2014-06-15 09:37:26
Iracka armia ma kontratakować
Po kilku dniach odwrotu, a wręcz załamania północnego zgrupowania armii irackiej i innych formacji bezpieczeństwa, władze w Bagdadzie zebrały dostępne siły i próbują kontratakować. Linie przeciwnika, bojowników Islamskiego Państwa Iraku i Lewantu są na tyle rozciągnięte, a nieliczne szlaki komunikacyjne temu sprzyjają, że w akcji jest lotnictwo, choć nie tylko.

Walki toczą się 70-100 kilometrów od Bagdadu, siły rządowe próbują atakami śmigłowców oraz wojsk lądowych rozbić potencjał ofensywny IPIL.
Natarcia armia iracka przeprowadziła w rejonie al-Mutasim – 22 kilometry na południowy wschód od Samary. W pobliżu jest baza lotnicza Balad, przygotowywana od wielu miesięcy na przyjęcie pierwszych irackich samolotów F-16. Natomiast w samej Samarze, armia panuje jeszcze nad szlakiem komunikacyjnym z północy na Bagdad.
Dżihadyści atakują również z północnego wschodu. Trwały walki w rejonie miasta Mugdadiyah (prowincja Diyala). Obie te lokacje, okolice Samary i Mugdadiyah wskazują, że kolumny bojowników Islamskiego Państwa Iraku i Lewantu znajdują się około 70-100 kilometrów od stolicy kraju. Po stronie premiera al-Maliki walczą nie tylko formacje rządowe, ale wspierane są także przez religijną szyicką milicję Asaib Ahl al-Haq (Amerykanie uznają ją za organizację terrorystyczną).
Radykałowie dążą do izolacji Bagdadu. Ich ofensywa może być prowadzona z trzech kierunków. Oprócz dwóch wymienionych – połnocy i północnego wschodu dojść może także zachód. Mowa o odwiecznie zrewoltowanej prowincji Anbar, ze słynną Faludżą na czele. Organizacja ofensywy z tego kierunku może jednak zająć dżihadystom trochę czasu, teren był kilkanaście tygodni temu spacyfikowany przez siły rządowe.
Podejść do Bagdadu bronią świeże, nie zaangażowane do tej pory w walce oddziały formacji irackich, na dodatek są zmotywowane bestialstwem IPIL (rozstrzeliwanie żołnierzy i policjantów) oraz walką na własnym, szyickim terytorium.

W rejonie samego Bagdadu Irak utrzymywał trzy swoje dywizje. Są to świeże siły, które wespół z milicjami mogą obronić zabezpieczyć stolicę kraju - walka prowadzona jest już na własnym terytorium. Pytanie tylko o konsekwencje wydarzeń dla Iraku jako państwa.
Wiele w ostatnich dniach mówi się o udziale Irańczyków (szyici sprzyjający premierowi al-Maliki) w walkach. Oficjalnie zaprzeczają, że ich oddziały znalazły się na terytorium sąsiada. Prezydent Iranu Hassan Rouhani nie wyklucza jednak różnych rozwiązań, jeżeli o pomoc do jego kraju zwróci się Bagdad. Z drugiej strony coraz liczniejsze są informacje, że wojska irańskie są jednak na terytorium Iraku, w rejonach przygranicznych. Może to być realizowana i zapowiadana strategia wzmacniania rejonów granicznych. Według regionalnych irackich mediów, irańskie wojska są od kilku dni w Kurdystanie, to około 1500 osobowy oddział rozmieszczony w dawnej bazie armii irackiej Kubra, w okolicach miasta Khanaqin (prowincja Diyala, około 20 kilometrów w głębi Iraku). Kolejny irański oddział wkroczył do Iraku na podobną głębokość na wschód od Bagdadu, do prowincji Wasit. Warto zwrócić uwagę na zgrupowanie w prowincji Diyala, stąd w przypadku rozkazu, może ono prowadzić działania paraliżując tyły oddziałów IPIL.
Dodatkowo w Kurdystanie kontrolę nad lokalnym terenem przejmują oddziały Peshmerga (armia Kurdów), dbając w dużej mierze o instalacje związane z przemysłem kopalin i największe miasto – Kirkuk. Wiadomo już, że z powodu uszkodzeń transport surowca ropociągiem Kirkuk-Ceyhan (Turcja) wstrzymany jest na przynajmniej 100 dni. To wielkie i destrukcyjne straty finansowe. Kurdowie sami przyznają, że dla nich to wyjątkowe dni, po raz pierwszy od 11 lat sami muszą zadbać o teoretycznie irackie prowincje. Najbliższe dni pokażą, na ile Iran zaangażował się we wsparcie sąsiada i czy będzie niezbędna pomoc wojsk Teheranu, współpracujących z odwiecznym wrogiem – Stanami Zjednoczonymi. Te ostatnie prowadzą także koncentrację sił uderzeniowych, w rejon Zatoki Perskiej płynie grupa okrętów z lotniskowcem USS George H.W Bush na czele.
(MC)