Serwis używa cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zapoznaj się z polityką prywatności.
zamknij   

szukaj

2012-11-12 17:35:33

Dyslokacja Marynarki Wojennej – odwrócona piramida

     Po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku, Polsce przypadła licząca 140 kilometrów morska linia brzegowa (wraz z Półwyspem Helskim). Wyboru nie było, okręty Marynarki Wojennej zgrupowano więc w Pucku, a po zbudowaniu Gdyni – na Oksywiu. Portem wojennym na czas konfliktu miał być również Hel. Po zakończeniu II wojny światowej, na skutek decyzji politycznej mocarstw, sytuacja diametralnie się zmieniła – granica morska liczyła już ponad 500 kilometrów (a łączna długość wybrzeża blisko 800 kilometrów). Zasadnicze siły MW zorganizowano początkowo w dywizjony i brygady okrętów, podporządkowane dowództwom rejonów obrony, później potencjał okrętowy marynarki naszego kraju zgrupowano w trzech powstałych w latach 1965-1971 flotyllach: jednej operacyjnej (3. Flotylla Okrętów bazująca w Gdyni – początkowo dywizjon niszczycieli, dywizjon okrętów podwodnych, dwa dywizjony kutrów rakietowo-torpedowych) i dwóch obrony wybrzeża (8. Flotylla Obrony Wybrzeża ze Świnoujścia z jednostkami desantowymi oraz trałowcami oraz 9. Flotylla Obrony Wybrzeża z Helu wyposażona w trałowce i ścigacze okrętów podwodnych). Siły operacyjne funkcjonowały w ramach Zjednoczonej Floty Bałtyckiej Układu Warszawskiego, tworzonej na bazie Floty Bałtyckiej ZSRR, Marynarki Wojennej Polski oraz MW Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Do współpracy w ramach sojuszniczego zgrupowania przeznaczona była przede wszystkim 3. Flotylla Okrętów. Flotylle Obrony Wybrzeża z kolei, oprócz jednostek desantowych miały przede zabezpieczyć funkcjonowanie żeglugi w rejonie polskiego wybrzeża (trałowce, ścigacze i kutry ZOP) – odpowiednik Obrony Terytorialnej Kraju.

    Była to przemyślana dyslokacja, nie opierająca się tylko na przesłankach historycznych. W głębi własnego ugrupowania operacyjnego dochodziło do rozwinięcia Floty Bałtyckiej (głównie Bałtyjsk) i 3. Flotylli Okrętów z nieodległej przecież Gdyni (w linii prostej mniej niż 100 kilometrów). W przypadku realizacji zadań desantowych, polskie zgrupowanie (7. Dywizja Desantowa plus 15. Dywizja Zmechanizowana w drugim rzucie operacyjnym) nie było narażone na silne przeciwdziałanie ze strony okrętów i lotnictwa przeciwnika. Dystans do przewidzianego dla Frontu Polskiego teatru działań (w przypadku desantu morskiego była to Dania) z rejonu Świnoujścia wynosił około 200 kilometrów, czyli 110 mil morskich co oznaczało 12 godzin marszu z prędkością około 10 węzłów.

    Po 1990 roku czasy się zmieniły, jednak przez wiele lat polska Marynarka Wojenna funkcjonowała w ramach swoich głównych założeń organizacyjnych w zasadzie bez zmian: 3. i 9. Flotylle w Gdyni i na Helu oraz 8. Flotylla w Świnoujściu. Diametralnie jednak zmieniła się nasza sytuacja geostrategiczna – po przystąpieniu Polski do sojuszu Północnoatlantyckiego w 1999 roku (a w praktyce nawet wcześniej, od 1991 roku, od momentu sprecyzowania naszych pierwszych założeń strategii obronnej, zakładającej samodzielną obronę kraju) zmienił się nasz potencjalny przeciwnik. Dotychczasowy sojusznik, Związek Radziecki, osłabiony i przeistoczony w Federację Rosyjską, stał się naszym największym potencjalnym zagrożeniem w regionie Morza Bałtyckiego (i nie tylko). Jednak dopiero w 2006 roku została rozwiązana 9. Flotylla Obrony Wybrzeża, a gros jej oddziałów i zadań przejął związek taktyczny z Gdyni. Aktualnie pod względem organizacyjnym siły okrętowe Marynarki Wojennej są zorganizowane następująco:

  • 3. Flotylla Okrętów: Dywizjon Okrętów Bojowych, Dywizjon Okrętów Podwodnych, Dywizjon Okrętów Wsparcia, 13. Dywizjon Trałowców, Grupa Okrętów Rozpoznawczych;

  • 8. Flotylla Obrony Wybrzeża: 2. Dywizjon Okrętów Transportowo-Minowych, 12. Dywizjon Trałowców.

    O ile w czasach Układu Warszawskiego, gros naszych zasadniczych sił morskich zgrupowane było w głębi obszaru działań, co niosło za sobą zaletę zabezpieczenia przynajmniej części okrętów przed nagłym atakiem, o tyle dziś większość tego co jeszcze stanowi potencjał nawodny i podwodny MW, znajduje się około 100 kilometrów od bazy potencjalnego przeciwnika – rosyjskiej Floty Bałtyckiej – Bałtijska. Przy braku możliwości skutecznej obrony powietrznej w rejonie Trójmiasta (nie łudźmy się, że dywizjon trzech zespołów ogniowych Newa-SC zdoła skutecznie ostrzelać lotniczą grupę uderzeniową przeciwnika – wszak zespoły są jednokanałowe...), po pozbawieniu Marynarki Wojennej własnej eskadry samolotów myśliwskich i bardziej niż skromnym potencjale lotniczym Sił Powietrznych (eskadra myśliwskich MiG-29, operująca z rejonu Malborka czy nawet Świdwina i Mirosławca), narażamy naszą flotę na szybkie i zaskakujące zniszczenie, a przynajmniej zablokowanie w rejonie Zatoki Gdańskiej. Nawodne zespoły okrętów z 3. Flotylli w celu realizacji zadań, powinny wypłynąć na pełne morze ale należy pamiętać o pewnej „przeszkodzie terenowej” jaką jest Półwysep Helski.

Przeciwnik – Flota Bałtycka

    Potencjał Floty Bałtyckiej, pomimo dużych zaniedbań w ciągu ostatnich 20 lat, jest znaczny i można się spodziewać, że w przyszłości będzie szybciej przyrastał niż nasz krajowy. Aktualnie FB zgrupowana jest w dwóch podstawowych bazach: Bałtyjsku oraz w Kronsztadzie (rejon Sankt Petersburga).

    W Bałtyjsku znajdują się dwa niszczyciele projektu 956A, dwie fregaty projektu 11540, dwie korwety projektu 20380, cztery duże okręty desantowe projektu 775, dwa małe okręty desantowe projektu 12322, siedem okrętów rakietowych projektu 12411, kuter przeciwdywersyjny projektu 21980, cztery okręty rakietowe projektu 1234.1, pięć okrętów ZOP projektu 1331M, kilka trałowców i jednostki pomocnicze. Lotnictwo (po reformie) rozmieszczone na obszarze Obwodu Kaliningradzkiego to przede wszystkim 7. Grupa Lotnicza (stan: około 24 maszyn myśliwskich Su-27) oraz 8. Gwardyjska Grupa Lotnicza (około 16 samolotów uderzeniowych Su-24). Oddziały obrony wybrzeża tworzą dwie brygady piechoty oraz co ważne z naszego punktu widzenia – pułk rakietowy z czterema kompleksami przeciwokrętowymi Riedut. W rejonie Bałtijska znajdują się także dwie jednostki walki radioelektronicznej (centrum WRE oraz pułk WRE), które mają za zadanie rozpoznanie dla celów budowy biblioteki danych radioelektronicznych dla potrzeb całych sił zbrojnych. Obronę przeciwlotniczą stanowią m.in. zestawy S-300, S-400 Triumf oraz 9K335 Tor. Siły te mogą liczyć na wsparcie bazujących w Kronsztadzie trzech okrętów ZOP projektu 1331M, dwóch okrętów podwodnych projektu 877 i jednego projektu 677. Ponadto w bazie koło Sankt Petersburga stacjonują m.in. trałowce oraz okręty pomocnicze.

    Podobnie jak w czasach ZSRR, gros sił nawodnych FB pozostało w rejonie Kaliningradu. Można by argumentować, że Rosjanie również nie widzą powodu by wycofać swoje zasadnicze siły morskie na Bałtyku spod uderzenia. W ich wypadku występują jednak inne czynniki. Tylko dzięki Obwodowi Kaliningradzkiemu i Bałtijskowi Flota Bałtycka, po utracie portów w krajach nadbałtyckich (Litwa, Łotwa, Estonia) ma szansę na działanie na południowym akwenie Morza Bałtyckiego. A przy słabej polskiej Marynarce Wojennej jest to bardzo możliwe. Przy wycofaniu się do Kronsztadu, działanie rosyjskich jednostek nawodnych i podwodnych byłoby utrudnione częściowo z powodu zlodowacenia wód zatoki, z uwagi na fakt oddalenia rejonu bazowania od rejonu operacyjnego a przede wszystkim łatwego zablokowania zgrupowania nawodnego z terytorium Estonii czy Finlandii (lądowe zestawy rakiet przeciwokrętowych). Bałtijsk stanowi niezatapialną bazę dla okrętów FB.

Dwa polskie argumenty

    Nasz kraj posiada dwa argumenty, które mogą pozwolić zniwelować spodziewaną przewagę najpoważniejszego konwencjonalnego oponenta jakim są w rejonie Bałtyku rosyjskie siły powietrzno-morskie.

    Argument pierwszy to polskie wybrzeże i jego długość zapewniająca Marynarce Wojennej swoistą "głębię operacyjną". W odróżnieniu od Floty Bałtyckiej, nasze siły morskie mają możliwość manewru – zapewnia je długa linia brzegowa z dostępem do szerokiego rozlewiska wód Morza Bałtyckiego. W tym wypadku, w sposób naturalny, zasadniczą bazą operacyjną dla polskiej floty wojennej powinno być Świnoujście, ponieważ:

  • port jest oddalony od rosyjskich baz o ponad 400 kilometrów,

  • zapewnia swobodę manewru i umożliwia wprowadzenie zespołów zadaniowych floty od razu na pełne morze (brak przeszkód typu Półwysep Helski),

  • pozwala na ograniczenie czynnika zaskoczenia w przypadku agresji – jakikolwiek skryty atak czy to siłami powietrznymi, czy tym bardziej nawodnymi będzie mocno utrudniony, dodatkowo informacja o zgrupowaniach rosyjskich na akwenie morskim (lub nad akwenem) zapewni minimum czasu na reakcję,

  • zapewnia przestrzeń do budowy systemu obronnego, także z wykorzystaniem elementów sojuszniczych (np. rozmieszczenie w rejonie wybrzeża np. dwóch zespołów ogniowych systemu obrony przeciwlotniczej średniego zasięgu Wisła, w rejonie na zachód od Trójmiasta oraz w rejonie Świnoujścia, bazy lotnictwa taktycznego w Świdwinie, Mirosławcu czy Powidzu. Świnoujście leży kilka kilometrów od terytorium Niemiec, co wystarczy aby, nawet bez przemieszczania na terytorium Polski niemieckich sił wzmocnienia, zapewnić z sąsiedniego terytorium parasol nad strefą portową Świnoujścia przy użyciu systemów przeciwlotniczych średniego zasięgu,

  • jest to rejon będący morskim hubem o znaczeniu strategicznym – podstawowe zadania dla naszej MW w konflikcie pełnoskalowym to zapewnienie osłony dla żeglugi (czytaj: zabezpieczenie transportu z rejonu cieśnin duńskich).

    Środek ciężkości najważniejszego z dwóch zasadniczych zadań naszej MW jest położony na zachodnim Bałtyku (drugie, zadanie o mniejszym znaczeniu to klasyczna obrona linii brzegowej i zwalczanie mało prawdopodobnego desantu operacyjnego przeciwnika w głębi naszego Wybrzeża). W sytuacji konfliktu, czy choćby zagrożenia trasa komunikacyjna do Trójmiasta stanie się zbyt niebezpieczna i to zespół portowy Świnoujście-Szczecin przejmie zadania przyjmowania zasobów transportowanych drogą morską. Zasadnym więc jest, by tutaj znajdowały się siły operacyjne floty polskiej. Znaczenie Świnoujścia jest bardzo istotne także pod kątem wzmocnienia polskich sił narodowych przez kontyngenty sojusznicze NATO. Port ten, oprócz Gdyni, objęty został inwestycyjnym programem paktu NSIP (NATO Security Investment Programme) w łącznej kwocie 125 mln euro. Warto pamiętać o jeszcze jednym elemencie układanki – mowa o rozpoczynanym projekcie naftoportu w Świnoujściu. Znaczenia tej inwestycji dla bezpieczeństwa energetycznego nie trzeba raczej argumentować. Podsumowując – dla pokojowego funkcjonowania gospodarki, znaczenie mają oba polskie kompleksy portowe: Gdynia-Gdańsk oraz Świnoujście-Szczecin. W przypadku kryzysu szczególna rola przypada jednak temu drugiemu.

Mapa prezentująca podstawowe odległości, bazy MW Polski i Rosji oraz zasięg rażenia pociskami NSM Nadbrzeżnego Dywizjonu Rakietowego rozlokowanego na północ od Trójmiasta. Modyfikacja mapy: Mariusz Cielma.

    O ile można uznać może argumentację o potrzebie stałej redyslokacji polskiej Marynarki Wojennej za celową, o tyle pojawi się jednak powtarzane zawsze pytanie: skąd na to środki? Jednak spójrzmy na to z innej strony. Dziś, polska Marynarka Wojenna, choć ciągle dumna posiada jednak iluzoryczny potencjał bojowym. Praktycznie każdy okręt, oprócz wyjątków (jednostki projektu 660 Orkan/Żeglarek), wymaga wymiany. Nad losem marynarzy pochylił się w końcu MON, opracowując koncepcję odbudowy tego Rodzaju Sił Zbrojnych do 2030 roku i obiecując roczne inwestycje sprzętowe na poziomie 900 mln PLN. Musimy wymienić jednak dosłownie wszystko i nie będzie to prosta wymiana. Nowe środki bojowe przeważnie wymagają budowy nowej infrastruktury, w sytuacji Polski będzie to o tyle pewne, ponieważ w dużej przechodzimy z uzbrojenia postsowieckiego na zachodnie. Kolejne inwestycje w infrastrukturę muszą więc i tak być, otwartą pozostaje kwestia, gdzie je ulokujemy. Dyskutujemy nad liczbą, parametrami czy harmonogramem przejęcia nowych okrętów, naszym zdaniem, równie ważna w tej dyskusji winna być kwestia ich bazowania. Bez zmian i przy pozostawieniu dzisiejszego status quo (dowództwo i gros floty w Gdyni), nie wykorzystamy w pełni korzyści z modernizacji technicznej marynarki.

   Zaznaczyć należy, że nikt w tym miejscu nie mówi o pozbawieniu Trójmiasta okrętów wojennych. W najprostszej postaci chodzi o odwrócenie o 180 stopni funkcjonującej dziś piramidy z podstawą w Gdyni (okręty rakietowe, podwodne, trałowce) i wierzchołkiem w Świnoujściu (okręty transportowo-minowe, trałowce). Baza w Gdyni-Oksywiu powinna pozostać z zespołami niszczycieli min/trałowców oraz okrętów rozpoznawcze (jeżeli już MON, w dobie modułowości jednostek bojowych, tak „uparł” się je zbudować).

   Pora napisać o argumencie numer dwa. Okazuje się, że blisko miliardowa inwestycja w zakup pocisków przeciwokrętowych bazowania lądowego (Nadbrzeżny Dywizjon Rakietowy) jest uznawana za jedną z bardziej przemyślanych decyzji dotyczących marynarki wojennej w ostatniej dekadzie. Oczywiście, przy braku zbilansowania reszty sił, niesie ryzyko zmarginalizowania potencjału okrętowego floty, ale NDR jako element systemu obrony wybrzeża będzie lada miesiąc (sprzęt jeszcze formalnie nie został przejęty) naszym najmocniejszym "morskim" argumentem. Biorąc pod uwagę, że Rosjanie wyjścia nie mają, ich flota musi być zgrupowana w Bałtijsku – polski mobilny NDR przemieszczający się wzdłuż Wybrzeża, będzie sporym zagrożeniem dla okrętów Floty Bałtyckiej. Przy zapewnieniu bateriom dywizjonu informacji rozpoznawczych z zewnątrz, są one w stanie szachować nawodną część Floty Bałtyckiej i nie dopuścić, by w ogóle miała szanse zagrozić naszym strategicznym liniom komunikacyjnym.

Zakończenie

    W historii naszych Sił Zbrojnych po 1989 roku niewiele było odważnych decyzji redyslokacyjnych odnoszących się do dużych oddziałów wojskowych. Zmiany opierają się głównie na przeformowaniu lub rozformowaniu a potem znowu sformowaniu jednostek. Jest to powolne dostosowywanie potencjału nie do zadań, ale do dostępnych środków materiałowo-finansowych – jest to proces odwrotny do optymalnego procesu, w którym najpierw określa się zadania strategiczne i operacyjne sił, a potem do tych koncepcji dostosowuje się strukturę i sprzęt. Podjęcie tak poważnej decyzji, jak przeniesienie brygady wojsk lądowych czy flotylli okrętów kilkaset kilometrów dalej, w naszej rzeczywistości nie będzie łatwe. I to jest chyba jest największe zagrożenie dla proponowanej zmiany. Przeprowadzka 2-3 tysięcy marynarzy i członków ich rodzin może a nawet musi budzić protesty. Przeprowadzając ją jednak metodą kolejnych inwestycji można taki proces rozłożyć przynajmniej na dekadę. W takim wypadku nie powinna już okazać się tak drastyczna dla naszych żołnierzy.

Mariusz Cielma




Rejestracja

Funkcja chwilowo niedostępna

×

Logowanie

×

Kontakt

×
Nowe systemy rozpoznania i walki radioelektronicznej

Nowe systemy rozpoznania i walki radioelektronicznej

W dniu 19 grudnia br. ze szwedzką spółką koncernu Saab oraz turecką spółką ASELSAN Elektronik Sanayi ve Ticaret A.Ş podpisano dwa kontrakty w zakre...

więcej polecanych artykułów