2014-06-25 13:33:38
Kanadyjskie Cyclone - porozumienie zawarte, kontrowersje pozostają
Choć 18 czerwca bieżącego roku poinformowano o zawarciu porozumienia między firmą Sikorsky Aircraft Corporation, a kanadyjskim rządem, dotyczącego realizacji notującego wieloletnie opóźnienia kontraktu na dostawy śmigłowców CH-148 Cyclone, to nie milkną jednak kontrowersje dotyczące wspomnianego programu.

Kanadyjski kontrakt na zakup smigłowców CH-148 jest jednym z najlepszych przykładów na to, jak skomplikowana może okazać się realizacja dostaw smigłowców ZOP. Fot. CBS.
Zgodnie z informacjami kanadyjskich mediów, kanadyjski rząd miał przystać na szereg ustępstw jeśli chodzi o wymagania taktyczno-technicze stawiane przed CH-148. Najważniejszym i najszerzej komentowanym ze wspomnianych ustępstw jest zgoda na rezygnacje z wymogu posiadania przez śmigłowiec zdolności do lotu przez co najmniej 30 minut po utracie oleju z przekładni głównej. Sprawa w tym przypadku jest o tyle drażliwa, że utrata oleju z przekładni głównej doprowadziła w przeszłości (2009 rok) do tragicznej w skutkach katastrofy cywilnego odpowiednika CH-148, smigłowca S-92, nalezacego do obsługującej platforemy wiertnicze firmy Cougar Helicopter. W wyniku katastrofy zginęło 18 osób. W konsekwencji Canadian Transportation Safety Board zaleciła m.in. aby wszytskie śmigłowce tej klasy (nie tylko S-92) posiadały możliwość kontynuacji lotu przez 30 minut po utracie smarowania przekładni głównej. Komentujący zarzuty mediów przedstawiciele RCAF oraz Ministerstwa Obrony mieli zapewniać, że "całkowita utrata oleju z przekładni jest praktycznie niemożliwa", a "RCAF nie zaakceptuje ani nie będzie wykorzystywać staktow powietrznych, których eksploatacja jest niebezpieczna dla załóg". Nie rozwiało to jednak obaw komentatorów.
Pozostałe ustępstwa mają dotyczyć wymogu mozliwości zabezpieczenia w czasie loty tylnej rampy w kilku położeniach, komfortu załogi w czasie operacji prowadzonych przy wysokich temperaturach otoczenia, możliwości samodzielnego startu w bardzo niskich temperaturach, ergonomii kokpitu, możliwości automatycznego zrzutu tratw ratunkowych w sytuacjach awaryjnych, czy też rozmieszczenia uchwytów wykorzystywanych w czasie prac serwisowych. Zdaniem rzecznika kanadyjskiego Ministerstwa Obrony ustępstawa te nie wpływają jednak na możliwości smigłowca i nie stanowią niebezpieczeństwa dla załogi. Mimo to, można jednak odnieść wrażenie, że kanadyjski resort obrony robi jednak w tym przypadku dobrą minę do złej gry. Kanadyjskie Sea Kingi wymagają bowiem praktycznie natychmiastowego zastąpienia, co stawia RCAF i Ministerstwo Obrony pod scianą.
(MG)