2013-04-29 15:24:24
Armia czołgów nie chce, Kongres uważa inaczej
Od dwóch lat trwa przepychanka pomiędzy amerykańskimi wojskowymi, a parlamentarzystami, dodajmy, zarówno demokratami i republikanami w sprawie kolejnych modernizacji czołgów M1 Abrams. Przez ten czas na ten cel z budżetu borykającego się z cięciami, wydano 436 mln USD.

Szef US Army, gen. Ray Odierno po raz kolejny przekonuje, że siły zbrojne pieniędzy potrzebują na inne cele a nie na czołgi. Już według wcześniejszych deklaracji, aż do 2017 roku nie planowano żadnych fabrycznych prac przy czołgach Abrams.
Problem jednak w miejscach pracy, wyborcach, czyli szeroko mówiąc polityce. Za tym idą także duże środki na lobbing. Według Center for Responsive Politics w zeszłym roku zawiadujący zakładami w Lima (główny beneficjent prac nad Abramsem), czyli lądowy oddział General Dynamics wydał na ten cel 11 mln USD.
Pomimo politycznych oporów, redukcje są prowadzone. W przeciągu kilku ostatnich lat zatrudnienie w zakładach Lima spadło z 1100 do 700 osób. W dalszym jednak ciągu jest to duży pracodawca na lokalnym rynku pracy. Dodajmy do tego szereg podwykonawców (w 2011 roku według GD było to 560 podmiotów i 18 tysięcy pracowników). Dziś sytuację ratują jeszcze prace dla Arabii Saudyjskiej (5 czołgów miesięcznie) czy Egiptu (4 wozy).
Armia twierdzi, że spośród 2400 Abramsów, blisko 2/3 wozów zostało zmodernizowanych, większość do wersji M1A2SEPv2. Więcej nie potrzebuje, modernizacja każdego z czołgów to dla budżetu 7,5 mln USD.
Poddawany jest krytyce plan wstrzymania prac na liniach produkcyjnych przynajmniej do 2017 roku. Bo kto ma utrzymać ludzi i urządzenia? Kto zadba potem o przywócenie produkcji? Trochę sarkastycznie pojawiają się komentarze, że może produkcja nowego, unowocześnionego Abramsa, przeniesiona zostanie do Chin.
(MC)
fot. General Dynamics Land System.