2014-08-24 12:55:08
Rajd ukraińskiego batalionu na tyłach separatystów
Opisane wydarzenia to już przeszłość, jednak są na tyle interesujące, że warte przytoczenia. Batalion ukraińskiej 95. Brygady Aeromobilnej przeszedł przez tereny Donbasu opanowane przez separatystów. Upubliczniona ukraińska akcja wyjaśnia przynajmniej jedną kwestię, na dodatek pokazuje, charakter i dynamikę współczesnych działań, w których „linia frontu” w rozumieniu klasycznym nie istnieje.
Na nieformalnym portalu ukraińskiego 8. Korpusu pojawiła się rozmowa z dwoma oficerami z żytomierskiej brygady wojsk powietrznodesantowych. Nie ma nazwisk, nie ma nawet stanowisk służbowych, jest tylko informacja o dowódcach grup szturmowych, konkretne fakty chcą ujawnić dopiero „ potem, po dniu zwycięstwa”.
Działania o których mowa przeprowadził z 95. Brygady liczący 400 żołnierzy oddział o sile batalionu. Wyznaczeni do wykonania zadania zostali żołnierze-ochotnicy.
Operacja rozpoczęła się od Lisiczańska (obwód ługański), który żołnierze wyzwalali. Miasto posiadało kilka linii obrony, pozycje ufortyfikowane z rozpracowanymi sektorami prowadzenia ognia, systemem łączności i komunikacji wewnątrz pozycji. Działania nie były jednak długotrwałe, miasto zajęto szybkim działaniem i stosunkowo sprawnie (Ukraińcy informowali o tym 24 lipca), na terenie znaleziono liczne zapasy broni piechoty czy min wyprodukowanych już w Rosji.

BTR-80 z 95. Brygady Aeromobilnej, podstawowy sprzęt jednostki. Rajd batalionu pokazał specyfikę linii frontu w Donbasie, ale i skuteczność elitarnych ukraińskich jednostek. fot. vKontaktie
W tym czasie na południu obwodu ługańskiego pod silnym i skutecznym ostrzałem rosyjskim oraz separatystów znalazło się zgrupowanie czterech ukraińskich brygad (szerzej o zdarzeniu w jednym z naszych wcześniejszych tekstów) próbujące zabezpieczyć granicę państwową i tym samym odciąć separatystów od zaopatrzenia z zewnątrz. Batalion z 95. Brygady Aeromobilnej miał wykonać rajd po tyłach ugrupowania rozłamowców i wesprzeć wysiłki wojsk ukraińskich w celu ich wyprowadzenia spod ognia. Żołnierze wyruszyli. W dalszej części ukraińskiego tekstu brak konkretnych nazw geograficznych, spadochroniarze wspominają jednak, że przeciwnik musiał być zaskoczony i miał jednak słaby system łączności. Batalion musiał przebijać się przez kolejne punkty kontrolne separatystów. Znajdował się na szlaku zaopatrzeniowym do Doniecka, stąd, gdy jedna grupa szturmowa rozbijała pozycje przeciwnika, idąca za nią kolejna grupa musiała wykonywać takie zadanie ponownie. W kolejnym dniu wynikła z kolei konieczność zmiany marszruty i powrotu w to samo miejsce, i znowu musiano się przebijać. Na jednej z tras komunikacyjnych batalion pozostał przez dobę, w tym czasie w jego ręce wpadły liczny transportowany sprzęt przeciwnika. Separatyści nie byli zorientowani co dzieje się na ich tyłach. Według oficerów, ukraińska jednostka dobrze się zaopatrzyła na przejętym sprzęcie.
Batalion przeszedł z północy pomiędzy miastami Szachtarsk i Torez (musiał znajdować się kilka kilometrów od miejsca zestrzelenia Boeinga 777). W tym czasie był już mocno atakowany, głównie ogniem wyrzutni BM-21, artylerii holowanej i moździerzy. Według oficerów doświadczenie bojowe i dobre maskowanie powodowały, że nie poniesiono jednak znacznych strat od ostrzału. Najtrudniejsze zadanie było jednak dopiero przed nimi. Musieli pod ogniem postawić most pontonowy na rzece Mius (oficerowie podali 19 km jako dystans od mostu do granicy z Rosją). Wspierali ich w tym momencie żołnierze 30. Brygady Zmechanizowanej (atakowali Mjusińsk oraz dalej Krasnyj Łucz), most wspólnie budowano. Zdarzało się, że od ostrzału niszczono pontony mostu. Przez przeprawę przeszło kilkadziesiąt sztuk sprzętu oraz blisko 1000 ukraińskich żołnierzy. Tą drogą wycofano jednostki otoczone na południu obwodu ługańskiego (elementy 24., 51., i 72. BZmech).
Obaj oficerowie wypowiedzieli także kilka słów o ogólnej sytuacji na wschodzie Ukrainy. Jako przeciwnika mają profesjonalistów, potrafiących sprawnie operować wozami bojowymi, desantować się z nich, wykonywać szybką nawałę ogniową i wycofywać się. „W jeden czy dwa miesiące takich umiejętności nie pozyskali górnicy z Donbasu” - mówił jeden z nich. Bez rosyjskiego wsparcia, rebelia już dawno by upadła. Według ukraińskich dowódców, podczas rajdu jednostka miała pokonać około 500 kilometrów.
Komentarz. Do określenia „rajd” trzeba podejść z pewną rezerwą, także do owych „500 kilometrów”. W wypowiedziach oficerów pada mało nazw geograficznych, ale pobieżny pogląd na mapę pokazuje, że operacja nie mogła mieć aż takiego rozmachu. Nakreślmy ramy czasowe. Po zajęciu Lisicziańska 24 lipca batalion oczyszczał jeszcze przez pewien czas miasto, działania zakończył około 5-6 sierpnia, po wyprowadzeniu wojsk z tzw. kotła południoowego. Oddział prawdopodobnie z Lisiczańska przemieścił się w rejon opanowanego przez Ukraińców Debelcewe i w praktyce dopiero w tym miejscu rozpoczął swój rajd. W ugrupowaniu przeciwnika przebył więc w linii prostej maksymalnie 50 kilometrów, oczywiście droga była dłuższa na skutek manewrowania, o czym wspominają sami oficerowie. Ów most na rzece Mius powstał prawdopodobnie w okolicy Mjusińska opanowanego przez 30. Brygadę Zmechanizowaną. Nie jest jasne, czy wspominany rejon Szachtarsk-Torez batalion przekroczył po budowie mostu (prawdopodobne), czy wcześniej.
Działanie wydzielonego batalionu 95. Brygady Aeromobilnej tłumaczy doniesienia o obecności ukraińskiego zgrupowania na północ od Szachtarska (mylnie identyfikowanego jako 25. BPDes). Pokazuje również chrakterystykę „linii frontu” w Donbasie, która sprowadza się do kontroli miast i szlaków komunikacyjnych, stąd możliwe są tego rodzaju operacje. Podobną, na krótszym dystansie operację przeprowadził także batalion Ajdar w rejonie Ługańska. Tak należy postrzegać wszelkie mapy dotyczące konfliktu – poglądowo. Działanie batalionu z żytomierskiej brygady ma swoje reperkursje do dziś, przejście kolumny z Debalcewe na południe do chwili obecnej odnotowywane jest przez Ukraińców jako tereny opanowane, podobnie zresztą jak południe obwodu ługańskiego, zajętego od kilkunastu dni przez separatystów.
Doniesienia z ostatnich godzin wskazują na istotne przetasowania na południe od Doniecka, separatyści przeszli do kontrofensywy, co w pierwszych doniesieniach nie brzmi korzystnie dla wojsk rządowych.
(MC)