2014-01-29 10:40:13
Niemcy militarnie bardziej eksportowe
Niedawno nominowana na stanowisko ministra obrony Niemiec Ursula von der Leyen udzieliła wywiadu internetowemu wydaniu Spiegla. W rozmowie padają deklaracje o większym zaangażowaniu militarnym Niemiec poza Europą, jednolitość europejskiego stanowiska w sprawach bezpieczeństwa i nadzieja na zjednoczoną europejską armię.
W najbliższym czasie Niemcy planują intensyfikację militarnego zaangażowania w Afryce. Nie ma to związku tylko z interesem niemieckim powiązanym z eksportem, jest także interes europejski. Europę od Afryki w najwęższym miejscu dzieli raptem 14 kilometrów Cieśniny Gibraltarskiej. Sam afrykański kontynent się destabilizuje, co będzie miało konsekwencje dla Europejczyków, a przedsmakiem problemów może być zalana imigrantami włoska Lampeduza. Europa nie może odwracać się od morderstw Afryki Środkowej, konfliktu Chrześcijan i Muzułmanów, który w regionie objąć może nawet 150 milionów ludzi.

Ursula von der Leyen zapowiada większe zaangażowanie Niemiec w operacjach i dążenie do bliższej współpracy militarnej w Europie. fot. Bundeswehra.
Na początek Bundeswehra przede wszystkim zaangażuje się w Mali. Dzisiejszy mandat dotyczy obecności maksymalnie 180 Niemców, faktycznie jest ich 99. Minister von der Leyen zakłada za możliwe powiększenie liczebności wojsk w Mali do maksymalnie 250 żołnierzy. Niemcy nie do końca chcą angażować się w operacje bojowe. Zarówno kanclerz Merkel, minister spraw zagranicznych Frank-Walter Steinmeier oraz wspomniana szefowa resortu obrony są zwolennikami skierowania do Republiki Środkowoafrykańskiej innych elementów sił zbrojnych. Przykładowo samolotu ewakuacji medycznej Airbus A310 w sytuacji, gdy inne kraje w ramach organizowanej operacji wojskowej Unii Europejskiej nie będą w stanie skierować w rejon działań tego rodzaju wyposażenia.
Niemcy planują większe zaangażowanie w operacje zagraniczne jako uczestnik dziś obowiązujących sojuszy. Z powodu globalizacji, odległe terytorialnie konflikty, dziś są zdecydowanie bliżej Europy. W interesie Unii Europejskiej powinno być wspieranie słabych państw, tak jak to ma miejsce w Mali, gdzie prowadzona jest misja szkoleniowa dla lokalnych sił bezpieczeństwa. W Afryce jest Unia Afrykańska, są rządy narodowe, trzeba je wspierać głównie w sektorze cywilnym, a w tym tradycyjnie Europa ma duże mozliwości.
Europa w ramach polityki bezpieczeństwa powinna mówić jednym głosem, a niebezpieczeństwa prowadzenia operacji w strefach konfliktu powinny być ryzykiem wszystkich państw. Problematyczne kwestie (jak operacja w Libii w 2011 roku) należy dyskutować do końca, nawet jeżeli jest to trudne. Europa może wypracować kompromis i jako jeden głos będzie słyszana w świecie. Minister von der Leyen zwróciła uwagę, jak wiele krytyki spadło i spada dalej na Niemcy za brak zgody na udział w interwencji wojskowej w Libii w 2011 roku. Jak nie widzi się kilkunastu operacji Bundeswehry w świecie, a ciągle powraca się do tej kwestii. Sprawa użycia wojska przez Niemcy jest bardziej delikatna, takie decyzje zapadają w parlamencie, a nie jak przykładowo we Francji, tam operacja wojskowa rozpocząć się może decyzją samego prezydenta. Wszyscy muszą zrozumieć i zaakceptować różnice jakie dzielą poszczególnych partnerów.
Wspólna polityka bezpieczeństwa jest potrzebna Europie, nie tylko jako przekaz idący w świat, ale także dla jej samej. Przy malejących budżetach obronnych to jedyna szansa na posiadanie w Europie potencjału militarnego o zaawansowanych zdolnościach i w odpowiedniej liczbie. Jeszcze wiele kroków pośrednich przed konsekwencją ścisłej współpracy militarnej w Europie, jaka według niemieckiej minister obrony, powinna prowadzić do zjednoczonej armii europejskiej.
(MC)