Serwis używa cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zapoznaj się z polityką prywatności.
zamknij   

szukaj

2012-03-30 03:50:52

Profesjonalizacja na trzy

     Na swoich stronach internetowych Najwyższa Izba Kontroli (NIK) przedstawiła raport pokontrolny stanu profesjonalizacji Sił Zbrojnych RP na przykładzie wybranych jednostek wojskowych. Badanie przeprowadzono biorąc pod uwagę okres od 1 stycznia 2008 roku do 31 grudnia 2010 roku (oraz przedsięwzięcia przed jak i po tym okresie mające wpływ na kondycję wojska we wspomnianym czasie). Jest to ciekawy przyczynek do zorientowania się na temat kondycji wielu elementów, często sztandarowych (profesjonalizacja, Narodowe Siły Rezerwowe) realizowanych w Wojsku Polskim.

   Dlaczego trzy? Według metodyki oceniania kontrolowanych instytucji w NIK przyjęto cztery klasyfikacje-oceny: negatywna, pozytywna z nieprawidłowościami, pozytywna z uchybieniami, pozytywna. Przyswajając tą klasyfikację do szkolnych standardów otrzymujemy skalę ocen od przysłowiowej „dwójki” do „piątki”. NIK ocenił na trójkę działalność Ministra Obrony Narodowej (i podległych mu instytucji typu MON czy Sztab Generalny WP).

   Kontrola nie objęła całości Sił Zbrojnych, jak wskazano w tytule odbyło się to na przykładzie wybranych jednostek organizacyjnych. Zbadano Ministerstwo Obrony Narodowej (i SzGenWP), 2 brygady (21. Brygada Strzelców Podhalańskich, 34. Brygada Kawalerii Pancernej), bazę lotniczą (32. Baza Lotnictwa Taktycznego), flotyllę okrętów (8. Flotylla Obrony Wybrzeża), 4 pułki (5. pułk inżynieryjny, 5. pułk artylerii, 56. pułk śmigłowców bojowych, 69. pułk przeciwlotniczy), 2 bataliony (18. batalion powietrznodesantowy, 5. batalion dowodzenia), 2 ośrodki szkolenia poligonowego (Nowa Dęba i Żagań), 2 sztaby wojewódzkie (Poznań, Szczecin). Warto wspomnieć, że nie wszyscy ocenieni zostali identycznie. WSzW ze Szczecina otrzymał piątkę, kilku dowódców natomiast trójki: MON, 18. batalion, 69. pułk, 5. pułk artylerii i 8. Flotylla Obrony Wybrzeża. Na szczęście dwójek nie zanotowano.

Przepisy

   Podkreśla się bardzo szybkie przeprowadzenie profesjonalizacji, czyli w głównej mierze reformy polegającej na zastąpieniu żołnierzy służby zasadniczej (pobór) ochotnikami. Chociaż pierwsze prace w tym temacie rozpoczęto jeszcze w 2006 roku, początkowo planowano przeprowadzenie profesjonalizacji w latach 2010-2012 a nawet 2010-2018. Potem wraz z nową ekipą polityczną (powody były nie tylko polityczne o czym dalej) nastąpiło znaczne zdynamizowanie przedsięwzięć. Przystosowanie podstawowego prawa polegało głównie na nowelizacji ustawy o powszechnym obowiązku obronnym (z 1967 roku), o służbie wojskowej żołnierzy zawodowych (z 2003 roku), ustawy o zakwaterowaniu SZ RP (z 1995 roku) oraz uchwalenia ustawy o dyscyplinie z 2009 roku.

   Do przepisów głównych MON miał opracować rozporządzenia, zarządzenia i decyzje (dokumenty wykonawcze), które winny pojawić się w obiegu prawnym w dniu wejścia ustaw w życie. By płynnie zrealizować uzawodowienie WP należało wprowadzić 140 takich aktów. Aż 51 z nich weszło w życie z opóźnieniem rzędu 1,5 – 21 miesięcy. Powodem głównym był hurraoptymizm, okazało się, że dwa lata to zbyt krótki czas na przygotowanie prawne takiej reformy, dodatkowo w wielu wypadkach zastosowano rozbudowaną procedurę legislacyjną.

    Istotnym dokumentem dotyczącym opisywanej tematyki był Program profesjonalizacji Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej na lata 2008-2010 przyjęty przez Radę Ministrów 5 sierpnia 2008 roku.

    Procesem profesjonalizacji WP w MON zajmował się głównie sekretarz stanu Czesław Piątas (swoją drogą Szef Sztabu Generalnego WP do 2006 roku).

Zawodowcy w miejsce poborowych

   Operacje zagraniczne Wojska Polskiego w Iraku i Afganistanie dobitnie wykazały problem z organizowaniem kontyngentu w przypadku, gdy duża część armii pochodzi z poboru, również coraz trudniej było mówić o interoperacyjności WP i NATO w przypadku, gdy Pakt w coraz większym stopniu stawiał na profesjonalizm. Kilkumiesięczna służba ukazywała przepaść wyszkolenia naszego żołnierza z tym sojuszniczym operującym na teatrze czy po prostu na poligonie. W grudniu 2008 roku dotychczasowe stanowiska szeregowych służby zasadniczej zastąpiono stanowiskami szeregowych zawodowych. Wymusiło to wprowadzenie pewnych tymczasowych rozwiązań, wszak ci pierwsi jeszcze w armii służyli. Ostatni pobór z grudnia 2008 roku objął blisko 1800 mężczyzn, w tym blisko połowa stawiła się ochotniczo.

   Trochę liczb. 1 stycznia 2008 roku WP liczyło 130321 żołnierzy, 30 kwietnia 2011 roku 97714 żołnierzy. Spadek bardzo poważny, bo 25%. Poszczególne Rodzaje Sił Zbrojnych posiadały: Wojska Lądowe – 46861 żołnierzy (spadek o 24%), Siły Powietrzne – 17154 (spadek o 25%), Marynarka Wojenna – 7853 (spadek o 24%). Jedyny wzrost zaliczyły rozwijane Wojska Specjalne, do 1938 żołnierzy (wzrost o 52%). W przypadku podziału na korpusy osobowe wyglądało to następująco na dzień 1 stycznia 2008 (30 kwietnia 2011) – oficerowie – 24182 czyli 19% całości (20943 czyli 21%), podoficerowie -42687 czyli 33% (38610 czyli 40%), szeregowi – 61243 czyli 47%(35849 czyli 37% i tylko zawodowi i nadterminowi), kandydaci do służby – 2119 czyli 2% (2312 czyli także 2%). Na chwilę obecną profesjonalizacja spowodowała z powodu zawieszenia poboru dalsze pogłębienie się odwróconej piramidy szarż, czyli spadek liczby szeregowych. Na dodatek w 2011 roku odeszło ze służby wielu szeregowych zawodowych po zakończeniu maksymalnie dozwolonych 12 lat pracy na kontraktach. Według programu na lata 2009-2018 stosunek korpusów ma wyglądać następująco: oficerowie – 18%, podoficerowie – 37%, szeregowi – 42%.

W Polsce jak w Stanach, rezerwista może obsługiwać F-16, szkoda tylko, że u nas to sytuacja wymuszona.

    Jednak zawodowstwo to nie tylko plusy. Główną reperkusją odejścia od systemu służby poborowej (ostatnich 150 żołnierzy zakończyło służbę w sierpniu 2009 roku) na rzecz zawodowej był wykazany duży spadek stanów liczbowych żołnierzy. Teoretycznie wszystko było w porządku. Według dokumentów MON założono wówczas armię 100 tysięczną, ten niewielki niedobór tłumaczyć można było naturalną fluktuacją. Taki spadek liczebny w praktyce spowodował znaczny spadek faktyczny żołnierzy w oddziałach powodując ich znaczny niedobór co niosło za sobą wiele nieprawidłowości. Uzawodowienie oraz realizowany jednocześnie program reorganizacji struktury, etatów oraz rozformowywania/przeformowywania jednostek powodował, że ogólna liczba żołnierzy była na odpowiednim poziomie, ale w praktyce znajdowali się oni na wielu nieodpowiednich stanowiskach. W takiej sytuacji przemieszczanie żołnierzy pomiędzy jednostkami musi zająć trochę czasu. Największy deficyt występuje z korpusem szeregowym, w wielu jednostkach ich liczebność to w granicach do 50% etatu (np. 34. Brygada tylko 22%, 5. pułk artylerii – 37%) i tylko niekiedy blisko docelowego (18. batalion – 90%, 56. pułk – 87%). Małe stany ewidencyjne a taki sam stopień zadań wiąże się z licznymi nadgodzinami jakie występują w poszczególnych jednostkach. Liczone są one już w dziesiątkach tysięcy (w 2010 roku w 32. Bazie 20837 nadgodzin). Żołnierze nie mają kiedy ich odebrać, jeżdżą na misje, wykonują zadania poligonowe, uroczystości patriotyczne to najczęściej weekendy, występuje permanentny brak ludzi. We wspomnianej 32. Bazie personelu technicznego było na jedną ośmiogodzinną zmianę, a zabezpieczenie lotów musiano zapewnić na 2-3 zmiany. Zresztą samo wojsko w niektórych aspektach nam się trochę rozleniwiło. Raz do roku każdy żołnierz powinien przejść sprawdzian fizyczny (w okresie maj-czerwiec). Teoretycznie, gdy dwa razy się nie stawisz powinieneś pożegnać się z armią. Ale od czego jest znana instytucja o nazwie lekarz i zwolnienie. W 2009 roku do sprawdzianu nie przystąpiło 8,8% żołnierzy, w 2010 już 11,6% - to przecież 10 tysięcy żołnierzy i żołnierek.

   Zwraca się również uwagę, że uzawodowienie spowodowało problemy w wypełnianiu zadań mobilizacyjnych. Z każdym rokiem rezerwowe zasoby osobowe maleją, a te które pozostają w coraz większym stopniu tracą swój potencjał.

Narodowe Siły Rezerwowe

   W skrócie można podsumować jako niewypał i zapchajdziura. Prócz 100 tysięcy żołnierzy zawodowych mieliśmy posiadać 20 tysięcy ochotników Narodowych Sił Rezerwowych. Początkowo te 20 tysięcy miało pojawić się do końca 2010 roku, potem przedłużono tą datę na koniec 2011 roku. W założeniu miały to być rezerwy personalne dla wojska w sytuacjach kryzysowych, czy wzmocnienia pododdziałów w przypadku wysyłania ich za granicę. Nie jest to następca dotychczas funkcjonujących rezerw mobilizowanych a uzupełnienie i wzmocnienie potencjału armii na konflikt graniczny czy operacje ekspedycyjne. A struktura naszej armii raczej odwrotnie, przygotowana jest do wchłonięcia rezerw ludzkich i stworzenia armii masowej. Mała sprzeczność.

   W związku z brakami kadrowymi w jednostkach, ochotnikami z NSR wypełnia się wakaty w etatach dla żołnierzy zawodowych. Żołnierze zostali rozrzuceni po poszczególnych pododdziałach czy pionach. Co jest pewnym kuriozum. Nie dość, że blokowany jest etat w przypadku, gdy znajdzie się żołnierz zawodowy z kwalifikacjami na dane stanowisko to zatraca się samą ideę NSR. Jak to wygląda niech posłużą poniższe przykłady: w 18. batalionie dla NSR było stanowisko szefa logistyki, szefa taktycznego zespołu kontroli powietrznej, głównego księgowego a w 32. Bazie takie jak technik samolotu wielozadaniowego, asystent kontrolera precyzyjnego podejścia, dowódca klucza, szef sekcji w Zespole Wsparcia. Trudno chyba przyznać, że wpływa to efektywnie na funkcjonowanie całej struktury.

   Pozyskiwanie ochotników do NSR kuleje na całego. Zamiast sił rezerwowych stały się dla większości przyjętych pierwszym krokiem do zawodowej służby wojskowej. Kilka tygodni temu MON zatwierdził przeniesienie 4 tysięcy żołnierzy NSR do służby liniowej. Dla mnie to jasna oznaka kryzysu a nawet załamania się całej koncepcji. Ci co już się zgłosili w sposób nieliczny wypełniali założone stany osobowe NSR. Do 30 grudnia 2011 roku ochotników-rezerwistów było 13395 żołnierzy (67% planowanych).

   Chętnych nie ma i nie było z powodu obawy o reakcję podstawowego pracodawcy, brak argumentów finansowych za oraz słabej i nietrafionej kampanii promocyjnej programu.

Jak szkolić zawodowców

   Żołnierze ochotnicy, z założenia mający służyć w wojsku kilka-kilkanaście lat wymagają rozbudowanego, specjalistycznego i odmiennego od żołnierza przywdziewającego mundur na miesiące systemu szkolenia.

   I MON znowu się nie popisał. Według NIK opóźnienia w opracowaniu nowych systemów szkolenia sięgały 8-11 miesięcy. Termin ten liczony jest od 31 października 2008 roku, który wyznaczył SGWP.

  Skutkowało to szkoleniem żołnierzy według starego systemu co musiało powodować ich frustracją potęgowaną dodatkowo częstą zmianą przydziałów a tym samym kilkakrotnym powtarzaniem tych samych programów a pomijaniem innych. Entuzjazm, zaangażowanie i ekonomia były marnotrawione.

   Za duży plus uznaje się wprowadzenie nowych programów strzeleckich zdecydowanie poprawiających wymagania oraz uwzględniających nowe typy uzbrojenia. Nie zadbano jednak o aktualizację norm szkolenia z użyciem części sprzętu wojskowego. W marcu 2011 roku aktualne były normy dla zawodowców w Wojskach Pancernych i Zmechanizowanych, Wojskach Obrony Przeciwlotniczej, Wojskach Rozpoznania i Walki Elektronicznej, na ukończeniu były normy dla Wojsk Aeromobilnych. Natomiast w Wojskach Rakietowych i Artylerii posługiwano się dokumentami z 2006 roku, Wojskach Chemicznych z 2007 a w inżynieryjnych …...z 1993 roku.

 

Wojsko w niewielkim stopniu wykorzystuje symulatory i sprzęt treningowy, na dodatek często niesprawny. Na zdjęciu transport tarcz na stanowiska, wygląda skromnie, ale takie też jest WP, dodam, że sam system oceny strzelań w tym ośrodku jest w pełni zautomatyzowany.

     Na szkolenie wojsk bardzo duży wpływ miał kryzys finansów państwa z jakim mieliśmy do czynienia kilka lat temu. Tym sposobem w 2008 roku zablokowano w budżecie MON wydanie 3,4 mld PLN (ponad 14% budżetu) a w 2009 kolejnych 1,74 mld PLN. Zamiast ustawowych 1,95% PKB liczonych z zeszłego roku, na obronność faktycznie było to w 2008 1,64% PKB, w 2009 z kolei 1,81% a w 2010 1,88% PKB. Brak tych miliardów najprościej było zaoszczędzić poprzez wydatki szkoleniowe.

    Przykładowo w 2009 roku pełne zabezpieczenie szkoleniowe otrzymały jednostki wyjeżdżające na misję, szkoły, centra i ośrodki poligonowe oraz wchodzące w skład tzw. Tabeli Sił NATO, łącznie było to 40% Sił Zbrojnych. Pozostałe 60% szkoliło się tylko w stopniu niezbędnym dla podtrzymania nawyków i umiejętności. Przykładowo lotnicy z Brygady Lotnictwa Marynarki Wojennej w 2009 roku otrzymali 80% niezbędnego do szkolenia paliwa lotniczego, w roku kolejnym tylko 68%. Bardziej obrazowe będą dane statystyczne porównujące zużycie środków materiałowych u nas i w państwach NATO. Kierowca czołgu czy BWP w latach 2008-2010 przejeżdżał średnio 200/140/150 km a na Zachodzie 600 km, działonowy czołgu T-72/PT-91 strzelał odpowiednio 10/7/14 pocisków armatnich - na Zachodzie 35, obsługa armatohaubicy 152 mm Dana wystrzeliła odpowiednio 10/27/27 pocisków a na Zachodzie 60, pilot Mi-24 wylatał 50/50/68 godzin w powietrzu, a jego odpowiednik na Zachodzie 120. Dodajmy do tych liczb jeszcze, że u nas w sposób śladowy wykorzystuje się symulatory.

   Brak symulatorów, a dodatkowo jego niesprawność (o czym dalej) powodowała bardzo duże zużycie się zasadniczego sprzętu i uzbrojenia wojskowego na co nakładał się jeszcze jego wiek. Sprzęt zużyty w 51-75% stanowił w 2008 (2010) – 14% (26%) stanu, zużyty w 76-100% stanowił 20% (31%), całkowicie zużyty według norm 30% (15%). Widać w sposób czytelny jaki nawis remontowy powstał w parku SZ RP. Środków na remonty było z kolei zdecydowanie mniej niż potrzebowano, zaspokajały one 48% potrzeb. W budżecie starano się temu zaradzić poprzez przyrost finansów na te cele, jednak zapóźnienia były wieloletnie. W 2009 roku zabezpieczono na ten cel 367 mln PLN (17,5% zapotrzebowania) a w roku kolejnym aż 1,123 mld PLN (49,5% potrzeb).

   Ówcześnie Wojsko Polskie stacjonowało w 112 garnizonach. Podstawowe zabezpieczenie w szkolenie strzeleckie zapewniało tylko 56% z nich. Żołnierze z pozostałych musieli jeździć na strzelnice odlegle o 10 do 125 kilometrów od miejsca stałej dyslokacji. Zresztą MON nie opracował metodyki oceniania kosztów szkolenia. Trudno w takim wypadku mówić o podejmowaniu racjonalnych pod względem ekonomicznym decyzji – aktualnie MON nad tym zagadnieniem pracuje, ale co robiono przez te wszystkie lata?

   NIK skrytykował część decyzji MON o przekazywaniu poligonów z zarządu resortu pod instytucje cywilne. Są one niekorzystne pod względem zapewnienia szkolenia oraz ekonomicznym. W tym konkretnym badaniu podano przykład kompleksów Lipa i Radomyśl (ośrodek Nowa Dęba). Przekazanie tych terenów uniemożliwiało choćby ćwiczenie przepraw wodnych przez San a jednocześnie zmuszało MON do wydania min. 15 mln PLN na zabezpieczenie saperskie tych areałów przed przejęciem przez Lasy Państwowe (koszty tylko przy penetracji gruntu na głębokość do 30 cm, cywile żądali do 1 metra). Ostatecznie z pomysłu się wycofano.

   Wojsko tak nie wie jakimi systemami szkolno-treningowymi, w jakiej liczbie i w jakim stanie dysponują jednostki. Wynika to z tego, że w wojsku jest 25 baz danych, zapewne nie połączonych ze sobą. A jaki jest stan tych systemów, napiszmy. W 2010 roku Zarząd Szkolenia SGWP stwierdził, że w 7. Brygadzie OW niesprawne są 2 z 4 urządzeń treningowych Ortles-3/-3M, 2 z 8 symulatorów strzelań dla BWP Czantoria-2. W elitarnym 1. pułku specjalnym komandosów (teraz JW Komandosów) niesprawny był jedyny symulator PLS-1P Czantoria, oba urządzenia do nauki celowania TCW-97 Cyklop, wszystkich 5 podnośników figur PPL-2A/P, 20 z 30 typu PPL-2A, 12 z 21 typu PPL-2A WSB-04. W przypadku pułku z Lublińca wytłumaczenie na temat stopnia niesprawności może następujące – być może oni i tak tego nie używali, a że na stanie było....

   MON pozyskanie nowoczesnych symulatorów i trenażerów traktuje jako priorytet. Jedna liczba za raportem NIK. W 2010 roku (czyli w zasadzie po kryzysie) przeznaczono dodatkowo na ten cel 71,6 mln PLN, ale faktycznie udało się wydać tylko 16,4 mln PLN (23%).

Gdzie mieszkać?

   Problem nie tyczy się tylko mieszkań dla żołnierzy ale również bazy koszarowej i generalnie infrastruktury w jednostkach. Co tu dużo pisać, jest ona mocno wyeksploatowana przez co i kosztochłonna. W 2009 roku zapotrzebowano na remonty 2,7 mld PLN, otrzymano 1,5 mld (55%). Sytuacja taka powoduje pogłębiającą się zapaść w zasobach infrastruktury. Dużą część kwot i tak skierowano na przystosowanie koszarowców i sieci sanitarnej na potrzeby internatów dla żołnierzy zawodowych. Na ten cel w 2008 roku wydatkowano 67,7 mln PLN, w 2009 już 242 mln i w 2010 kolejne 235 mln PLN. Daje to ponad 0,5 mld PLN do rachunku profesjonalizacji armii. Oczywiście pośrednio, budynki i tak trzeba byłoby w końcu wyremontować nawet w przypadku gdyby korzystali z nich dalej tylko żołnierze z poboru.

Blisko połowa używanego sprzętu jest zużyta w ponad 75%, a zadań wcale nie jest mniej.

    Kolejnych 647 mln PLN wydano w latach 2008-10 na budowę mieszkań i modernizację osiedli wojskowych dla szczęśliwych posiadaczy służbowych „M”. Na koniec 2010 roku na lokum czekało 35819 żołnierzy, gdybyśmy dodali ich rodziny uzbierało by się na średnie według polskich standardów miasteczko. Część z nich w kolejnych latach otrzymało mieszkania (1400) lub miejsca w internatach (prawie 15 tysięcy). Sytuację mieszkaniową wspomogła decyzja MON z 1 lipca 2010 roku o świadczeniu mieszkaniowym. Na pewno atrakcyjna dla żołnierzy i zapewniająca im komfort służby, ale będąca również sporym obciążeniem dla budżetu. Kwartalnie są to kwoty rzędu 80-90 mln PLN, suma ta to wypłaty dla ponad 30 tysiący żołnierzy. Wielu z nich korzysta z tego świadczenia rezygnując z lokum w internacie, ich prawo.

Kto teraz pilnuje płotu

   Ci co byli lub znali wojsko z poboru dużą cześć swojej służby poświęcili na porządkowanie terenów wojskowych czy zadania bojowe typu warta. Czasy się zmieniły, również i te dwie funkcje.

   Zwraca się uwagę na niekorzystne zawieranie umów z firmami utrzymania czystości a tym samym duże dolegliwości. Pada przykład 18. batalionu i odśnieżania ciągów komunikacyjnych w terminie 24 godzin od zgłoszenia, w przypadku parkingów itp. nawet 2 dni licznych od zgłoszenia. Chciałbym zobaczyć stoicki spokój mieszkańców cywilnego osiedla w takiej sytuacji.

   Żołnierz ma również wypełniać swój obowiązek, ale nie koniecznie pilnować przysłowiowego „płota”. W 2006 roku w WP było 3853 żołnierzy w tzw. etatowych pododdziałach ochrony, 4899 osób w oddziałach wart cywilnych oraz 654 pracowników ochrony z firm zewnętrznych. W 2010 roku z racji odejścia wojska od tych zadań proporcje zdecydowanie się zmieniły. W pododdziałach ochrony było już tylko 1112 żołnierzy, w OWC 4477 osób natomiast w SUFO (firmy zewnętrzne) – 3714 pracowników. Żołnierzy zastąpili więc ochroniarze. Ciekawie przedstawiają się miesięczne koszty utrzymania jednego posterunku. W 2010 roku ten „żołnierski” kosztował 29870 PLN (w 2008 dla żołnierza z poboru ponad 25 tysięcy), „kruków” 21780 PLN a cywilny 16740 do 27900 PLN (stawki zależne od regionu). Wzrost kosztów ochrony to tylko jeden problem. Drugim jest ograniczanie kosztów przez firmy zewnętrzne. Dążą one do ograniczania posterunków osłabiając tym samym poziom ochrony (nie idzie za tym wsparcie techniczne w postaci np. kamer). W raporcie NIK pada przykład jednej z jednostek (nie podano o którą chodzi). Za „wojska” warta liczyła 46 ludzi plus pluton alarmowy, gdy wojsko odeszło cywilów ten sam obiekt pilnuje tylko 22. Znając potencjał firm ochroniarskich raczej nie chodzi tu o ponad przeciętny potencjał cywilnych wartowników. Pojawia się również zarzut, że w praktyce dowódca ochranianej jednostki/instytucji nie ma wpływu na działalność firm zewnętrznych którym zlecono te zadania.

   MON ocenił, że zamiana posterunków wojskowych na cywilne kosztować będzie 1,5 mld PLN w latach 2009-2018.

Bilans księgowego

   Na lata 2008-2010 przeznaczono na profesjonalizację 3,77 mld PLN. Gros z tego (3,6 mld PLN) przypadło MON. Wydano 3,153 mld PLN więc wydawać by się mogło, że zaoszczędziliśmy 446 mln PLN. Nic bardziej mylnego. Mniej wydaliśmy bo mniej udało się zrealizować. Przypomnijmy sobie porażkę programu NSR (13 zamiast 20 tysięcy ochotników), wyliczmy niższy stan liczebny armii (średnio o 2-2,5 tysiąca), niższą o 591 mln PLN (!) waloryzację uposażeń, niższe wydatki na inwestycje w ośrodki szkoleniowe (175 mln zamiast min. 720 mln PLN), niższe koszty promocji NSR (11 zamiast 26 mln PLN).

   Jeśliby zsumować koszty wskazane w raporcie NIK otrzymalibyśmy nie oszczędność a wydatek rzędu 4,5 mld PLN (ostrożne moje podsumowanie). Prawdę o kosztach uzawodowienia i tak dopiero poznamy.

   Po lekturze raportu NIK raczej trudno moim zdaniem o optymizm. Wojsko Polskie to 100 tysięcy ludzi a nie 3 tysiące na misjach. Zapewnienie naszej armii zawodowców pełnego profesjonalizmu (od szkolenia po sprzęt i socjal) to jeszcze naprawdę daleka droga. Na pewno nie dla jednego ministra, nawet pewnie nie dla historii jednej partii.

   Tekst napisano w zdecydowanej większości w oparciu o wspomnianą na wstępie kontrolę NIK. Do treści dodano niektóre własne opinie.

Opracował: Mariusz Cielma

Zdjęcia:autor.




Rejestracja

Funkcja chwilowo niedostępna

×

Logowanie

×

Kontakt

×
Ponad 4,8% PKB na obronność Polski w 2026 roku

Ponad 4,8% PKB na obronność Polski w 2026 roku

W dniu 30 września br. do Sejmu RP wpłynął przygotowany przez Radę Ministrów projekt ustawy budżetowej na 2026 rok. Zaplanowano w nim dochody budże...

więcej polecanych artykułów