2012-10-19 15:36:34
Formoza szturmuje z okrętu podwodnego
Podczas trwających od poniedziałku do piątku (15-19 października) morskich ćwiczeń grupy zadaniowej (tzw. Okrętowa Grupa Zadaniowa), prócz zadań typowych dla marynarzy jak osłona szlaków komunikacyjnych, strzelania artyleryjskie i rakietowe, walka przeciwminowa, logistyka morska itp. ćwiczyła również morska jednostka specjalna Formoza (JW Formoza podległa pod Wojska Specjalne). W oficjalnym komunikacie Marynarki Wojennej są informacje, że ćwiczono działania antypirackie i antyterrorystyczne z wykorzystaniem choćby technik abordażowych. W morskich manewrach brała udział fregata ORP Kościuszko, okręt rakietowy ORP Orkan, okręt dowodzenia siłami obrony przeciwminowej ORP Czernicki, niszczyciel min ORP Mewa, trałowiec ORP Gopło i zbiornikowiec ORP Bałtyk (Z-1) – kwiat polskiej Marynarki Wojennej. Jednak MW nie chwaliła się, że w ćwiczeniach uczestniczył również podwodny ORP Sokół. W Polsce Zbrojnej ukazał się dziś tekst, że komandosi-nurkowie ćwiczyli także z wykorzystaniem okrętu podwodnego jako nosiciela sekcji specjalnych.

Idealnym rozwiązaniem byłoby, gdyby z zanurzonego okrętu podwodnego morscy komandosi opuszczali jednostkę wraz ze środkami transportu. Z dziś używanymi okrętami typu Kobben nie jest to raczej możliwe. Na zdjęciu sekcja Formozy i amerykańskie podwodne jednostki elektryczne. fot. Mariusz Cielma.
Raczej nie musimy sobie wyobrażać współpracy komandosów i okrętu podwodnego poprzez spektakularne opuszczanie zanurzonej jednostki wyrzutniami torped. Było mniej widowiskowo, jednostka się wynurzyła, komandosi opuścili okręt zapewne na pontonach i udali się na brzeg celem wykonania zadania (w tym wypadku likwidacja baterii rakiet).
Do tej historii postanowiliśmy nawiązać, ponieważ w planach Ministerstwa Obrony Narodowej jest pozyskanie trzech (najpewniej) okrętów podwodnych nowego typu. Trzeba pamiętać, że współczesne okręty podwodne to nie tylko konwencjonalne ataki torpedowe na jednostki morskie przeciwnika (co również ćwiczył ORP Sokół), ale również współpraca z pododdziałami wojsk specjalnych w operacjach na wybrzeżu (okręt podwodny zapewnia skryty transport, ewakuację i wsparcie logistyczne) czy uderzenia rakietami manewrującymi z niespodziewanych dla przeciwnika kierunków. To wszystko ma tylko jeden minus, program podwodny dla Marynarki Wojennej kosztuje krocie. Możemy szacować, że zakup pojedynczego okrętu będzie oscylował wokół 2 mld PLN. Nie możemy zapominać również o budowie nowej infrastruktury nadbrzeżnej dla nowoczesnych okrętów, środków rażenia i późniejszym koszcie ich utrzymania. Tylko te dwie pierwsze pozycje możemy szacować na 7,5 mld PLN, a użytkowanie na przynajmniej drugie tyle. Jest nad czym się zastanawiać i już wkrótce spróbujemy również zabrać głos w dyskusji.
(MC)