomo, że WZL-2 stopniowo przygotowuje się do prowadzenia PDM na Herculesach, m.in. zaplanowano budowę nowego hangaru do obsługi C-130. Mając na uwadze decyzje o realizacji przetargów trudno decydować się na kolejne inwestycje. Polski przemysł obronny powinien dbać o potencjał systemu militarnego w Polsce, jest jego częścią, nie może tego jednak robić bez wsparcia administracji państwowej.
(ŁP)