2014-07-02 15:52:24
Wisła za wcześnie się rozlała
Inspektorat Uzbrojenia poinformował, że zakończył się dwuetapowy dialog techniczny prowadzony w sprawie systemów obrony powietrznej średniego zasięgu Wisła. Taka informacja nie brzmi specjalnie intrygująco. Inaczej natomiast odebrano powszechnie drugą część komunikatu Inspektoratu Uzbrojenia, informującą, że do właściwego przetargu, prowadzonego w ramach procedury wyłączającej swobodną konkurencję (chodzi o wyjątek w postaci podstawowego interesu dla bezpieczeństwa państwa), dopuszczone zostaną dwa podmioty: konsorcjum Eurosam z zestawem SAMP/T oraz koncern Raytheon z Patriotem. Zrezygnowano z trzeciej, realnej w planowanym postępowaniu propozycji, systemu MEADS oraz z oferty systemów izraelskich. Znowu poszliśmy na łatwiznę?
Do wskazania dwóch z trzech nadrzędnych kryteriów wymienionych w komunikacie, wcale nie trzeba było prowadzić analiz i dialogu technicznego. Do określenia, czy proponowany system jest na etapie operacyjnym i czy znajduje się w uzbrojeniu państw NATO, wcale nie były potrzebne miesiące wnikliwej pracy. Takie wnioski można było uzyskać po kilku godzinach gry umysłowej grupy polityków i wojskowych. Nie zrobiono tego jednak wcześniej i rozmowy prowadzono, zarówno z MEADS International, jak i z ofertą podmiotów reprezentujących rząd izraelski, która w praktyce również nie odpowiada „nadrzędnym kryteriom”. Zmarnowano faktycznie czas i zasoby po obu stronach, wojska i oferentów. Uwypuklenie sprawy statusu systemów po dialogu technicznym nie brzmi poważnie, do tego wystarczyłaby wikipedia.
Z czterech propozycji pozostały dwie, ale faktycznie w postępowaniu na Wisłę zrezygnowano tylko z oferty MEADS International. Od pewnego czasu dochodziły do nas bowiem sygnały, że propozycja izraelska, oferująca w praktyce produkty powstałe w kooperacji z przemysłem amerykańskim, została „wyproszona” z polskiego podwórka. Na pocieszenie Izrael zostać ma subkontraktorem oferty stricte amerykańskiej i tak się najpewniej faktycznie stanie.

MEADS nie ma statusu produktu gotowego operacyjnie, podobnie jak śmigłowiec AW149, jednak tej drugiej oferty w przetargach nikt w wojsku nie neguje. Czy Patriot Next Generation jest operacyjny?. Nikt nie ma zamiaru wmawiać, że MEADS to doskonałe rozwiązanie, ale trzech oferentów, w tym dwóch z faworyzowanego kierunku amerykańskiego, wzmocniłoby elastyczność polskich negocjacji w sprawie Wisły, dałoby czas na wyjaśnienie sytuacji międzynarodowej wokół samego MEADS. Wygląda na to, że poszliśmy na skróty. fot. MEADS International
Co do MEADSa, jego odrzucenie wydaje się niezrozumiałe. Prowadzenie rozmów z większą liczbą wiarygodnych oferentów służy tylko uzyskaniu lepszych warunków finansowo-gospodarczych dla „sprawy polskiej”. Rozszerzanie, a nie zawężanie listy potencjalnych i wiarygodnych partnerów, pozwala też na elastyczniejsze prowadzenie negocjacji. Czy oferta opracowania pocisku LCI przez Raytheon zostałaby złożona, gdyby nie padła podobna propozycja rakiety MCM ze strony MEADS? Może tak, ale może i polskie negocjacje techniczne i gospodarcze, przy oddechu "na plecach" drugiego partnera (amerykańsko-europejskiego), wywoływały większe otwarcie u pozostałych. Dziś wybór jest w dużej mierze "zero-jedynkowy". Zdecydują rozmowy polityczne i interoperacyjność – strategiczne partnerstwo z USA i wybór Patriota, czy SAMP/T i "europejski wspólny dom" – na drugim miejscu kwestie gospodarcze i na końcu – zdolności bojowe.
O trzech kryteriach (trzecie to współpraca gospodarcza) można było na tym etapie zapomnieć, prowadzić rozmowy w dalszym ciągu w tym samym gronie. Nie jest to przecież wyzwanie organizacyjne, skoro przez rok rozmawiano z większą grupą podmiotów. Zaproszenie do złożenia ofert na śmigłowce wysłano do trzech firm, jakoś nikt nie wyrzucał Sikorsky'ego, AgustaWestland czy Airbus Helicopters, nie odpowiadano sobie na pytania, czy model AW149 jest operacyjny i czy znajduje się w arsenale NATO. To samo w pewnym sensie można powiedzieć o śmigłowcu S-70I. I w końcu, czy Patriot Next Generation jest operacyjny i gdzie używany? Dialog techniczny służy dopracowaniu własnych wymagań i oczekiwań, a nie do eliminacji konkurencji.
W czerwcu 2014 roku zrezygnowano z MEADS, gdyż, co do zasady, nie znajduje się w uzbrojeniu żadnej armii. Być może polscy decydenci znają już odpowiedź Niemców czy Włochów, jaka pojawi się w najbliższych miesiącach, a dotyczyć ma przyszłości programu. W blisko 50 procentach MEADS jest niemiecki i włoski, zatem wątpimy, aby o tym informacji udzielono polskim "bywalcom restauracji", za dużo zainwestowano środków z budżetów tych państw, aby taką wiadomością w praktyce zniszczyć szansę na częściowy zwrot inwestycji. Wyrzucenie MEADS z negocjacji pozbawia Polskę możliwości kontrolowania sytuacji w tej materii, pozbawia możliwości wcześniejszego poznania decyzji sojuszników, bo może jednak okaże się, że system stanie się operacyjny i wejdzie do służby w państwach Paktu.
Oficjalnie nie poznamy intencji, jakie przyświecały ograniczeniu oferty na Wisłę z trzech do dwóch podmiotów. Prawdopodobnie decydentami powodowała chęć pokazania, że w tych wielkich przetargach coś się dzieje, że idziemy do przodu. Jak widzieliśmy, taka informacja, nawiązująca swoim przesłaniem do sportu – „jeden odpadł, przed nami finał” – przebiła się łatwo do opinii publicznej (czytaj: wyborców). Innym powodem może być zwyczajna chęć przyśpieszenia opóźnionego przecież programu. Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami jeszcze rok temu planowano, że umowa na Wisłę zostanie podpisana w 2014 roku. Mniejsza liczba oferentów, to przede wszystkim mniej pracy, dyskusji, negocjacji. A jest to wskazane, bowiem już za nieco ponad rok wybory parlamentarne, a przed stroną polską cała procedura negocjacyjna, wyłonienie dostawcy i szczegółowe ustalenia do umowy, której przecież nikt nie podpisuje z dnia na dzień. Być może uznano, że czasu może zabraknąć, istnieje przecież ryzyko, że po wyborach w 2015 roku całe postępowaniem może się nie zakończyć (czytaj: zostanie zanegowane).
Mimo wszystko szkoda, że MEADS został wyeliminowany – nie dlatego, że jest najlepszy, ale dlatego, że polska decyzja ogranicza szanse na uzyskanie tego co najważniejsze – jak najszerszego poziomu współpracy przemysłowej, przy minimalizacji zysków wielkich korporacji.
Mariusz Cielma