2012-08-24 10:12:09
Afganistan - Lato pełne sukcesów
Dowódca sojuszniczych wojsk w Afganistanie (International Security Assistance Force, ISAF) generał piechoty morskiej John R. Allen na videokonferencji z Waszyngtonem podkreślił, że tegoroczne lato było pracowite dla podległych mu wojsk ale i pełne sukcesów. ISAF i lokalne siły bezpieczeństwa wywierały ciągłą presję na rebeliantów, zaburzając ich strukturę, osłabiając elementy dowodzenia (likwidacja wielu z komendantów) oraz wypierając ich z obszarów zurbanizowanych. Trwa systematyczne blokowanie wpływów rebeliantów i odsuwanie ich od społeczeństwa. Sami radykałowie, coraz częściej i brutalniej atakując osoby cywilne przyczyniają się do izolacji od siebie zwykłych obywateli. Wciąż aktywni i w dużej mierze groźni, powoli ale systematycznie dotykani są poprzez wewnętrzny proces erozji. W coraz większym stopniu samodzielność operacyjną uzyskują lokalne siły bezpieczeństwa, wszystko to pomimo dużych ofiar (średnio na jednego zabitego z ISAF przypada pięciu z armii lub policji Afganistanu – przyp. DzZ). Gen. Allen ocenia, że problem ze zbrojnym oporem w Afganistanie potrwa jeszcze przynajmniej dekadę (ang. „For the insurgents to prevail, they will have to keep up their increasingly costly fight for at least another decade”). Do końca zasadniczego trzonu misji NATO w tym kraju pozostało jeszcze 28 miesięcy, po tym czasie pełnię odpowiedzialności przejmą władze miejscowe, otrzymają jednak wsparcie od sojuszu. Allen uznał, że choć droga do stabilizacji jeszcze daleka i wymaga spełnienia wielu warunków, jednak wszystko idzie w dobrym kierunku.
Warto na kanwie powyższych informacji sformułować własny komentarz. Podczas operacji irackiej wielokrotnie argumentowano "nie możemy podać terminu jej zakończenia ponieważ byłby to ważny impuls dla przeciwników nowego systemu". Dlatego byłem mocno zaskoczony (choć oczywiście powody rozumiem, w końcu z Afganistanu trzeba kiedyś wyjechać), gdy w przypadku akurat Afganistanu, taki termin, czyli koniec 2014 roku funkcjonuje już od dawna. Nie będzie chyba przesadą, gdy dodam, że każdy członek koalicji w mniejszym czy większym stopniu wypatruje tej daty. Zapewne i podobnie myślą rebelianci, ciągle mocni i mimo wszystko raczej nie złamani (bo taka specyfika mieszkańców, są różnorodni i zdecentralizowani). Znając datę zakończenia zasadniczych działań, wiedząc, że w otwartym polu nie są w stanie prowadzić skutecznie działań, muszą jednocześnie podtrzymać nacisk na ISAF, ANA i policję, równocześnie dbając by nie stracić rdzenia, istotnego dla własnego przetrwania poza rok 2014. ISAF traci mniej żołnierzy niż choćby rok czy dwa lata temu (w 2012 powinny odnotować przynajmniej 20% spadek liczby ofiar, wobec najgorszego 2010 roku będzie to w granicach 30% - przyp. DzZ), jednocześnie zauważalny jest proces poważnego przenikania rebeliantów w struktury bezpieczeństwa Afganistanu. Oprócz budowy przyczółków pod przyszły ich rozkład i osłabienie skuteczności stanowią również pewną taktyczną odpowiedź na przewagę techniczną ISAF. W wypadku tzw. ataków green on blue (ze strony mundurowych Afgańczyków na personel ISAF) proporcje strat atakujących do atakowanych wynoszą często mniej niż 1:1 – są więc bardzo bolesne (w 2012 roku stanowią około 10% wszystkich zabitych żołnierzy z koalicji - przyp. DzZ). Rebelianci więc znają datę do której mają przetrwać, infiltrują (szczególnie na prowincji) lokalne siły bezpieczeństwa, jednocześnie mocno się odgryzają. Nie są to zbyt optymistyczne elementy gdy ocenimy szanse na stabilność Afganistanu za kilka lat.

Ostatnia dekada dla Wojska Polskiego to częściowa odbudowa (w dużej mierze również mentalna) potencjału do praktycznego działania w strefie konfliktu wojennego. Należy zawsze pamiętać, że nastąpiło to nie bez kosztów, 35 Polaków zginęło w Afganistanie. fot. PKW Afganistan.
Myślę, że pora już na pierwsze oceny operacji w Afganistanie. O ile operacja w Iraku była zrozumiała, np. od strony ekonomicznej (surowce, uzależnienie gospodarcze), politycznej (uzależnienie podmiotu w jednym z istotniejszych regionów świata), po nawet moralne (groźny i nieobliczalny satrapa), o tyle w przypadku wspomnianego Afganistanu mam duże wątpliwości. Nie mogę odeprzeć wrażenia, że jesteśmy tam od 10 lat i jeszcze trochę będziemy z powodu zemsty na jednym człowieku (Bin Laden), ewentualnie grupie osób z jego organizacji. Z Talibami przecież nie pojechaliśmy tam walczyć, gdyż taki argument oznaczałby, że operacja Zachodu w tym kraju to wojna religijna, cywilizacji zachodu z radykałami, a nawet nie zawsze (wojna z ludźmi wyznającymi inne wartości w zorganizowanym odmiennie świecie. Ludźmi biednymi, prostymi, bez podstaw do samodzielnej egzystencji, często wykorzystywanych, nawet brutalnie). Afganistan nie jest w tym wypadku wyjątkiem, państw w których warunki do życia są zbliżone a często nawet gorsze można bez większego wysiłku intelektualnego wymienić przynajmniej kilkanaście. W tych krajach nas (tj. ISAF, PKW) nie ma. Idźmy dalej - nie zbudujemy w Afganistanie zależnej od nas potęgi gospodarczej ani stabilnej strefy wpływów. Obecnie jest nawet gorzej, przez lata musimy jeszcze wiele dołożyć, by jakoś Afganistan, jaki chcemy znać i popierać, przetrwał choć kilka lat.
Pozostaje zemsta. Ta zemsta kosztowała nas – Zachód – kilka tysięcy zabitych żołnierzy (do tej pory ponad 3150, w tym 35 Polaków – przyp. DzZ), ogromne wydatki finansowe (tylko w Polsce 5 mld PLN – przyp. DzZ), nadzieję dla przychylnych miejscowych, których wkrótce opuścimy. Dodajmy do tego miejscowe ofiary - czy możliwe, że to wszystko z powodu zabitego rok temu człowieka i rozbicia grupy jego sympatyków w tej części świata?
Nie mam wrażenia, że ta zemsta była słodka.
Krzysztof Kozłowski