2011-10-15 18:34:25
Armia rosyjska - zarys ostatnich 20 lat
W czasach Związku Radzieckiego miała istotną do odegrania rolę, można powiedzieć, że znacznie poważniejszą niż typowo postrzegana dla europejskich sił zbrojnych. Na bagnetach Armii Czerwonej Rosja Radziecka nieść miała proletariatowi światowemu zwycięstwo komunizmu. Choć w praktyce nie udało się tego planu wprowadzić w życie, to jednak armia ta i kierownictwo państwa nigdy nie wyzbyło się planów ekspansji terytorialnej i choćby w formie ograniczonej próbowała je realizować.
Pomimo kryzysu gospodarczego i przegranego wyścigu zbrojeniowego ze Stanami Zjednoczonymi u kresu ZSRR, armia tego imperium przedstawiała się imponująco. W styczniu 1990 roku w jej składzie było około 4 miliony żołnierzy, dysponujących 1398 międzykontynentalnymi rakietami balistycznymi, blisko 26 tysiącami ładunków jądrowych, 8200 samolotami bojowymi, 64 tysiącami czołgów, 76 tysiącami innych wozów bojowych, ponad 260 okrętami podwodnymi. Ta potęga nie znajdowała się tylko na terenie macierzy. W tym czasie 720 tysięcy żołnierzy radzieckich stacjonowało poza granicami ZSRR, blisko połowa z nich w ówczesnej Niemieckiej Republice Demokratycznej (tzw. Zachodnia Grupa Wojsk ZSRR). Armia prócz potęgi militarnej to również istotny element scalający obywateli wielkiego imperium. To w jej strukturach próbowano pod jednym sztandarem asymilować Rosjan, Ukraińców, Białorusinów, Kazachów, czy choćby i Czeczenów. Jakże wielkim więc zaskoczeniem było dla obserwatorów jak w niespełna dwa lata ta wielka potęga na oczach świata rozpadła się. Jej rozpad zapoczątkował proces transformacji sił zbrojnych który trwa do dnia dzisiejszego. Zapoczątkowany przez pierwszego prezydenta Borysa Jelcyna okres przeobrażeń w sferze politycznej, ekonomicznej czy w końcu społecznej nie był korzystny dla tak skostniałej i konserwatywnej struktury jaką są siły zbrojne.
Armia bez państwa
Wybicie na niepodległość narodów satelickich Europy Środkowo-Wschodniej jesienią 1989 roku odbyło się bez reakcji ZSRR. To było jednak dopiero wstępem do tego co wydarzyło się na terytorium własnym Kraju Rad. Narody o własnej tożsamości rozpoczęły coraz dobitniej domagać się niezależności. Pierwsze, szczególnie krwawe starcia rozpoczęły się już w 1988 roku na terenie Azerbejdżańskiej SRR, a dokładniej w okręgu autonomicznym Górny Karabach zamieszkanym w 80% przez Ormian. Od początku próbowali interweniować żołnierze Armii Radzieckiej oraz Wojsk Wewnętrznych ZSRR. W kwietniu 1989 roku w Tbilisi żołnierze z Moskwy zabili 20 osób, bardziej znana jest interwencja radziecka 13 stycznia 1991 roku pod wileńską wieżą telewizyjną, śmierć poniosło tam 13 Litwinów i jeden żołnierz radziecki. Władze centralne próbowały użyć argumentu siły próbując utrzymać dotychczasowe granice podporządkowania politycznego. Na ulice miast wyszły mieszane wojskowo-milicyjne patrole. Jednak poszczególne władze republik wprowadzały własne obostrzenia dotyczące służby w Armii Radzieckiej: kraje nadbałtyckie oraz Gruzja jawnie je bojkotowały uznając stacjonujące garnizony za wojska okupacyjne, Ukraina domagała się służby żołnierzy tej narodowości na swoim terytorium a każde użycie wojska poza jej granicami wymagało zgody ukraińskiej Rady Najwyższej. Z kolei Rosyjska Rada najwyższa zabroniła wykorzystania swoich obywateli w rozwiązywaniu konfliktów poza granicami Rosji. W tej sytuacji Ministerstwo Obrony ZSRR słusznie upatrywało zagrożenia dla własnego istnienia. Szef resortu, marszałek Jazow w wystąpieniu telewizyjnym zapowiedział, że armia nie pozwoli by się nad nią pastwić. W tym czasie na szczytach władzy rozgorzała walka pomiędzy dwoma wielkimi politykami, Prezydentem ZSRR (urząd od 15 marca 1991 roku) Michaiłem Gorbaczowem a jego byłym protegowanym, przewodniczącym Rady Najwyższej Rosyjskiej FSRR Borysem Jelcynem. Ten drugi wspierał dążenia innych republik do samodzielności oraz wzywał Gorbaczowa do dymisji. Być może gdyby współpracowali inaczej wyglądałaby dzisiejsza mapa polityczna świata? Tak się jednak nie stało. Jelcyn coraz częściej napomykał o utworzeniu własnej armii rosyjskiej lub przynajmniej odpowiednika gwardii narodowej. W tej sytuacji część establishmentu wspierającego dawne struktury doprowadziła 19 sierpnia 1991 roku do puczu wojskowego (pucz Janajewa). Powołany Komitet Stanu Wyjątkowego wprowadził na terytorium ZSRR stan wyjątkowy. W areszcie domowym zatrzymano dotychczasowego Prezydenta ZSRR Gorbaczowa. Puczyści szybko przekonali się jednak, że nie mają nie tylko poparcia obywateli (szczególnie z większych miast) ale również i formacji siłowych. Centralną postacią oporu przeciw puczystom Janajewa i Jazowa stał się Jelcyn. Normą stały się przyjacielskie gesty z mieszkańcami Moskwy żołnierzy z elitarnych dywizji Tamańskiej czy Tulskiej. W armii dokonał się rozłam. Generałowie Graczow (dowódca wojsk powietrzno-desantowych) oraz Szaposznikow (dowódca wojsk lotniczych) spotkali się z Jelcynem z zapewnieniem że wojsko nie zaatakuje demokratów. Co więcej, żołnierze 106. Dywizji Powietrzno-Desantowej dowodzonej przez gen. Lebiedzia objęli stanowiska obronne wokół kwatery Jelcyna. Graczow, Szaposznikow i Lebiedź – te nazwiska są znane interesującym się rosyjską wojskowością. Jelcyn im tej przysługi z sierpniowych dni w następnych latach nie zapomniał. 22 sierpnia pucz się skończył a Gorbaczow wrócił do Moskwy. Jednak to nie był już ten sam kraj. Jelcyn i jego siła polityczna rosła praktycznie z dnia na dzień, odwrotnie było ze stanowiskiem Prezydenta ZSRR. Rozwiązano KPZR i znacjonalizowano jej majątek, partia tym samym zniknęła także ze struktur armii. 24 sierpnia deklarację niepodległości ogłosiła Ukraina, Rosja wstrzymała finansowanie ministerstw centralnych i przejęła Bank Państwowy ZSRR. 9 października 1991 roku rozwiązano Ministerstwo Obrony ZSRR. Rozpoczęła się czystka w armii. W przeciągu roku, do sierpnia 1992 roku z wojska usunięto 300 generałów i 65 tysięcy oficerów. Wcześniej próbowano w jakiś sposób jeszcze ratować Armię Radziecką. Nowy minister obrony ZSRR gen. Szaposznikow słusznie zauważył, że Rosja, Białoruś i część republik azjatyckich chce zachowania pewnych militarnych komponentów centralnych. Mowa była choćby o potężnych wojskach strategicznych. Prowadzono rozmowy na temat formy federacyjnej państwowości. Rozmowy prowadził Gorbaczow. Sprawę przesądziło referendum na Ukrainie, gdzie ponad 90% ludności poparło deklarację niepodległości z 24 sierpnia. Bez Ukrainy Rosjanie nie chcieli tworzyć nowej federacji. W grudniu 1991 roku Prezydenci Rosji, Białorusi i Kazachstanu powołali Wspólnotę Niepodległych Państw. Opinię światową niepokoiła ogromna ilość ładunków jądrowych jaka pozostała po Armii Radzieckiej. Jednak sprawa z nimi była prosta, same republiki w sposób bezkonfliktowy przekazały cały atomowy potencjał w ręce prawnego sukcesora dawnego imperium, czyli na terytorium Rosji. W tym czasie rozpoczął się exodus oddziałów Armii Radzieckiej. Na Ukrainie stacjonowało dla przykładu 1,3 mln żołnierzy w których służyło 44% Rosjan, którzy wcale nie chcieli przysięgać na wierność Kijowowi. Od stycznia 1992 roku rozpoczął się wymarsz oddziałów rosyjskich z Ukrainy. Dowódcy lokalni dogadywali się z miejscowymi władzami, najczęściej pozostawiali na miejscu połowę swego wyposażenia. W taki oto sposób uzbroiło się wiele poradzieckich republik azjatyckich. Sygnatariusze WNP zobowiązali się do utworzenia Zjednoczonych Sił Zbrojnych złożonych z komponentu strategicznego i konwencjonalnego. Rozgorzał spór o finansowanie nowego tworu. Rozpoczął się spór z Ukrainą na temat podziału Floty Czarnomorskiej. W sytuacji coraz większych rozdźwięków Rosja zdecydowała się na powołanie własnego ministerstwa obrony, co też nastąpiło 16 marca 1992 roku. Rozpoczęła zbierać pod swój parasol oddziały z Europy Środkowo-Wschodniej, Zakaukazia czy Mołdawii. 4 kwietnia 1992 roku Jelcyn zapowiedział utworzenie wielkiej armii rosyjskiej o liczebności 1,5 mln żołnierzy a 17 maja 1992 roku generał Graczow został ministrem obrony Federacji Rosyjskiej.
Kryzys lat dziewięćdziesiątych
Jelcyn chciał najpierw armię zredukować a dopiero potem modernizować i reformować. Nowa rzeczywistość pociągnęła za sobą ogromne zadania związane z wycofaniem wojsk rosyjskich z terytoriów byłego Układu Warszawskiego, połączone z cięciami w budżecie obronnym. Budżet wojskowy Ministerstwa Obrony Rosji według zdolności nabywczej rubla wobec dolara wynosił w 1993 roku 28,7 mld USD by w roku następnym jednorazowo wzrosnąć do 40,2 mld a potem spaść do 18,2 mld USD w 1996 roku. Kryzys ekonomiczny, jaki dotknął Rosję w 1998 roku, spowodował kolejne cięcia. W tym roku wojskowi otrzymali tylko około 7 mld USD. Było to dużo poniżej minimum jakie eksperci zakładali dla uchronienia armii przed całkowitą zapaścią. Skutkowało to minimalnymi środkami przeznaczanymi w przeliczeniu na pojedynczego żołnierza, w Rosji wynosiły one 12600 dolarów na rok, w Chinach blisko 50000 nie wspominając o Stanach Zjednoczonych i ich 176000 dolarów na żołnierza. Nie dość tego, permanentne było zadłużenie ministerstwa finansów wobec wojskowych. Ci drudzy w latach 1993-97 nie otrzymali ponad 90 bln rubli (waluta przed denominacją) z zapisanych w ustawie budżetowej, dla większej obrazowości kwoty dodam że był to prawie roczny budżet ministerstwa obrony. Dodatkowo budżet obciążały koszty utylizacji dużych nadwyżek uzbrojenia z czasów ZSRR w tym szczególnie kosztowna broń chemiczna i wszelkiego rodzaju elementy związane z bronią nuklearną (od paliwa rakiet, przez reaktory okrętów podwodnych po same głowice jądrowe). Poprawa miała nastąpić dopiero w następnej dekadzie, ale nim to nastąpiło armia została włączona do konfliktu politycznego (na linii Prezydent-Duma w 1993 roku przez co znacznie wzrosła rola urzędu Jelcyna w państwie oraz w strukturach siłowych) oraz katastrofy w postaci tak zwanej pierwszej wojny czeczeńskiej. Szczególnie ta druga pochłaniała szacunkowo około 10% i tak bardzo okrojonego budżetu. Nie dość tego, w całej okazałości pokazała słabość armii targanej od kilku lat problemami ekonomicznymi, słabością wyszkolenia, dowodzenia czy wyposażenia. Do interwencji w małej Czeczenii ściągano jednostki z całego kraju próbując sklecić z nich grupy reprezentujące choć minimalny poziom sprawności bojowej. Słowa Graczowa, że jeden pułk spadochroniarzy w mig zdobędzie Grozny okazały się pustosłowiem. Sławetny, a może raczej zgubny szturm rosyjskich poborowych przeprowadzony w noc sylwestrową z 1994 na 1995 rok doprowadził do prawdziwej rzezi młodych żołnierzy wysłanych w wozach pancernych na uliczki Groznego.
Prezydent, jako zwierzchnik sił zbrojnych wykorzystywał je do własnych celów politycznych. By osłabić rosnącą pozycję generała Lebiedzia (trzeci w wyborach prezydenckich, podpisał rozejm kończący pierwszą wojnę czeczeńską a potem zginął w katastrofie śmigłowca) Jelcyn powołał konkurencyjną wobec Rady Bezpieczeństwa (sekretarz Lebiedź) Radę Obrony. Dodajmy do tego problemy bytowe służących żołnierzy zawodowych, spotęgowane brakiem mieszkań (w 1997 roku na mieszkania oczekiwało 146 tysięcy rodzin wojskowych) oraz opóźnieniami w wypłacie wynagrodzeń (w 1999 roku wynosiło około 3 mld USD), które i tak wcale nie były za wysokie. Przykładowo jesienią 1999 roku pensja szeregowego zawodowego oscylowała w granicach 890 rubli (37 dolarów), lejtnanta – dowódcy kompanii z kolei 1354 rubli (57 dolarów) a podpułkownika na stanowisku dowódcy batalionu skromne 2135 rubli (89 dolarów). Wojskowi tracili kolejne przywileje socjalne, od 2001 roku objęci zostali tak jak inni obywatele federacji 13% podatkiem dochodowym. W tej sytuacji, pomimo stale redukowanej armii wielu z nich uciekało z wojska do sektora cywilnego a przynajmniej zmuszone było szukać dodatkowego zajęcia. Podobnie jak cały kraj siły zbrojne dotknęła plaga przestępczości i korupcji. Dane odnotowane przez władze były porażające. Tylko w 1998 roku wskaźnik przestępstw wyniósł 1560 na 100 tysięcy żołnierzy, co przy ówczesnej liczebności pokazywało, że w konflikt z prawem wszedł co 65 wojskowy. Minister Graczow (zastąpiony w 1996 roku przez gen. Rodionowa (a ten wkrótce po telewizyjnej kłótni z Jelcynem przez Siergiejewa) miał wielce wymowny przydomek: „Pasza-mercedes”. Ogromnym problemem były i w zasadzie dalej są stosunki między samymi żołnierzami. Tzw. „diedowszczina” czyli znęcanie się żołnierzy starszych służbą nad młodszymi tylko w 1997 roku doprowadziła do śmierci 74 żołnierzy, ustalono taki powód 54 popełnionych samobójstw. Oficjalnie tzw. straty niebojowe w armii rosyjskiej w latach 1997-98 wyniosły 1100 zmarłych żołnierzy, według Komitetu Matek Żołnierzy są to dane zaniżone. Dezercja stała się także sposobem na uratowanie życia lub zdrowia, wielokrotnie przyznawały to także same władze odstępując od karania zbiegłych żołnierzy. Wojsko traciło prestiż, w 1996 roku na jedno miejsce w szkole wojskowej przypadało tylko 1,2 kandydata. W zasadzie wszyscy spełniający warunki zdrowotne mogli liczyć na przyjęcie.
Wraz z problemami natury ekonomiczo-bytowej postępowała degrengolada potencjału bojowego armii. Kryzys mocno dotknął odpowiedzialne za przestrzeń powietrzną wojska radiotechniczne. Spadek ich liczebności wyniósł od 106 tysięcy żołnierzy w 1991 roku do zaledwie 22 tysięcy pod koniec XX wieku. Dysponowali oni sprzętem radiolokacyjnym z czasów radzieckich z rzadka uzupełnianych nowymi konstrukcjami (w 1995 wojska te otrzymały w ciągu roku dwie stacje, w czasach ZSRR bywało ich i 150). W sposób oczywisty doprowadziło to do powstania tzw. dziur w parasolu radiolokacyjnym. W 1991 roku w 100% zabezpieczano przestrzeń powietrzną na wysokości 10 tysięcy metrów, w 1999 już tylko w 55%. poza kontrolą znalazła się przede wszystkim Syberia, Czukotka, większość Morza Ochockiego. Zapaść dotknęła praktycznie każdy rodzaj sił zbrojnych, które istniały często w jako taki sposób dzięki ogromnym zapasom z czasów zimnej wojny. Sprzęt wojskowy jest jednak w dużej mierze techniką wysokiego skomplikowania, wymagający częstych przeglądów i remontów. Jak można się domyślać tego nie przeprowadzano.
Marynarka Wojenna otrzymywała zaledwie około 12% niezbędnych środków na prowadzenie remontów jednostek pływających. Normą stał się widok stojących przy nabrzeżu okrętów, które faktycznie nie miały możliwości spełniania swojej bojowej roli a tylko wypełniały etaty oraz stanowiły papierowy obraz siły marynarki wojennej Rosji. Okręty podwodne wychodzące w morze wymieniały między sobą akumulatory, tak by stało się to możliwe. Nowe okręty wchodziły do floty w ilościach dosłownie jednostkowych. Dość powiedzieć, że zakończoną niedawno budowę atomowego okrętu podwodnego z rakietami balistycznymi Jurij Dołgorukij rozpoczęto jeszcze w 1996 roku. Rozpad ZSRR to także dla floty strata wielu miejsc bazowania, dotyczy to w szczególności Floty Bałtyckiej (kraje nadbałtyckie) oraz Czarnomorskiej (Ukraina i Gruzja). W 1997 roku 90% budżetu floty poszło na wynagrodzenia, trzy lata później udało się ten wskaźnik obniżyć do 60%. Pewnym symbolem stanu rosyjskiej marynarki w czasach Jelcyna i wczesnych latach prezydentury Władimira Putina była tragedia okrętu podwodnego Kursk, który wraz z całą załogą zatonął na Morzu Barentsa.
Rosja przejęła 62% potencjału byłego lotnictwa bojowego ZSRR. W dużej mierze były to jednak samoloty starsze (terytorium Rosji to tak zwany drugi rzut, wartościowe jednostki stacjonowały na terenie państw Układu Warszawskiego oraz Ukrainy i Białorusi). W 1997 roku Rosja dysponowała 4,5 tysiąca samolotów wojskowych, tylko 30% z nich jednak wzlatywało w powietrze. Powodem był ich wiek (powyżej 15 lat miało 48% z nich a tylko 1% to były samoloty młodsze niż 5 lat) oraz permanentnie nierealizowane remonty i przeglądy. Podczas wojny w Czeczenii lotnictwo nie dysponowało samolotami (używano tam w tym czasie głównie szturmowe Su-25) zdolnymi do działania w warunkach nocnych lub trudnych atmosferycznie co w państwach tzw. Zachodu było normą, a nawet celowo realizowaną taktyką. Liczba godzin spędzanych w powietrzu przez kursantów w szkołach lotniczych spadła z 250 do 100, zdecydowanie gorzej było w jednostkach lotniczych. Roczny nalot pilota wahał się w latach dziewięćdziesiątych od 12 do 44 godzin, ten ostatni dotyczył głównie lotnictwa transportowego.
Kryzys nie ominął wizytówki armii rosyjskiej, odróżniającej ją od innych armii byłych republik ZSRR czyli strategiczne wojska rakietowe. Międzykontynentalne pociski z głowicami jądrowymi to stale najważniejszy element odstraszania w rosyjskiej doktrynie obronnej. Pod koniec lat 90-tych ponad 60% rakiet przekraczało swoje resursy, co prowadziło w prostej linii do likwidacji kolejnych jednostek rakietowych bazowania lądowego czy morskiego. Już w tym czasie trwały prace nad nowym pokoleniem pocisków typu Topol-M (samobieżne i stacjonarne) oraz Buława (wystrzeliwane z okrętów podwodnych).
Ostatnią dekadę XX wieku najgorzej zniosły wojska lądowe. O ile jeszcze w 1991 roku ówczesna armia radziecka liczyła 186 dywizji (faktem jest, że w dużej części były to dywizje „papierowe”) to już w 1997 roku ich liczba spadła do 31. Mniejsza liczba dywizji nie oznaczała jednak wysokiego stopnia ich gotowości. Tylko nieliczne (głównie dywizje powietrzno-desantowe i pancerne z Moskiewskiego Okręgu Wojskowego, jak Tamańska Dywizja Pancerna) reprezentowały wystarczający poziom wyszkolenia. Było to zresztą widoczne już podczas pierwszej wojny czeczeńskiej gdy rosyjskie oddziały interwencyjne powstawały nie jako elementy zwartych jednostek lecz wyrwane z wielu różnych. Wojska lądowe w 1997 roku liczyły około 450 tysięcy żołnierzy o generalnie niskich walorach bojowych uzbrojonych, a może bardziej precyzyjnie mających na ewidencji bardzo duży ilościowo potencjał bojowy, masę sprzętu wyprodukowanego przez przemysł zbrojeniowy ZSRR. Stanowiło go dla przykładu ponad 25 tysięcy czołgów z czego tylko około 25% stanowiły maszyny z lat 80-tych a więc stosunkowo młode (głównie mowa o wozach rodziny T-80). Nowy sprzęt wojska lądowe otrzymywały w ilościach jednostkowych i śladowych. W latach 90-tych wymieniano rocznie średnio około 1,5% uzbrojenia armii. Przy zachowaniu takiego tempa wymiana pokoleniowa uzbrojenia trwałaby około wieku. Przykładowo w 1994 roku Rosja zakupiła dla swoich wojsk lądowych dosłownie 5 czołgów, w drugiej połowie lat 90-tych było już lepiej, przeważnie ta liczba oscylowała wokół 30 sztuk. A przecież armia to nie tylko uzbrojenie. Zapaść finansowa i kierowanie gros budżetu na bieżące opłaty głównie związane z pensjami doprowadziła do przejadania gromadzonych na czas zagrożenia zapasów. Ich liczba spadła kilkukrotnie wobec stanu początkowego z 1993 roku.
Armia rosyjska lat 90-tych była liczna, lecz słabo wyposażona i uzbrojona (tylko 15-20% środków bojowych uznawano za w miarę nowoczesne), z licznymi problemami wewnętrznymi. W dużej mierze korzystała z potencjału nagromadzonego w czasach ZSRR. Nie był to dobry prognostyk na przyszłość, ciągłe redukcje i brak liczących się zmian jakościowych mógł doprowadzić do katastrofalnej zapaści. Na szczęście po tzw. smucie Jelcyna nadchodził nowy gospodarz na Kremlu a przede wszystkim boom cenowy na rynku paliw naturalnych. "Schorowana" armia otrzymała pomocną "kroplówkę".
Petrodolary stawiają na nogi armię rosyjską
Już Napoleon stwierdził: do prowadzenia wojny potrzeba pieniędzy, pieniędzy i jeszcze raz pieniędzy. Potem, w czasach mechanizacji powiedzenie to zmodyfikowano do: ropy, ropy i jeszcze raz ropy. Federacja Rosyjska dzięki jednemu mogła mieć i to drugie. Wzrost korzyści płynących z dostaw surowców mineralnych do zagranicznych odbiorców oraz częściowo kontrakty zbrojeniowe przemysłu (główni odbiorcy to Indie oraz niedawni wrogowie czyli Chiny) pomogły na początkowo tylko odczuwalne, a potem znaczące zwiększenie budżetu ministerstwa obrony Rosji. Od roku 2000 strumień rubli płynął ze sprzedaży surowców zdecydowanie szerzej. W 2000 roku było to 140 mld rubli, w 2003 już 344 mld, w 2005 ponad 530 mld a w 2009 już 1,2 bln rubli!. Cały czas zachowywano raczej zdroworozsądkowy udział wydatków obronnych wobec Produktu Krajowego Brutto, w 2005 roku wyniosił on 2,83% PKB. Z przytoczonych danych widać, że środki finansowe w gestii ministra obrony przyrastały z roku na rok nie o kilka czy kilkanaście, ale przynajmniej o kilkadziesiąt procent wobec roku bazowego. Pozwoliło to na spłatę wielu zaszłych zobowiązań wobec wojskowych jak i zakładów przemysłu zbrojeniowego. Pozwoliło na bogatsze wsparcie prac badawczych (w 2005 roku 79 mld rubli) pozwalających na utrzymanie konkurencyjności technicznej rosyjskiego przemysłu wobec odbiorców zagranicznych a tym samym wdrożenie nowych technologii do rodzimej armii. Znikał również problem kadry wojskowej mieszkającej miesiącami w namiotach. Choć samych mieszkań jeszcze brakuje (problem ma być rozwiązany do 2015 roku) to na kolejną, już drugą wojnę czeczeńską pojechali wyłącznie żołnierze kontraktowi, a nie z poboru. Pierwsza dekada XXI wieku to ciągłe redukcje rosyjskich sił zbrojnych. Około roku 2005 Siły Zbrojne FR osiągnęły stan 800 tysięcy żołnierzy. Wobec potencjału gospodarczego jest to i tak ciągle za dużo, przykładowo Brazylia o podobnym potencjale gospodarczym miała siły zbrojne liczące 290 tysięcy żołnierzy. Oczywiście nie możemy zapomnieć o aspekcie politycznym i uznaniu przez miejscowych polityków armii jako istotnego argumentu w polityce regionalnej i międzynarodowej. Prócz redukcji, raczej wymuszonej sytuacją ekonomiczną i brakami sprzętowymi, w Rosji wielokrotnie modyfikowano strukturę sił zbrojnych. Modyfikowano a nie reformowano. Zmiany były raczej próbą dostosowania struktury do panujących warunków, a armia jako całość to dalej była taka mniejsza armia z czasów ZSRR.
Potencjał u progu kolejnej dekady
Wojska Rakietowe Strategicznego Przeznaczenia, to jeden z wyróżników (takim są także Wojska Kosmiczne) armii rosyjskiej. Tylko siły zbrojne USA mają w swoim składzie potencjał zdolny do likwidacji życia na ziemi. Po 2007 roku WRSP FR składają się z trzech armii rakietowych (27. Gwardyjska we Włodzimierzu, 31. w Orenburgu, 33. Gwardyjska w Omsku) z 12 dywizjami rakietowymi i blisko 1950 rakietami międzykontynentalnymi typów RS-18, RS-20 i najnowszymi RS-12M/M2 (także na podwoziu kołowym z dumą prezentowanych choćby na defiladach z okazji Dnia Zwycięstwa). Siły te są obecnie silnie redukowane (tzw. Nowy Start z 2010 roku redukuje ilość wszystkich pocisków jądrowych, łącznie z tymi na okrętach podwodnych do około 1500 szt. dla FR i USA), nowe pociski typu RS-24 powstają w niewielkich ilościach.
Triadę odstraszania nukleranego tworzą również strategiczne siły powietrzne. Ich wydzielony element złożony z lotnictwa dalekiego zasięgu przeznaczony jest do uderzeń lotniczymi środkami jądrowymi a niekiedy także uzbrojeniem konwencjonalnym. Po 2007 roku lotnictwo posiadało na wyposażeniu 62 turbośmigłowe samoloty bombowe Tu-95MS oraz 14 samolotów odrzutowych Tu-160. Główne bazy lotnictwa strategicznego to Engels i Ukrainka w Kraju Chabarowskim.
Ostatnim elementem triady odstraszania jądrowego są okręty podwodne. Jeszcze w 2008 roku było ich 13 (12 typów 667BDR/BDRM i 1 typu 971). W budowie były trzy nowe okręty typu 955. Obecnie trwają prace nad nowymi pociskami międzykontynentalnymi bazowania morskiego R-30 Buława dla nich. Prace nad R-30 przysparzają wielu kłopotów także technicznych, czego świadkiem podczas nieudanych pokazów był również ówczesny Prezydent Federacji Władimir Putin.
Wymieniane na początku Wojska Kosmiczne to przynajmniej z nazwy wyróżnik nowoczesności sił zbrojnych Rosji. Ich głównym zadaniem jest wczesne ostrzeżenie własnych władz oraz sił zbrojnych o ataku rakietowym wymierzonym w terytorium Rosji. Tworzy go sieć naziemnych posterunków radiolokacyjnych (także rozmieszczonych w krajach ościennych) oraz satelitów. W swojej strukturze wojska kosmiczne mają również tzw. parasol antyrakietowy chroniący swoimi pociskami rejon Moskwy (3. Samodzielna Armia Obrony Rakietowo-Kosmicznej).
Wojska lądowe to podstawa potencjału konwencjonalnego armii rosyjskiej. Jeszcze niedawno liczyły ponad 300 tysięcy żołnierzy zgrupowanych w 6 okręgach wojskowych: Leningradzkim (Sankt-Petersburg), Moskiewskim, Nadwołżańsko-Uralskim, Północnokaukaskim, Syberyjskim i Dalekowschodnim. Specjalny status ma Kaliningrad. Jednostki bojowe w drugiej połowie pierwszej dekady tworzyły 3 dywizje pancerne, 15 dywizji zmechanizowanych, 6 dywizji stacjonarnych (Syberia i Daleki Wschód), 4 dywizje powietrzno-desantowe oraz kilkanaście samodzielnych brygad: pancernych, zmechanizowanych, powietrzno-desantowych i specjalnego przeznaczenia. Całość wyposażona (oczywiście aktualne pozostaje pytanie w jakiej sprawności) została w blisko 20 tysięcy czołgów, 24 tysiące transporterów i wozów bojowych, około 20 tysięcy sztuk sprzętu artyleryjskiego i około 2000 śmigłowców (w tym 800 szturmowych Mi-24). Powoli, acz z coraz większym natężeniem do jednostek napływał nowo wyprodukowany sprzęt. I choć są to dalej ilości wielce niewystarczające, to jednak blisko 100 nabywanych w skali roku czołgów typu T-90 jest i tak dużym skokiem ilościowym wobec 5 (!) czy 30 nabywanych jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu.
Siły Powietrzne powstały w 1998 roku z połączenia Sił Powietrznych oraz Wojsk Obrony Powietrznej. W 2005 roku liczyły około 160 tysięcy żołnierzy. Choć na papierze stan ukompletowania jednostek jest wysoki, to jednak musimy pamiętać, że jest to wielokrotnie sprzęt nie nadający się do użytku z powodów technicznych i bezpieczeństwa, jakże istotnego w ruchu powietrznym. Informacje takie wypływają w rosyjskich mediach przy okazji różnorakich katastrof. Ponad roku temu (w 2010 roku), niejako przy okazji katastrofy samolotu myśliwskiego MiG-29 wyszło na jaw (kontrole z powodu tragedii), że na blisko dwieście maszyn tego typu do lotów nadaje się jedna trzecia z nich. Nowy sprzęt napływa jednak dalej w ilościach śladowych. Pierwsze dziesięć lat XXI wieku to modernizacja jednego pułku myśliwców Su-27 (do wersji SM przebudowano około 30 maszyn), około 20 nowych MiG-ów 29 (wersja SMT, tylko dlatego ponieważ odmówiła ich odbioru Algieria, kwestionując ich sprawność techniczną) czy 5 samolotów bombowych Su-34. Ewidencyjnie sprzęt latający jest na wyposażeniu lotnictwa dalekiego zasięgu (wspomniane T-160, Tu-95MS, samoloty rozpoznawcze dalekiego zasięgu, latające stanowiska dowodzenia, tankowce), lotnictwa frontowego (około 220 szturmowych Su-25, około 350 bombowych Su-24, około 200 myśliwców MiG-29 i 350 Su-27, około 200 myśliwców dalekiego zasięgu MiG-31), lotnictwa transportowego (głównie samoloty Ił-76, An-12, An-22 i An-24 oraz ciężkie śmigłowce Mi-26 czy średnie Mi-17), Lotnictwa Przygotowania Kadr, Szkolenia i Rezerw (głównie odrzutowce szkolne L-39 Albatros). Prócz komponentu lotniczego istotną składową rosyjskich Sił Powietrznych są ich naziemne środki obrony przeciwlotniczej. Na uzbrojenie w ostatnich latach wchodzi (choć w nieco wolniejszym niż zakładane tempo) przeciwlotniczy i przeciwrakietowy system S-400 Triumf. Inne systemy to przede wszystkim systemy S-300 w kilku wersjach.
Marynarka Wojenna jako jeden z najbardziej obok lotnictwa utechnicznionych rodzajów wojsk również boleśnie odczuła okres zmian. Liczyła w 2008 roku około 150 tysięcy żołnierzy i składa się z czterech flot: Bałtyckiej, Czarnomorskiej, Oceanu Spokojnego, Północnej oraz śródlądowej Flotylli Kaspijskiej. Najważniejsza dla bezpieczeństwa państwa rosyjskiego jest Flota Północna z jej atomowymi okrętami podwodnymi z pociskami balistycznymi. Stan techniczny jednostek nawodnych oraz podwodnych jest na bardzo niskim poziomie. Są one wynikiem wieloletnich zaniedbań. Były okresy, ze praktycznie zarzucono stały dyżur morski atomowych okrętów podwodnych oraz dalekomorskie rejsy jednostek nawodnych. W ostatnim czasie flaga rosyjska ponownie zaczęła gościć na odległych morzach. W ostatnich latach Rosja aktywnie włączyła się w morską operację antypiracką w rejonie wybrzeży somalijskich (niszczyciel Admirał Czabanienko) czy choćby odwiedzała porty ameryki łacińskiej (rejs krążownika Piotr Wielki oraz dwóch niszczycieli). Aktualnie rosyjska flota podwodna składa się z około 60 okrętów podwodnych (w tym 13 to jednostki z ładunkami atomowymi). Dumą floty nawodnej jest jej jedyny lotniskowiec Admirał Kuzniecow (posiadający własną grupę lotniczą złożoną z morskich wersji samolotów Su-33 oraz Su-25) czy krążownik rakietowy Piotr Wielki. Pozostałe jednostki to sześć krążowników, 17 niszczycieli, około 10 fregat i duża liczba mniejszych jednostek. W skład marynarki wojennej wchodzi również jej lotnictwo oraz piechota morska. W ostatnich 20 latach napływ nowych jednostek morskich był śladowy, warto jednak odnotować, że częściowo zmienia się to na lepsze (nowe fregaty i korwety).
Idą reformy
Ostatnie 2-3 lata to płynące za rządów Miedwiediewa i Putina (a może powinna być odwrotna kolejność) informacje o nadchodzących zmianach. Są one na pewno wymuszone sytuacją i kondycją sił zbrojnych jako całości. Chociaż zwycięski, konflikt z Gruzją w 2008 roku obnażył wiele stron armii, szczególnie w zakresie taktyki oraz nowoczesnych środków dowodzenia, rozpoznania i przepływu informacji. Dodatkowo, trzeba pamiętać to o czym wspominałem, cały czas bazuje ona na potencjale zgromadzonym w czasach ZSRR, a przecież od jego upadku minęło już blisko 20 lat. Sprzęt po prostu jest w opłakanym stanie. Zmiany mocno dotkną wojska lądowe, zamiast dywizji pojawi się ponad 50 brygad. Proces został już zainicjowany, generalnie zasada jest taka że z pojedynczej dywizji powstaną dwie brygady. W armii pozostanie w gotowości bojowej tylko 2000 czołgów, jest to ułamek tego co było jeszcze niedawno, wszak cała sztuka wojenna radziecka a potem rosyjska opierała się na masowym użyciu broni pancernej. W siłach powietrznych zlikwidowano strukturę pułków lotniczych na rzecz bardziej usamodzielnionych baz. Najtrudniej będzie przeprowadzić zmiany w samym korpusie osobowym. Są duże opory generalicji oraz oficerów. Aktualnie armia rosyjska to taka odwrócona piramida stojąca na swoim wierzchołku. Posiada za dużo oficerów i generałów a tak naprawdę kośćcem współczesnej nowoczesnej armii są podoficerowie. Opór ludzi jest tu zrozumiały, żołnierze nie chcą być zwalniani. Ostatnie miesiące oraz kryzys finansowy na świecie stanowi duże zagrożenie dla rozwoju armii rosyjskiej. Ceny surowców nie są już tak wybujałe (szczególnie dotyczy to ropy) a finanse rosyjskie straciły kilkadziesiąt miliardów dolarów próbując ratować swoją walutę. Musi być problem, skoro w ostatnich miesiącach wstrzymano nabór żołnierzy kontraktowych (wypowiedź rosyjskiego szefa sztabu generalnego, zresztą podobnie jest w Polsce) a armia rosyjska jeszcze niedawno planowała stać się armią profesjonalistów. Czas pokaże na ile wystarczy determinacji wśród rządzących oraz nieodłącznych finansów by zmiany w armii rosyjskiej nastąpiły, są one konieczne.
Robert Ciechanowski